W Dobrym Kierunku

zapiski z podróży bliskich i dalszych

Wpisy z okresu: 5.2013

Niewiele jest takich gór w pobliżu naszej granicy, które oglądają, najczęściej bezwiednie, miliony turystów, a jednocześnie nadal pozostają tak nieznane i egzotyczne. Też tak miałem – przez długie lata, patrzyłem pod słońce, na łagodny sinoniebieski profil, falujący na południu, z jednym tylko urozmaiceniem – charakterystycznym garbem najwyższego szczytu, czymś na kształt dobrze zaczynającego się stożka, który ktoś ściął niemalże u nasady, tworząc nietypowy w tej części gór kształt „stoliwa”. Patrzyłem w zupełnej nieświadomości, co kryje się po drugiej stronie monotonnego z pozoru grzbietu. A są tam miejsca, które oczarują każdego, jeśli tylko skusi się zapuścić na co najmniej dwa dni. Te góry, to słowacki Vihorlat, a widać je z każdej naszej bieszczadzkiej połoniny.

czytaj dalej…

Najpierw pomyślałem, że pomyliłem drogę, że chociaż to mało prawdopodobne, skręciłem w jedną uliczkę za wcześnie, albo zgubiłem się między blokami, miasta zmieniają się przecież tak szybko… Ale nie, tory były na miejscu, na górce kościół, oświetlony tak mocno, jakby właśnie tu, piętnaście minut, miało miejsce wniebowstąpienie. Budynek stacji nie zmienił się nic od dawnych lat – ten sam paskudny parterowy klocek, zero urody i jakiekolwiek choćby wartości estetycznej, nie to co stylowe budynki galicyjskich kolei. Ale coś tu jednak nie pasowało do obrazu sprzed lat – cisza, pustka, nicość opuszczonych peronów, wygaszone latarnie, wszechogarniająca ciemność. Tego tu kiedyś nie było, nie do pomyślenia, żeby o tej porze przez pół godziny nie przejechał żaden pociąg. Usiadłem zaskoczony, obok drzwi nie było nawet rozkładu jazdy. To znaczy wisiała teraz jakaś kartka, pewnie z rozkładem, ale w tej ciemności niczego nie udało mi się przeczytać. Przyszło mi do głowy tylko jedno – nie ma już nadziei dla polskiej kolei…

czytaj dalej…

 

Na początku wygląda to jak podróż w kabinie metra, wąski, wybetonowany tunel wydaje się nie mieć końca, gdy nagle, za zakrętem wagonik wyjeżdża spod ziemi, przekracza bystrą i błękitną od lodowcowej wody rzekę, po czym znów chowa się pod ziemią. Tory staję się stromsze i po kilkunastu minutach czeka nas przesiadka do wygodnej gondoli. Kiedy bezszelestnie odbija od peronu i coraz szybciej nabiera wysokości, mknąc ponad czubkami smreków, za plecami otwiera się coraz szersza panorama, a zza kolejnych grzbietów, wyłaniają się coraz to nowe, poszarpane granie. Ostatni odcinek kolejka pokonuje bez żadnej podpory, sunąc wzdłuż wapiennych ścian, pociętych rysami i żlebami, spod których niczym ogromne wachlarze osypują się kształtne stożki piargów. Jest coraz chłodniej i przestrzenniej, i z każdą minutą jakby coraz więcej nieba wokoło. Nie zmienia się tylko jedno –w dole ciągle, niczym na wielkiej mapie, widać wyraźnie siatkę ulic rozpiętą pomiędzy czerwonymi dachami domów i wież licznych kościołów. To Innsbruck – prawdziwa „Stolica Alp”.

czytaj dalej…

Maj to tradycyjnie początek sezonu górskich wędrówek. Warto go rozpocząć od wycieczki lekkiej, przyjemnej, a przy tym ładnej i malowniczej. W tym roku zima trzymała bardzo, ale w tej chwili śnieg można już spotkać tylko w wyższych partiach gór, powyżej górnej granicy lasu – niżej „szaleje” już świeża, soczysta zieleń. Jest więc okazja by wybrać się w góry, które w pełni sezonu nikną nieco w cieniu tych wyższych i podobno piękniejszych. W większości przedstawione tu trasy prowadzą po niższych partiach Beskidów i Bieszczad, ale i tak należą do najpiękniejszych wycieczek w swoich pasmach. Prezentowane są w kolejności od najniższej do najwyższej górki. Już wkrótce kolejna „paczka” tras – tym razem w Sudetach :-). A więc cóż – sezon pora zacząć!

czytaj dalej…

Wiosną 1945 roku polscy żołnierze odkryli w pobliżu Kuźnicy Czarnkowskiej niemiecki transport. Jego zawartość była dość specyficzna – kadłuby samolotów, sprawiające wrażenie wraków, osobno złożone skrzydła, często uszkodzone, silniki lotnicze, a wszystko to skatalogowane i opisane. Na szczęście, w wojennym i powojennym zamęcie w tym zaskakującym ładunku dostrzeżono coś więcej niż tylko wraki, których tysiącami usiane były pola bitew i zdobyte lotniska. Pod koniec roku stare samoloty przewieziono do wojskowych magazynów koło Poznania, a potem do Wrocławia. W końcu trafiły do organizującego się dopiero muzeum lotnictwa w Krakowie. Dziś 24 stare samoloty, pochodzące z tzw. „kolekcji Göringa” to prawdziwe perełki światowego formatu, o jakich marzą muzea i kolekcjonerzy na całym świecie.

czytaj dalej…

Witajcie po dłuższej przerwie. Jeszcze tak do tej pory nie było, żebym milczał przez dwa tygodnie, bo to nie leży w mojej naturze. Ale czasem przychodzi moment, że się człowiek tym gadaniem lekko zmęczy, zadyszki na podejściu dostanie, przystanie i zaczyna się zastanawiać, czy aby na pewno zmierza w dobrym kierunku. Mówiąc wprost – po dłuższym zastanowieniu podjąłem „dramatyczną” decyzję (naprawdę nie była łatwa) o zmianie nazwy mojego bloga. I przyznam, że do końca się wahałem, czy na pewno robię dobrze. Może dlatego, że poprzednia nazwa siedziała mi w głowie od długiego, bardzo długiego czasu. Odkąd mając dwanaście lat zobaczyłem ją w którejś z książek poświęconych historii, przyrodzie i takim tam.

czytaj dalej…


  • RSS
  • Facebook
  • YouTube