Kiedy pierwszy raz przyjechałem do Popradu, spędziłem tam równe 15 minut – tyle mniej więcej zajęła mi przesiadka z autobusu na pociąg, który zawiózł mnie dalej na południowy wschód, w wapienne wąwozy Słowackiego Raju. Miasto nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia. Gorzej – nie zrobiło żadnego wrażenia. Od tego czasu minęło kilkanaście lat i dane mi było odwiedzić je wiele, wiele razy. Przez te lata Poprad ukradkiem zmienił swoje oblicze i mimo, że z pewnością nie należy do najpiękniejszych miast Słowacji, jest obecnie jednym z najczęściej odwiedzanych turystycznie miejsc tego pięknego kraju. W czym tkwi tajemnica sukcesu miasta, które przez ponad 350 lat należało do Polski, a dziś jest magnesem przyciągającym setki tysięcy turystów? I czy faktycznie warto się tam wybrać? O tym właśnie będzie dzisiaj.

Dzisiaj zajmiemy się fenomenem miasta, które samo w sobie będąc przeciętne, jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc u naszych południowych sąsiadów. Życząc przyjemnej lektury, już dziś zapraszam do śledzenia kolejnych wpisów na Facebooku.

Po pierwsze – Poprad jest najważniejszym węzłem komunikacyjnym dla turystów w całej wschodniej części Słowacji. Tutaj krzyżują się wszystkie drogi prowadzące w Tatry Wysokie, których widok jest nieodłączną dominantą krajobrazową każdego praktycznie miejsca w mieście. Stąd można wyruszyć pociągiem na Liptów, do Koszyc, do Żyliny – a tłumacząc to na „język turystyczny” – w Niżne Tatry, Wielką i Małą Fatrę, a w przeciwnym kierunku – w Słowackie Raj i Kras. Stąd wyrusza „elektriczka” łącząca wszystkie najważniejsze kurorty pod Tatrami. Do tego dochodzi jeszcze nowa autostrada i małe, ale jednak międzynarodowe lotnisko (podobno najwyżej położone w Europie). Ruch więc jest tu, i zawsze był, spory.

Z drugiej strony miasto magnetycznego charakteru nie posiada – nie jest miejscowością wypoczynkową, kurortem. Dominuje raczej przemysł i współczesne blokowiska. Zresztą, żeby oddać jego charakter z początku lat 90., którego miasto do końca się pozbyło, przytoczę krótką charakterystykę Popradu, z przewodnika Roba Humphreysa po Czechach i Słowacji, pierwszego z jakim mi dane było poznawać te kraje: „Poprad nie jest miastem zbyt atrakcyjnym. Jego wygląd kontrastuje z niewymuszonym, naturalnym pięknem Tatr – ogromne osiedla szarych bloków, otaczające małe centrum miasta, rysują się na tle wspaniałych, ośnieżonych szczytów”.

Tatry, ich sama obecność, ale także piękno i respekt, które wzbudzały od zawsze, musiały mieć wpływ na jego dzieje. Chociaż tak naprawdę, na początku liczyło się co innego – miasto, a dokładniej miasta (bo obecny Poprad powstał z połączenia pięciu mniejszych miast), które tu założono już w XIII wieku, rozłożyły się przy skrzyżowaniu ważnych szlaków handlowych, w samym centrum rozległej kotliny. Kotliny, która oprócz tego, że dawała jakie takie warunki rozwoju rolnictwa (lepsze niż w okolicznych górach), to na dodatek leży w bardzo specyficznym miejscu – w bezpośrednim pobliżu europejskiego działu wód, który ma tutaj postać pasma zupełnie płaskich niemalże wzniesień. Sytuacja idealna – w dawnych czasach, kiedy cały handel szedł dolinami rzek, a największą barierą było pokonanie właśnie źródłowych ich odcinków, które zazwyczaj mają charakter wysokich grzbietów górskich, taka lokalizacja praktycznie skazywała na sukces.

