OLYMPUS DIGITAL CAMERADla wielu narciarzy możliwość wędrowania po górach na nartach, z dala od gwarnych i zatłoczonych stoków, bez konieczności korzystania z wyciągów i kolei, to najszlachetniejsza forma narciarstwa. Rodzaj ucieczki od codzienności w świat wysokich gór, ciszy, spokoju, krajobrazów tak intensywnych, a mimo to dających możliwość samotności, bycie z górami sam na sam. Wyzwanie, w którym człowiek może nie tylko zmierzyć się z samym sobą i otaczającą go naturą, ale także zobaczyć miejsca i sytuacje niedostępne „zwykłym śmiertelnikom”. To powrót do tradycji, w pewnym sensie do czasów pierwszych zdobywców gór. W końcu – narty zostały stworzone do wędrówki, a dominacja narciarstwa zjazdowego to kwestia dopiero ostatnich 30-40 lat. Zresztą, żeby być ścisłym – w Alpach widać już coraz większą tendencję powrotu do wędrówek narciarskich. Oczywiście statystycznie to nadal tylko procent wśród masy „wyciągowców”, ale za to procent najbardziej świadomy i doświadczony. A jeśli już jesteśmy przy powrocie do tradycji, nie można zapomnieć, że w naszym kraju na początku były Tatry…

Niniejszym wpisem rozpoczynam na blogu dział dotyczący książek które warto przeczytać, warto używać i warto mieć. Na początek – recenzja nowiuteńkiego przewodnika skiturowego po Tatrach. Życząc przyjemnej (mam nadzieję) lektury, już dziś zapraszam do śledzenia kolejnych wpisów na Facebooku.

O atrakcyjności Tatr, jako terenu narciarskiego nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Dotyczy to zarówno naszej jedynej „prawdziwej góry” narciarskiej (czyli Kasprowego), jak terenów, w których poruszać się można praktycznie wyłącznie na skiturach. Pod wpływem naturalnego instynktu jednak, czy to zdjęci majestatem i wielkością gór, czy też respektem przed dość restrykcyjnymi przepisami ochrony przyrody, wielu narciarzy, którzy chcieliby podjąć zew przygody i wyruszyć na nartach w Tatry, nie za bardzo wie jak się do rzeczy zabrać. Od czego zacząć, gdzie wolno pójść a gdzie nie, jak ocenić prawidłowo swoje możliwości, jak rozłożyć siły i plan dnia, by „zmieścić” się w zakresie własnych możliwości – oto podstawowe pytania, które przychodzą do głowy każdemu, kto po Tatrach na skiturach jeszcze nie chodził. Co wcale nie oznacza, że jest złym narciarzem, rzecz jasna… Wydany właśnie przewodnik skiturowy „Tatry na nartach”, który trafił niedawno w moje ręce, może nie rozwieje wszystkich wątpliwości, ale z pewnością odpowie na najważniejsze kwestie.

Jego autorem jest Wojciech Szatkowski – przewodnik tatrzański, narciarz wysokogórski, jednocześnie historyk i pracownik Muzeum Tatrzańskiego im. dr Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Każdemu kto Tatrami interesuje się nieco bardziej niż tylko „jak daleko stąd do Morskiego Oka?” znane są jego opracowania dotyczące historii narciarstwa w Tatrach, a także poświęcone  taternictwu i historii szeroko rozumianego Podtatrza. Człowiek, który do Tatr, a w szczególności do kwestii narciarstwa w naszych najwyższych górach podchodzi nie tylko ze znawstwem, ale i z pasją (żeby nie powiedzieć – emocjonalnie), bez czego nie można sobie wyobrazić chyba tak specyficznego rodzaju aktywności, jaką są skitury. Jak podaje krótka notka biograficzna o autorze: „w Tatrach Wysokich i Zachodnich wykonał ok. 450 zjazdów narciarskich”, znany jest także w środowisku skiturowym jako inicjator i organizator licznych zawodów skialpinistycznych. Krótko mówiąc – osoba w pełni kompetentna, „właściwa na właściwym miejscu”.

