Nie tak dawno pisałem o Szpindlerowym Młynie, od którego wiele mogłoby się nauczyć nasze Zakopane (zobacz tutaj>>). Pod względem narciarskim popularny Szpindel zdystansował konkurencję w latach 90. i zasłużenie nosi tytuł zimowej stolicy Czech. Ale ostatnie lata przynoszą zmianę tej, zdawałoby się ustalonej na dłuższy czas, sytuacji. W ubiegłym sezonie swoje siły połączyło pięć stacji narciarskich ze wschodniej części Karkonoszy. W tym roku dwie największe z nich uzyskały fizyczne połączenie – między Černą horą a Pecem można się już przemieszczać na nartach. Tym samym detronizacja Szpindlerowego Młyna powoli staje się faktem. Na dodatek pod Śnieżką mają chyba patent na śnieg – nawet teraz, kiedy większość stacji narciarskich w Polsce, Czechach i na Słowacji walczy o utrzymanie choćby skrawków swoich tras w stanie jako tako nadającym się do jazdy, tutaj otwartych jest ich prawie 20 km!

Tym razem, w poszukiwaniu fajnych miejsc na narty, odwiedzimy miejsce, które idealnie nadaje się do uprawiania „czeskiego triatlonu”. Co to jest? Niesamowicie przyjemna konkurencja „prawie” sportowa – więcej szczegółów znajdziecie na końcu wpisu. Życząc przyjemnej (mam nadzieję) lektury, już dziś zapraszam do śledzenia kolejnych odcinków cyklu na Facebooku.

Pec pod Śnieżką, z racji swojego położenia u stóp najwyższego szczytu Karkonoszy i całej Republiki Czeskiej, od zawsze budził spore zainteresowanie turystów, a w zimie także narciarzy. Wielu narciarzy narzekało jednak na niedoinwestowanie – jedyną kolejkę krzesełkową postawiono tu ponad 10 lat temu. Dużą konkurencją stał się także leżący na skraju karkonoskiego masywu ośrodek na stokach Černej hory w Jańskich Łaźniach, którego kręgosłupem jest nowoczesna gondolka (jedyna narciarska gondolka w Czechach). Połączenie tych dwóch ośrodków wspólnym karnetem, do którego dołączyły także mniejsze stacje narciarskie Černý Důl, Svoboda nad Úpou i Velká Úpa, spowodowało powstanie największej narciarskiej areny w Czechach, dysponującej ponad 37 km tras zjazdowych, a także 37 wyciągami (w tym pięć krzesełek i jedna gondolka) o przepustowości prawie 37 tys. osób na godzinę (jak widać liczba 37 powinna być znakiem rozpoznawczym całego terenu :-) ).

Po siedemnastu latach pracy nad stworzeniem jednego skipasu, po tysiącach pism, pozwoleń, po wielu latach spotkań z pracownikami Karkonoskiego Parku Narodowego, po setkach ekspertyz, godzin spędzonych na wspólnych uzgodnieniach, utworzenie największego narciarskiego terenu u naszych południowych sąsiadów stało się faktem. Miejscowi nie mają jednak wątpliwości – warto było czekać cierpliwie. Bo to tak naprawdę dopiero początek wielkich zmian w tym regionie – nowe inwestycje (w tym 3 nowoczesne sześcioosobowe kanapy z obowiązkowymi „bublinami”) powstaną tutaj w ciągu kilku najbliższych lat. Co ważne – wszystko zgodnie z prawem, za zgodą i przyzwoleniem parku narodowego. Zapraszam na krótką „przejażdżkę” po narciarskich stokach pod Śnieżką :-).

Černá hora i Pec

Zaczniemy od Černej hory – największego terenu z wszystkich pięciu wchodzących w skład kompleksu. Kręgosłupem terenu jest nowoczesna gondolka nazywana Černohorskim Expressem. Ośmioosobowe wagoniki pokonują ponad 2,3 km trasy w siedem minut, a w ciągu godziny zdolne są przewieźć 1500 osób. Jej dolna stacja znajduje się w górnej części uzdrowiska Jańskie Łaźnie – przyjemnego małego kurortu, nazywanego niegdyś „perłą Karkonoszy” a czasami nawet „czeskim Gastein”. W zimie sprawia wrażenie opuszczonego, natomiast w lecie jest tu bardzo przyjemnie.

