Kiedy wąska ścieżka, po mozolnym podejściu, w końcu wdrapie się na wierzchołek Stoha, otwiera się jeden z najpiękniejszych widoków, jakie można zobaczyć w całych Karpatach – poszarpany skałami szczyt, z kilkoma żlebami, rozległymi piargami i kilkoma płatami kosodrzewiny walczącymi o przetrwanie na wąskich półkach skalnych. Pomiędzy nimi wijąca się wąziuteńka ścieżka, miejscami niknąca z oczu za załomami skalnymi, pnąca się wśród małych trawniczków, późną wiosną i latem mieniących się wszystkimi kolorami alpejskiej flory. To Rozsutec. Wielki Rozsutec. Wcale nie najwyższy, ale nie mający sobie równych pod względem urody w Karpatach Zachodnich. A u jego stóp Medziholie – szeroka, zasłana kwietnymi łąkami przełęcz, o której Władysław Krygowski, jeszcze przed wojną napisał, że jest najpiękniejszą przełęczą w całych Karpatach. Kto raz zobaczył ten widok, zazwyczaj tu wraca. Ja jestem uzależniony. Kiedy myślę o górach – widzę przed oczami właśnie ten kawałek Małej Fatry.

czytaj dalej…