przewodnik skiturowy po tatrach

Kilka słów warto też wspomnieć w tym miejscu o wydawcy. Jest nim – co może wielu narciarzy zaskoczyć – Tatrzański Park Narodowy. Tak, tak – ten sam Park Narodowy, który tak „uprzykrza życie” narciarzom na Kasprowym, tutaj właśnie wydaje dość pokaźny i szczegółowy przewodnik, w którym dokładnie opisuje którędy i jak po owym parku się poruszać na nartach, od razu na wstępie instruując słowami (z przedwojennego przewodnika Józefa Oppenheima), że przebieg znakowanego szlaku „musi być traktowany przez narciarza jako drogowskaz kierunku – nigdy jako droga, której niewolniczo trzymać się wypadnie”. I od razu dodaje, że turystykę narciarską „można uprawiać tylko wtedy, gdy pokrywa śnieżna zabezpiecza roślinność i glebę”.

Z powyższego wynikają dla narciarza dwie ważne rzeczy. Po pierwsze – raz na zawsze kończy to z utrwalonym obrazem Tatrzańskiego Parku Narodowego jako instytucji wrogo nastawionej do narciarzy. Co więcej – można niejako domniemywać, że prowadzoną zgodnie z zasadami ochrony przyrody, turystykę skiturową, TPN po prostu najzwyczajniej popiera. Tak rozumiem fakt, że wydaje opisywany przewodnik. Po drugie natomiast – co jest niezwykle ważne – powagą swojej instytucji, TPN staje się niejako gwarantem, że wszystkie opisane w przewodniku wycieczki można odbyć legalnie. Jeśli ktokolwiek miał wątpliwości – zostają one rozwiane, koniec z partyzantką i niedomówieniami. Jest trasa w „Szatkowskim”? Jeśli tak, to znaczy, że można nią iść. Wydaje się, że z punktu widzenia turysty narciarza nie można sobie wyobrazić lepszego wydawcy.

Sama książka, to dość grube i obszerne dzieło, liczące 372 strony, w miękkich okładkach, spięte metalową rolką. Format jak na przewodnik górski dość nietypowy – zbliżony do A5, o dokładnym rozmiarze strony 130×200 mm, ale biorąc pod uwagę podwójną metalową spiralę daje w sumie rozmiar 15 na 20 cm. Do druku wykorzystano w całości papier syntetyczny, odporny na wilgoć i rozdzieranie, no i oczywiście – jak przystało na takiego wydawcę – przyjazny środowisku. Zastosowanie rolki i wodoodpornego papieru jednoznacznie wskazuje, że przeznaczeniem książki jest wędrowanie po górach razem z narciarzem. Pod tym względem razi tylko dość znaczna masa przewodnika – około 470 gramów. Jeśli kogoś dziwi fakt, że książkę zważyłem, to przypominam, że w końcu trzeba ją będzie nosić na plecach. Dla porównania -  pojedyncza narta Fischer Transalp 88, której obecnie używam, waży około 1200 gram (bez wiązania)…

przewodnik skiturowy po tatrach

Pod względem edytorskim książka wydana jest bardzo starannie, zastosowana czcionka jest czytelna, mimo że dość drobna, układ strony jest skomponowany czytelnie i przyjaźnie dla oka, nawet przy dość znacznym zagęszczeniu tekstu. Znalazłem pojedyncze błędy literowe (ale kto ich nie robi? J ), ale generalnie widać, że redaktor wykonał swoją robotę bardzo porządnie. Niezmiernie ważną rolę odgrywa w przewodniku strona ilustracyjna – liczne są zdjęcia archiwalne i współczesne, zazwyczaj bardzo dobrej jakości. Nie zawsze zdjęcia korespondują z treścią, obok której są prezentowane, ale całość robi naprawdę pozytywne wrażenie. W sumie przewodnik można wręcz oglądać jak kieszonkowy album zimowych widoków Tatr!