Černohorský Express to już trzecia kolejka linowa biegnąca z Jańskich Łaźni na szczyt Černej hory. Pierwsza powstała w 1928 r. na fali największej popularności leżącego u jej stóp uzdrowiska. Była to pierwsza kolej linowa w Czechach, położona nieco dalej na wschód od dzisiejszej trasy gondolki – jej szeroka przecinka dzisiaj używana jest jako jedna z tras zjazdowych. Dwa naprzemiennie kursujące wagoniki mogły pomieścić po 30 osób, a jej budowa trwała rekordowe 15 miesięcy – prowadzona była bez względu na warunki pogodowe i piętrzące się problemy konstrukcyjne. Kiedy na przykład okazało się, że most na drodze dojazdowej do kurortu może nie wytrzymać ładunku ważącej 42 tony liny nośnej – tę po prostu przewinięto z jednej szpuli na drugą, ponad potokiem… Działający model starej gondolki można zobaczyć w dolnej stacji tej obecnej – wystarczy wrzucić 10 „korunek” by wagoniki „ożyły” :-). Wysłużoną „kabinkę” zastąpiła nowa konstrukcja, uruchomiona w 1980 r., już w dzisiejszej lokalizacji. Kilkadziesiąt 4-osobowych wagoników zwiększyło przepustowość ponad trzykrotnie, a czas wyjazdu skrócił się o parę minut. Tę z kolei zastąpiła nowoczesna 8-osobowa gondola, którą uruchomiono w 2006 roku.

Černá hora i Pec

Kolejka dociera w okolice bardzo spłaszczonego szczytu Černej hory, osiągającego 1299 m n.p.m., ale doprawdy trudno w terenie stwierdzić, gdzie najwyższy punkt całego masywu się znajduje :-). Tuż obok górnej stacji zwraca uwagę wysoka, stalowa wieża, o bardzo oryginalnej konstrukcji – jest to jedyna zachowana podpora kolejki z 1928 roku, po jej rozbiórce zaadoptowana na wieżę widokową. Z jej szczytu rozpościera się piękna, niemalże dookolna panorama, w której najbardziej przyciągają wzrok najwyższe partie Karkonoszy. Wprawne oko rozpozna też na pewno charakterystyczne kształty Gór Stołowych i Orlickich, a przy dobrej widoczności także Masyw Śnieżnika, a nawet Pradziad w Jesionikach.

Stąd stratują praktycznie wszystkie trasy, prowadzące dość szerokimi przecinkami wśród świerkowych lasów. Rozciągają się z nich fragmentaryczne widoki na Przedgórze Karkonoskie, ale dużo ciekawiej jest, kiedy w dole, pod nami rozpościera się (a zdarza się to w zimie dość często) morze mgieł, równe niczym spokojna tafla wielkiego jeziora, a czasami pofalowane niczym niespokojny ocean. Nierzadko zdarza się, że zjeżdżając w dół, dosłownie „zanurzamy się” w morzu mgieł.

Wszystkie trasy prowadzące w dół ze szczytu Černej hory są na mapach ośrodka oznaczone jako czerwone, a jedna nawet częściowo jako czarna. W rzeczywistości zaliczyłbym je raczej do tras łatwych, na których tylko bardzo krótkie odcinki mają większe nastromienie, natomiast trasa czarna – to raczej nieco stromsza trasa czerwona. Dlatego ośrodek nadaje się nawet dla początkujących narciarzy. A jeśli już ktoś szuka tras naprawdę bardzo łatwych, to znajdzie takie tereny pod szczytem, na wielkiej polanie położonej nieco nad zachód od górnej stacji kolejki, a także w dolnej części stoku, nieopodal dolnej stacji czterosobowego krzesełka. Zresztą – topografia ośrodka jest dość prosta, więc raczej nie można się tu zgubić.