Poprad

Nie zamierzam tu opowiadać szczegółowej historii miasteczek, które później, w XX wieku weszły w skład obecnego Popradu. Dlatego w dużym skrócie przedstawiam tylko najważniejsze epizody. W pobliskich Ganowcach odnaleziono ślady osadnictwa człowieka neandertalskiego sprzed ok. 100.000 lat. To bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że po polskiej stronie gór najwcześniejsze ślady człowieka są ponad dwa razy młodsze (można o tym poczytać na blogu tutaj>>). Natomiast samo miasteczko zostało założone przez Sasów spiskich w połowie XIII w. i początkowo nazywało się Niemiecka Wieś (niem. Deutschendorf).

Z polskiego punktu widzenia najciekawszy epizod w dziejach miasta rozpoczął się w 1412 roku. Chociaż dla samego miasta korzystny zbyt nie był. Wtedy to Poprad, wraz z pozostałymi miejscowościami, został zastawiony Polsce i pozostawał w polskiej administracji przez ponad 350 lat – aż do 1769 r. Zastaw13 miast spiskich, a także zwrot Lubowli, Gniazd i Podolińca, stanowił zabezpieczenie zwrotu pożyczki, której Jagiełło udzielił Zygmuntowi Luksemburskiemu. Pożyczonej kwoty 37 000 kop groszy praskich, czyli równowartość około 7,5 tony czystego srebra, nigdy nie oddano, chociaż Węgry kilkadziesiąt lat później (bez spłacenia pożyczki) podjęły próbę odzyskania zastawionych miast. Ostatecznie Poprad i pozostałe miasta zostały z powrotem włączone do Korony Węgierskiej przez Józefa II.

Był to czas stagnacji dla miasta, a jedynym obszarem, w którym Poprad się rozwijał, było górnictwo – między XVI a XVIII stuleciem w okolicy podjęto wydobycie miedzi. W II połowie XIX wieku zaczęto stawiać pierwsze zakłady przemysłowe, a po wybudowaniu linii koszycko-bohumińskiej, w następnych latach linii do Lubowli, a w końcu kolejki elektrycznej do Szczyrbskiego Jeziora, Smokowców i Tatrzańskiej Łomnicy, rozpoczęła się kariera miasta, jako głównego węzła komunikacyjnego dla rozwijających się tatrzańskich kurortów, przyciągających coraz większą ilość turystów.

Poprad
Więcej zdjęć z Aquacity można zobaczyć w galerii poniżej tekstu

Ale bycie tranzytowym węzłem komunikacyjnym, nawet dużego znaczenia, to jednak jeszcze nie jest „pełny sukces”. Poprad przez kolejne 130 lat był zawsze w cieniu, nie tylko tatrzańskich masywów, ale także tamtejszych miejscowości wypoczynkowych. Dopiero rok 2003 przyniósł wielka odmianę, chociaż początkowo nikt zapewne nie zdawał sobie z tego sprawy. Wtedy to, na bazie odwierconych tu wód termalnych, o temperaturze 42oC, miejscową pływalnię zaczęto przerabiać na park wodny. W 2004 roku, pierwszy etap budowy Aquacity Poprad był już skończony, a w kolejnych latach kompleks wzbogacał się o kolejne baseny i atrakcje. Obecnie (dane 2012 r.) jest najczęściej odwiedzanym aquaparkiem na Słowacji, mimo, że są większe od niego, a do najtańszych także nie należy. Frekwencja kształtuje się tu na poziomie 800 tys. odwiedzających rocznie.

Poprad
Więcej zdjęć z Aquacity można zobaczyć w galerii poniżej tekstu

W czym więc tkwi tajemnica sukcesu tego obiektu? Przyczyn jest kilka, a najważniejsze to chyba niepowtarzalny styl i dość wysoki poziom luksusu oferowany klientom. Baseny zewnętrzne są nieduże, ale siedząc w gorącej wodzie można podziwiać wznoszące się ponad miastem góry. Są zjeżdżalnie, poskręcane we wzajemnych uściskach rury, ale obiekt ma dużo bardziej relaksacyjny charakter, niż niedaleka, nastawiona głównie na rozrywkę Tatralandia. Baseny wewnętrzne są bardzo przestronne, a przy tym eleganckie. Najbardziej efektowny z nich, Blue Sapphire ma podświetlane kolorowo jacuzzi, a przez ogromne okna można podziwiać zachód słońca nad Tatrami. A do tego wieczorami można tu zobaczyć niezwykły trójwymiarowy pokaz laserowy, jak chwalą się gospodarze obiektu – jedyny tego typu w Europie (w parku wodnym).