Z jednej strony jest to ogromna zachęta i ułatwienie przy wyborze trasy. Z drugiej – ciężko się oprzeć wrażeniu, że skromniejsza szata graficzna mogłaby się przełożyć na znaczne obniżenie objętości przewodnika, co przecież wcale nie musi wiązać się z obniżeniem jego jakości. Rozumiem jednak współczesne trendy w mediach (sam zresztą staram się do nich dostosować ;-) ) i wiem, że z pewnością tak bogato (i dobrze – to warto podkreślić) ilustrowany przewodnik z pewnością szybciej „przebije się” do potencjalnego czytelnika. Nastały czasy kultury obrazkowej i nie zmierzam bawić się tutaj w Don Kichota i walczyć z tą tendencją. Wystarczy, że na blogu piszę przydługaśne teksty ;-) . Zwłaszcza, że warstwa merytoryczna przewodnika „broni się” sama i widać wyraźnie, że zamieszczone zdjęcia, to jednak nadal ilustracja do tekstu, a nie na odwrót…

Zagłębmy się więc nieco dokładniej w treść przewodnika. Pierwsze 60 stron książki to rozdziały wstępne, dotyczące przepisów poruszania się po Tatrach (zarówno polskiej jak i słowackiej ich części), zasad poruszania się po górach w zgodzie z zaleceniami ochrony przyrody, jak i walorów krajobrazowych gór (znamienny tytuł rozdziału – „Narciarzu – nie zostawiaj śladów w Tatrach”), po czym następują dwa nieco mocniej rozbudowane rozdziały dotyczące porad dla początkujących narciarzy wysokogórskich i historii narciarstwa w Tatrach. Oba napisane bardzo dobrze, dzielące się doświadczeniem autora i ponadprzeciętna znajomością gór. Zwłaszcza rozdział o historii narciarstwa czyta się „jednym tchem” – jest to prawdopodobnie obecnie najlepsze niespecjalistyczne opracowanie dotyczące tego tematu. W każdym razie – nie znam lepszego.

przewodnik skiturowy po tatrach

Pojawia się jednak pewna wątpliwość – czy w przewodniku skiturowym po najwyższych naszych górach, w przewodniku, który na dodatek jest przeznaczony do użytku w terenie, jest miejsce na tak rozbudowane rozdziały wstępne? Oczywiście – być może dzięki temu wzrośnie świadomość tematu, jednak wydaje mi się, że zainteresowani tematem (na przykład zabawnym i interesującym skądinąd regulaminem nieistniejącego już schroniska na Pysznej, który zacytowany jest w całości) „odkryliby” go w osobnych, popularnych opracowaniach poświęconych historii narciarstwa tatrzańskiego. Podobnie dość problematyczna jest obecność rozdziału z poradami dla „początkujących” skiturowców.

„Doświadczenie najlepiej poucza” pisał w swoim kultowym przewodniku Józef Oppenheim i tej zasady nie zastąpi nawet najlepiej napisany rozdział teoretyczny. Dużo bardziej praktyczne mogłoby być przykładowo opracowanie krótkiego „programu poznawania Tatr”, w których początkujący skiturowiec miałby rozpisane po kolei wycieczki według stopnia trudności – od najprostszych do najtrudniejszych. Oczywiście powyższe rozważania w żadnym stopniu nie umniejszają warstwie merytorycznej omawianych rozdziałów, a tylko są uwagami „recenzenta”, który w końcu ma prawo „powykrzywiać” się nieco nad prezentowanym czytelnikom opracowaniem :-) .

Zasadnicza część przewodnika to opisy wycieczek, pogrupowane regionalnie – kolejne rozdziały zapoznają z trasami w paśmie reglowym, po czym poznajemy kolejne doliny tatrzańskie i ich otoczenie – w kolejności od zachodu na wschód: Dolinę Chochołowską, Kościeliską, Miętusią i Małej Łąki, rejon doliny Bystrej, Kasprowego Wierchu i Hali Gąsienicowej, a w końcu Dolinę Pięciu Stawów Polskich i otoczenie Morskiego Oka. Ostatnie 40 stron to opis tras skiturowych po słowackiej stronie Tatr – w Dolinach: Żarskiej, Staroleśnej, Pięciu Stawów Spiskich, Zimnej Wody i Młynickiej. Ta znacząca dysproporcja w objętości tekstu pomiędzy stroną słowacką a polską (mniej więcej 1:6, podczas gdy proporcje powierzchni gór po obu stronach granicy są zgoła odwrotne) wynika nie tyle z macoszego potraktowania tematu skiturów u naszych sąsiadów, co z zupełnie innych uregulowań prawnych. Podczas gdy po naszej stronie Tatry są względnie otwarte dla narciarzy w zimie, o tyle po słowackiej stronie istnieją niewielkie wydzielone strefy, gdzie można uprawiać narciarstwo wysokogórskie i te zostały opisane w przewodniku dość wyczerpująco.

