W Dobrym Kierunku

zapiski z podróży bliskich i dalszych

Wpisy w kategorii: Na południe

NassfeldKaryntia, najbardziej południowa część Austrii, pełna słońca i malowniczych gór, z roku na rok zdobywa sobie coraz większe uznanie wśród polskich narciarzy. Łączy typowo austriacki perfekcjonizm w podejściu do obsługi klienta i przygotowania stoków, z klimatem południowych Alp, słońcem i kulturową mieszanką pogranicza austriacko-włosko-słoweńskiego. Największym ośrodkiem w tej części Austrii jest Nassfeld-Hermagor, zaliczane do czołowej dziesiątki stacji narciarskich tego kraju. Ośrodek leży na stokach czterech gór, a łączna długość tras przekracza 110 km. Na tle wielkich stacji Tyrolu (nie mówiąc już o Francji), nie jest to może wielkość zbytnio imponująca, ale pod względem zróżnicowania, przygotowania tras i niesamowitej malowniczości, jest to bez wątpienia ścisła czołówka stacji austriackich. Niewiele jest miejsc, gdzie wysokie, skaliste szczyty można podziwiać praktycznie „na wyciągnięcie ręki”. Zapraszam do krótkiej narciarskiej wyprawy po tym malowniczym miejscu, okraszonej jak zwykle dużą ilością zdjęć.

czytaj dalej…

Andora GrandvaliraWciśnięte między Francję a Hiszpanię księstwo, jest jednym z najciekawszych małych (a może wręcz miniaturowych) państw świata. Zagubione wśród szczytów Pirenejów, kusi swoją historią, przyrodą, zabytkami, kontrastami jakich nie znajdziemy w Europie nigdzie indziej na tak małej przestrzeni. Andora – kraina dzikiej przyrody, ale też rzadko spotykanego nawet na bogatym Starym Kontynencie luksusu; nowoczesnej infrastruktury, lecz również i dość konserwatywnej społeczności. Ale przede wszystkim gościnna dla turystów. Zimą zamienia się w jedyne w swoim rodzaju miejsce, gdzie więcej jest tras narciarskich niż dróg asfaltowych. Tak się składa, że od kilku lat jest to również miejsce, gdzie przez pierwszą część sezonu panują lepsze warunki śniegowe niż w Alpach. Kilka tygodni temu miałem wielką przyjemność spędzić narciarski tydzień w ośrodku narciarskim Grandvalira – największym w południowej Europie, a dziewiętnastym pod względem frekwencji na świecie. Zapraszam do lektury relacji, która być może spowoduje, że nie będziecie już dłużej zastanawiać się nie tylko nad tym czy warto tam pojechać, ale raczej zaczniecie odliczać czas pozostały do wizyty w Pirenejach :-)

czytaj dalej…

sella rondaSą tacy, którzy uważają, że to najpiękniejsze góry Europy. Nie wiem, a tak dokładniej – to raczej trudno mi się zdecydować. Jest to bowiem problem podobny do tego – które wino jest najlepsze. Każdy, kto potrafi jakość tego szlachetnego trunku mierzyć nie tylko w procentach zawartego w nim alkoholu, odpowie od razu – to zależy. Z górami jest tak samo. Więc powtórzę – trudno mi zdecydować, które góry w Europie są najpiękniejsze. Waham się trochę pomiędzy słoweńskimi Alpami Julijskimi, rumuńskimi Karpatami Wschodnimi, a może Snowdonia czy w końcu nasze Tatry? Na pewno wśród tych najpiękniejszych jest miejsce dla Dolomitów. Tych skalistych kolosów, które potrafią czarować przy każdej pogodzie, o każdej porze dnia, nocy i roku. Zamykam oczy, widzę ich poszarpane granie, śnieg na skalnych półkach, płonące czerwienią zachodzącego słońca ściany… Setki szczytów, układające się w plany, amfilady i prospekty, wszystkie zobaczone jednego dnia. Bo w Dolomitach można w jeden dzień zobaczyć więcej gór, niż gdzie indziej w tydzień. Nie wierzycie? Zapraszam więc na jeden dzień w górach…