Černá hora i Pec

Trasy są szerokie, dobrze wyprofilowane – najtrudniejsza prowadzi wzdłuż linii gondolki. Jest ich tu całkiem spory wybór, a na większości z nich nie ma zbytniego tłoku. Osobiście wolę jeździć z widokiem na góry (dlatego dużo lepiej czuję się w Pecu – ale o tym za chwilkę), ale tutaj za to można śmigać wystawiając twarz do słońca. Też fajnie :-). Trasy są zazwyczaj dobrze utrzymane, a to co czasami może zadziwić, to fakt, jak przy południowej ekspozycji można mieć tyle śniegu przez większość sezonu? Momentami niepojęte… Praktycznie Černá hora ma tylko jedną wadę – na szczyt można wjechać tylko gondolką, do której w weekendy ustawiają się spore kolejki.

Na Černą horę warto się wybrać nie tylko w dzień, ale i wieczorem. I to koniecznie z sankami, które można wypożyczyć przy dolnej stacji gondolki. Ze szczytu prowadzi bowiem na dół długa na ponad 3 km trasa saneczkowa, a zjazd odbywa się w zupełnej ciemności – tylko przy świetle czołówek (które zresztą też na miejscu można wypożyczyć). Warto poświęcić na to cały wieczór – przed 18-tą wyjazd ostatnim kursem na górę, a stąd krótkim marszem obok wieży widokowej, przecinką starej kolejki przez las, aż osiągniemy niewielką restaurację Kiosek U staré lanovky (www.kiosekustarelanovky.cz). Znajdziemy tu świetny, kameralny klimat i znakomitą kuchnię. Kto chce może zjeść standardowego „smažáka“ (smażony ser z frytkami i sosem tatarskim), ale ja osobiści polecam coś dużo lepszego, a zdecydowanie rzadziej spotykanego – vepřové koleno (golonka – tutaj podają ją w rozmiarze XXL – jedna na dwie osoby, w pojedynkę nie do przejedzenia :-)) popijaną wielkim kuflem znakomitej – nomen omen – Černej hory (akurat mimo zbieżności nazw, browar znajduje się daleko stąd – kilkanaście kilometrów od Brna). Nie można sobie też odmówić krótkiej chwili relaksu w „vanie” – ogromnej drewnianej balii z ciepłą wodą, wystawionej na świeżym powietrzu. Jeszcze nigdy czeskie piwo nie smakowało mi tak bardzo jak właśnie w takich przyjemnych warunkach :-). Potem pozostaje już tylko zjechać w dół przy świetle gwiazd… Gwarantuję, że taki wieczór będziecie pamiętać dłużej niż czas spędzony na nartach.

Černá hora i Pec

Kończąc już wątek Černej hory i Jańskich Łaźni muszę tu jeszcze wspomnieć o jednym obiekcie – stojącym tuż obok dolnej stacji kolejki czterogwiazdkowym hotelu „Omnia” (www.omniahotel.cz). Z dwóch powodów – po pierwsze to najbliżej wyciągów położony obiekt noclegowy w okolicy, na dodatek należący do tego samego właściciela co cały ośrodek – nocleg można tu wykupić w pakiecie z karnetem, oczywiście z tak zwaną korzyścią finansową. Po drugie – ten niepozornie z zewnątrz wyglądający obiekt, jest jednym z najładniejszych pod względem designu hoteli, nie tylko w Czechach. Jeśli chodzi o ośrodki narciarskie w naszej części Europy – absolutnie najwyższa półka. Żeby nie być posądzonym o kryptoreklamę – koniec tematu :-).