przewodnik skiturowy po tatrach

Trasy opisane są według jednolitego schematu, dość szczegółowo, przy każdej podany jest czas podejścia, orientacyjny czas zjazdu i stopień trudności. Wysokogórska skala trudności obejmuje sześć stopni – w przewodniku opisane są głównie trasy 1. i 2. stopnia, a także kilka zjazdów „zahaczających” o stopień 3. Jak podkreśla autor – taki wybór tras jest podyktowany tym, że głównym odbiorcą przewodnika ma być narciarz dopiero zaczynający przygodę z Tatrami (ale niekoniecznie zaczynający przygodę z narciarstwem czy skiturami). Opisy tras są dość szczegółowe, w każdej znajdziemy dużo praktycznych porad dotyczących samej trasy – gdzie założyć foki, gdzie zwrócić uwagę na przebieg trasy czy w końcu – jak minąć miejsca najbardziej zagrożone lawinami. Doświadczenie autora jest tu nieocenione i decyduje o wielkiej wartości praktycznej przewodnika.

Wielki niedosyt natomiast pozostawia rozdział dotyczący informacji praktycznych – ograniczą się on praktycznie do wymienienia schronisk tatrzańskich, z podstawowymi danymi adresowymi i kontaktowymi, a także numerów alarmowych. Zupełnie pominięte zostały kwestie komunikacji – dojazdu komunikacją publiczną, dogodnych miejsc zaparkowania samochodu i tym podobnych. Ta część przewodnika powinna zostać jeszcze dopracowana. Ostatnie strony to mini-atlas Tatr, z dość dokładnymi mapami całego masywu i naniesionymi na nie trasami wycieczek. Tutaj także warto się zastanowić, czy zamiast takiej formy prezentacji przebiegu tras, nie lepiej byłoby zamieścić osobne mapki dla każdej trasy przy jej opisie. Z punktu widzenia praktyczności przewodnika takie rozwiązanie byłoby z pewnością korzystniejsze.

przewodnik skiturowy po tatrach

Mimo wspomnianych powyżej wad, przewodnik w całości prezentuje się bardzo dobrze i z pewnością powinien się znaleźć na półce (a lepiej – w plecaku) każdego miłośnika Tatr i skiturów. Nie miałem jeszcze okazji wypróbować go „w terenie” (wszak w górach śniegu nadal „parszywie” mało, jednak już po wstępnym zapoznaniu prezentuje się jako dość wyczerpujące kompendium wiedzy o zimowych Tatrach. Pozycja ciekawa i potrzebna, biorąc pod uwagę, że w zalewie różnego rodzaju materiałów o naszych najwyższych górach to dopiero czwarta poważniejsza pozycja przewodnikowa dotycząca zimy w Tatrach. Tym większe podziękowania i szacunek dla autora, że wyraźnie widać dość udaną próbę przełożenia własnego doświadczenia i wiedzy na papier.

Powiększające się z roku na rok grono miłośników wycieczek skiturowych, Tatr pożąda w pierwszej kolejności, dla swoich wypraw, ambicji i zaspokojenia dążenia do osiągania szczytów i doświadczania legendarnego poczucia wolności. W tej drodze ku pokrytym śniegiem wierchom, przewodnik Wojciecha Szatkowskiego „Tatry na nartach” bez wątpienia jest wielkim ułatwieniem, drogowskazem i miłym kompanem wędrówki.

***

PS. W planach już recenzja konkurencyjnego przewodnika skiturowego po Tatrach – może zdążę zanim w górach naprawdę sypnie więcej śniegu :-)

Tekst w nieco zmienionej wersji ukazał się także na portalu skionline.pl, którego autor jest współpracownikiem.

skionline_banner