Ważną częścią kompleksu jest strefa Welles z saunami, kąpielami, masażami, krioterapią i wszystkim tego typu wynalazkami, których tylko dusza (a raczej ciało) zapragnie. Odwiedzający mają do dyspozycji dwa hotele bezpośrednio połączone z kompleksem basenowym i trzeci przy pobliskim centrum sportowym. Nie chcę być posądzany o kryptoreklamę, ale mają tu też najlepszą kuchnię i serwis z wszystkich obiektów tego typu na Słowacji :-). Co ważne – obiekt nie tylko spełnia cele komercyjne – ale także edukacyjne. Na basenie pływackim w parku wodnym mają zajęcia szkoły z Popradu, a mieszkańcy miasta płacą za wstęp wielokrotnie niższe ceny. To nie tylko wspiera miejscową społeczność, ale też buduje wizerunek obiektu przyjaznego mieszkańcom miasta. Najmądrzejsza z możliwych strategii – zarabiamy na turystach, swoim pomagamy. Czy tak nie powinno być wszędzie? W tym roku miałem okazję być w znanym termalnym ośrodku Leukerbad w Szwajcarii. Aquacity Poprad w niczym nie ustępuje renomowanemu szwajcarskiemu kurortowi, a pod kilkoma względami go przewyższa. Tylko jednego może pozazdrościć Szwajcarom – że tam siedząc w basenie, góry wydają się być w zasięgu ręki. No ale wtedy, żeby uzyskać taki efekt, trzeba by postawić park wodny w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich, lub choćby u wylotu Wielickiej :-).

Poprad
Więcej zdjęć z Aquacity można zobaczyć w galerii poniżej tekstu

Zadziwiające jest, jak jedna inwestycja tego typu może odmienić wizerunek i zbudować atrakcyjność miasta. Oczywiście nie stało się to od razu, ale na fali przyjeżdżających tu w coraz większej ilości turystów, rozpoczęto porządkowanie miasta, stare zabytkowe dzielnice odzyskały dawny blask, miasto zaczęło wyglądać coraz lepiej, ale też, co najważniejsze zaczęło być coraz lepiej postrzegane. Coraz więcej turystów przyjeżdża tu nie tylko wypocząć w Aquacity, ale żeby zobaczyć zabytki miasta. Bo o oczywiście jest tu co oglądać :-).

Centrum miasta ma charakterystyczny dla Górnych Węgier układ ulic przypominający z góry ogromne wrzeciono. Na środku stoi pochodzący z XIII wieku kościół św. Idziego. Z pierwotnej budowli ocalała wieża, część nawy i prezbiterium. We wnętrzu można podziwiać wczesnogotyckie sklepienia i polichromię z XV w. Na jednej ze ścian nawy przedstawiona scena pokłonu Trzech Króli na tle panoramy górskiej, która prawdopodobnie ma przedstawiać Tatry. Jest to jeden z najstarszych wizerunków tych gór w sztuce. Tuż obok kościoła stoi piękna , renesansowa dzwonnica, z charakterystyczną attyką i dekoracją sgrafittową. Kawałek dalej stoi XIX-wieczny, ładnie odnowiony kościół ewangelicki.

Poprad

Warto też zajrzeć do Muzeum Podtatrzańskiego. Na parterze znajduje się ciekawa ekspozycja „Prehistoria i wczesne średniowiecze pod Tatrami”. Najcenniejsze są tu znaleziska z Ganowiec, odległych od Popradu o kilka kilometrów, gdzie na trawertynowym wzgórzu, przy termalnym źródle, rozwijała się kultura neandertalska. Eksponaty prezentują narzędzia, jakimi posługiwali się ludzie z okresu przed ostatnim zlodowaceniem, ale najciekawszym elementem ekspozycji jest gipsowy odlew mózgu neandertalczyka – oryginalna skamielina wypreparowana z trawertynowej skały trafiła do Muzeum Narodowego w Pradze. To jedyne w środkowej Europie odkrycie dokonane zostało w 1926 r. przez Cygana Kolomana Kokę.