czytaj dalej…

cyprSpośród kilku tysięcy wysp na Morzu Śródziemnym, pięć wyróżnia się nie tylko wielkością, ale także piękną przyrodą i rzadko spotykanym bogactwem dziedzictwa historii i sztuki. To Sycylia, Sardynia, Korsyka, Kreta i Cypr. Na tej krótkiej liście, ostatnia z wymienionych wysp zajmuje pozycję zgoła wyjątkową. Tutaj bowiem skutki dramatycznej historii odczuwalne są do dzisiaj, a podzielona wyspa w krótkim czasie potrafi zafascynować swoją wielokulturowością, niebanalnymi dziejami, zaskakującym kolorytem i mimo traumatycznych epizodów ostatnich kilkudziesięciu lat – także wielką otwartością swoich mieszkańców. Zawieszona pomiędzy wschodem a zachodem, osadzona w kulturze Lewantu, a przy tym aspirująca do bycia cząstką Europy, warta jest odkrycia i wykonania pewnego (wcale niemałego) wysiłku umysłowego w trakcie jej poznawania. Może się bowiem okazać, że krótka nawet wizyta zamieć może się w przygodę, pewnego rodzaju intelektualną ucztę, która zmienić może nasze postrzeganie nie tylko tej części świata.

czytaj dalej…

gory_bukoweZanim drzewa zapełnią się liśćmi, szczelnie zasłaniając co piękniejsze szczegóły rzeźby, zanim gorące tchnienie Alföldu skutecznie uprzykrzy życie wędrowcom, zanim na szlakach zaroi się od turystów, a cierpki zapach gotowanego gulaszu rozniesie po wszystkich polanach – wtedy właśnie, wiosną, Góry Bukowe są najpiękniejsze. Zadziwiająco wysokie ja na tę część Europy (w końcu zawsze uczyli, że Węgry to płaski kraj), pełne skał, pięknych grot i zapomnianych uroczysk, ze swoimi kolorowymi kobiercami przebiśniegów, żywców i kokoryczek, z aksamitnymi kwiatami ciemierników, w końcu też pełne ciekawych zabytków na obrzeżach, są Góry Bukowe najczęściej oglądane tylko z poziomu murów zamkowych egerskiej twierdzy, tudzież podziwiane na tyle, na ile wystają ponad taflę termalnych basenów. Polscy turyści rzadko zapuszczają się w ten masyw, najczęściej nieświadomi piękna ukrytego za szczelną kurtyną skraju lasu. Najwyższy czas przerwać ten nie do końca dobry nawyk… czytaj dalej…

 

Na początku wygląda to jak podróż w kabinie metra, wąski, wybetonowany tunel wydaje się nie mieć końca, gdy nagle, za zakrętem wagonik wyjeżdża spod ziemi, przekracza bystrą i błękitną od lodowcowej wody rzekę, po czym znów chowa się pod ziemią. Tory staję się stromsze i po kilkunastu minutach czeka nas przesiadka do wygodnej gondoli. Kiedy bezszelestnie odbija od peronu i coraz szybciej nabiera wysokości, mknąc ponad czubkami smreków, za plecami otwiera się coraz szersza panorama, a zza kolejnych grzbietów, wyłaniają się coraz to nowe, poszarpane granie. Ostatni odcinek kolejka pokonuje bez żadnej podpory, sunąc wzdłuż wapiennych ścian, pociętych rysami i żlebami, spod których niczym ogromne wachlarze osypują się kształtne stożki piargów. Jest coraz chłodniej i przestrzenniej, i z każdą minutą jakby coraz więcej nieba wokoło. Nie zmienia się tylko jedno –w dole ciągle, niczym na wielkiej mapie, widać wyraźnie siatkę ulic rozpiętą pomiędzy czerwonymi dachami domów i wież licznych kościołów. To Innsbruck – prawdziwa „Stolica Alp”.

czytaj dalej…

Kiedy z murów ponurej twierdzy patrzy się na te wszystkie małe domki, obowiązkowo kryte czerwoną dachówką, na pnące się w niebo wieże kościołów i cerkwi, pomiędzy którymi sterczy, niczym groźny palec boży, samotny minaret, trudno uwierzyć, że jesteśmy niecałe 150 kilometrów od granicy Polski. Na północy wzrok opiera się o strome kopce gór, a tuż za miastem ciągną się rzędami rozległe winnice, przypominające krajobrazy znane raczej znad Morza Śródziemnego. Niebo też jakby bardziej niebieskie, a pod palącymi promieniami wiosennego słońca, krajobraz cały drga, tworząc barwny, ruchomy miraż, rozmywający granicę miedzy realnym a wyobrażonym. Gdyby ktoś przeniósł mnie nagle w to miejsce, prędzej stwierdziłbym, że jestem gdzieś na łagodnym przedgórzu Starej Płaniny, a nie na południowych stokach Karpat. Taki właśnie jest Eger – jedno z najbardziej fascynujących miast na Węgrzech.

czytaj dalej…


  • RSS
  • Facebook
  • YouTube