Kilka kilometrów dalej na zachód od Jańskich Łaźni leży drugi z terenów objętych wspólnym karnetem – Černý Důl, dokąd dojechać można darmowym skibusem. To bardzo dobre miejsce dla rodzin z dziećmi. Działają tu dwa 3-osobowe krzesełka i cztery orczyki, a trasy zjazdowe są krótsze i łatwiejsze niż na Černej horze. Jest tu też zdecydowanie mniej tłocznie. Także tutaj stoki mają ekspozycję południową, ale pokrywa śniegowa nie jest tu już tak gruba i trwała. Widoki są mniej spektakularne, można więc skupić się na szlifowaniu stylu jazdy. Chociaż… jest także w tym terenie rzecz, której nie zobaczycie nigdzie indziej w okolicy.

Černá hora i Pec

Otóż zjeżdża się tutaj z widokiem na ogromny kamieniołom wapienia. Z kamieniołomu tego na południe biegnie najdłuższa w środkowej Europie kolej linowa, służąca tylko i wyłącznie do transportu urobku do odległych o ponad 8 km Kunčic położonych nad Łabą. Jej fragment najlepiej widać z głównej drogi z Trutnova do Vrchlabi – ponad drogą widać wagoniki, których trasę nad szosą zabezpiecza ogromna stalowa siatka. Co ciekawe – kolejka ma napęd grawitacyjny – załadowane wagoniki poruszają się w dół, wyciągając do góry puste. Bardzo sprytnie.

W przeciwnym kierunku, od dolnej stacji gondolki w Jańskich Łaźniach kursują darmowe skibusy do Peca pod Śnieżką. Po drodze mija się mały teren, przeznaczony dla początkujących narciarzy, s Svobodzie nad Upą, a dalej w górę doliny dojeżdża się do Velkej Upy, gdzie po prawej zobaczymy czteroosobową kanapę, przy której w sumie znajduje się 3 km tras, głównie czerwonych (z górnej części tras rozciąga się bardzo ładny widok na potężny masyw Černej hory, zwieńczony wysoką wieżą telewizyjną (którą zaprojektowali i wybudowali Polacy w latach 70. :-) ). W końcu busik dociera do centrum Peca pod Śnieżką.

Pierwsze wrażenie nie jest najlepsze – nad centrum miasteczka, zabudowanym tradycyjnymi drewnianymi domami i niewielkimi murowanymi kamienicami wznosi się, niczym koszmar minionych lat, olbrzymi wieżowiec hotelu „Horizont” – prawdziwa zbrodnia architektoniczna w tym malowniczym miejscu. Z drugiej strony – dzięki temu, ze widać go z wielu miejsc dość rozległego miasteczka – jest idealnym punktem orientacyjnym. Ale im dalej od „Horyzontu” – tym ładniej, po kolejnych kilku minutach skibus dowiezie nas do parkingów u stóp góry Javor, skąd w kilku kierunkach rozchodzą się wyciągi i trasy narciarskie.

Ale do tego miejsca można też dotrzeć z Černej hory na nartach, co jest dużo przyjemniejsze i bardziej ekscytujące. Od tego roku bowiem otwarto dla narciarzy trasę prowadzącą do Peca górami. Jest ona oznakowana w terenie tabliczkami z napisem „Ski Tour”, co może być początkowo mylące, sugeruje bowiem, że jest to trasa dla narciarzy skiturowych, wymagająca specjalnego sprzętu. Nic z tych rzeczy – możemy poruszać się nią na normalnych nartach zjazdowych, a dwa podjazdy ułatwiają pokonać specjalnie przystosowane do przewozu narciarzy „rolby” – pojazdy na gumowych gąsienicach z miejscami do siedzenia dla narciarzy. „Some kind of ratrak” :-). Od razu muszę zaznaczyć, że w ten sposób można poruszać się tylko z Černej hory do Peca – w przeciwnym kierunku, z powodu nachylenia trasy zjazdowej jest to niemożliwe – pozostaje tylko powrót skibusem.