Starych domów w centrum zachowało się niewiele. Żeby zobaczyć doskonale zachowaną zabudowę dawnego spiskiego miasteczka trzeba udać się do Spiskiej Soboty – obecnie dzielnicy Popradu, leżącej na wzgórzu, kilkaset metrów za Aquacity. Była to najstarsza i najbogatsza ze wszystkich miejscowości, które utworzyły Poprad. Założona jako osada targowa na szlaku handlowym z Węgier do Polski, w II połowie XIII w., po najazdach tatarskich, została zasiedlona przez kolonistów niemieckich. W czasach prosperity, które skończyły się w XVIII w., w mieście był wodociąg, łaźnie, sierociniec, a otaczały go porządne fortyfikacje. Jednym z powodów upadku Spiskiej Soboty był fakt, że ominęła ją linia kolejowa, która pozwoliła rozwinąć się Popradowi. Dziś dzielnica jest największą, poza parkiem wodnym, atrakcją turystyczną miasta, rezerwatem architektury chroniącym strukturę średniowiecznej zabudowy.

Poprad

Wszystkie zabytki skupiają się wokół brukowanego wrzecionowatego rynku, nad którym dominuje katolicki kościół św. Jerzego oraz renesansowa dzwonnica z 1598 r. zwieńczona attyką. Bryła świątyni jest prosta i piękna. Ale prawdziwe skarby kryją się w jej wnętrzu. Oprócz pięknego żebrowania sklepienia prezbiterium, rzucają się w oczy zachwycające gotyckie ołtarze. Główny, św. Jerzego wykonany został w 1516 r. przez słynnego Mistrza Pawła z Lewoczy. W środku ołtarza zobaczyć można płaskorzeźbę św. Jerzego na koniu, walczącego ze smokiem. Poniżej znajduje się replika „Ostatniej Wieczerzy” z ołtarza głównego w Kościele św. Jakuba w Lewoczy, przy czym przedstawienie jest w szczegółach różne od lewockiego. Ołtarz ze Spiskiej Soboty jest zdecydowanie bardziej jednorodny stylowo niż ten w Lewoczy, bardziej renesansowy, o czym świadczą m.in. pięknie rzeźbione delfiny w dolnej części ołtarza i trzymające girlandę aniołki w części górnej.

Z prawej strony głównego ołtarza usytuowany jest ołtarz boczny Panny Marii, także gotycki, z 1464 r., a po drugiej stronie boczny ołtarz, św. Antoniego, pochodzący z 1503 r. Figura świętego jest dziełem Mistrza Pawła, na skrzydłach malowidła przedstawiające legendę św. Antoniego. Jest tu jeszcze gotycki ołtarz św. Anny z 1510 r., i ołtarz św. Mikołaja z 1503 r. Piękny jest łuk tęczy oddzielony od prezbiterium polichromowanym sosrębem z XVI wieku, na którym jest umieszczona kalwaria z 1489 r. Całe wnętrze jest tak niezwykle proste i harmonijne, że można je podziwiać co najmniej godzinę.

Poprad

Charakteru pięknie odnowionemu rynkowi nadają domy mieszczańskie, w większości renesansowe, zbudowane na gotyckich fundamentach. Wiele z nich ma gontowe dachy z szerokimi strzechami, grube mury i zachowane kamienne portale, a fasady niektórych zdobią malowidła. Tradycja głosi, że w 1474 r. w późnogotyckim domu nr 25 zatrzymał się król Maciej Korwin. Dziś pewnie zawitałby do Aquacity ;-). Jeśli będziecie kiedyś w Popradzie, pamiętajcie nie tylko o parku wodnym, ale też o zabytkach miasta, które przez tyle lat należało do Polski. Chociaż Polacy nigdy tu nie mieszkali :-).

Informacje praktyczne

Wyczerpujące informacje o Aquacity Poprad można znaleźć na stronie www.aquacity.sk (bardzo dobra polska wersja językowa. Warto też zajrzeć na stronę Muzeum Podtatrzańskiego – www.muzeumpoprad.sk, a aktualna informacja o mieście, jego atrakcjach, imprezach i wydarzeniach kulturalnych znajduje się na stronie miejskiej (także po polsku) www.poprad.sk