Černá hora i Pec

Wyruszamy ze szczytu Černej hory sympatyczną rolba, która podwozi nas przecinką starej kolejki na rozległe wywłaszczenie szczytowe. Stąd już na nartach zjeżdżamy łagodnie nachyloną leśną drogą by po chwili wyjechać na rozległe polany na których stoi Černá bouda. Otwiera się stąd przed nami piękny widok na Śnieżką i główny grzbiet Karkonoszy. Dalej ruszamy w dół i łagodnym, długim zjazdem dojeżdżamy do szerokiej przełęczy pod Kolínskou boudą, po drodze mijając kilka rozdroży, zawsze dobrze oznakowanych. Tu po raz drugi korzystamy z rolby (oczywiście za darmo – w ramach karnetu) i po chwili stajemy pod wspomnianym wyżej schroniskiem. Tym razem otwiera się ładna panorama na zachód, w kierunku odległego szczytu Žalý, na którym dostrzec można trasę zjazdową (według mnie – najpiękniejszą w Karkonoszach – ale o tym innym razem :-) ). Stąd już łagodnym zjazdem osiagąmy Vysoký svah i wyciągi w Pecu, a po pięknym długim zjeździe docieramy do dolnej stacji krzesełka na Hnědý vrch – wspomniany parking pod Javorem jest kilkaset metrów stąd – prowadzi do niego łagodny zjazd w prawo.

Już sam dojazd do Peca pokaże nam jego zupełnie odmienny charakter w porównaniu z Černą horą. Ta bowiem to klasyczny teren z trasami wytyczonymi specjalnie dla narciarzy, z wyciętymi lesie przecinkami, dynamiką i nowoczesną infrastrukturą. Černá hora wymusza koncentrację tylko i wyłącznie na nartach. W porównaniu z nią, Pec to natura, swoboda i absolutny brak jakiejkolwiek pretensjonalności. To górskie polany z licznymi „boudami” i schroniskami, zachęcającymi do spożycia (ale nie nadużycia :-) ), to wolne orczyki z widokami na najwyższe szczyty Karkonoszy, to w końcu urok prawdziwej górskiej prowincji. Oczywiście nie w każdym miejscu Peca tak jest, ale generalnie różnica między tymi dwoma głównymi terenami jest zauważalna – osobiście Pec przemawia do mnie bardziej swoją naturalnością.

Ale i tutaj jest gdzie pojeździć. Na górze Javor mamy dwa orczyki, szerokie czerwone trasy i kilka przyjemnych knajpek na stoku. Vysoký svah poznaliśmy już jadąc od Černej hory. Po sąsiedzku znajduje się kilka orczyków z niebieskimi i czerwonymi trasami na Zahradkach. No i w końcu Hnědý vrch – z czteroosobową kanapą i najlepszymi trasami zjazdowymi w całym kompleksie pięciu stacji narciarskich objętych jednym skipasem. Tutaj znajdziemy piękny czerwony zjazd i jego czarny wariant – krótki, ale bardzo stromy, prawdziwą ściankę tylko dla zaawansowanych i odważnych. A na samym szczycie nie można ominąć wysokiej wieży widokowej z najpiękniejszą dookolną panoramą w okolicy (no może poza samą Śnieżką oczywiście :-) ).

Černá hora i Pec

Jeśli zawitamy do Peca na kilka dni, nie możemy ominąć pieszej wycieczki na najwyższy szczyt Karkonoszy i całych Czech – Śnieżkę (jak wygląda Śnieżka zimą – możecie zobaczyć na moim blogu tutaj>>). W grudniu uruchomiono nowoczesną gondolkę pod sam szczyt, która zastąpiła wysłużone krzesełko. Ze szczytu można wrócić w dół piechotą, przez Růžohorky, obowiązkowo zahaczając o Děčínską boudę, gdzie zakosztować można serowych specjałów. Wygodną drogą można dojść od niej do górnej stacji krzesełka w Velkej Upie i nim zjechać na dół. Oczywiście – możliwości wycieczkowych jest ogromna ilość, trzeba tylko zaopatrzyć się w dobrą mapę. A do tego dochodzą jeszcze setki kilometrów tras biegowych w okolicy, psie zaprzęgi, grawitacyjny tor saneczkowy, a wieczorami apres ski w jednej z licznych restauracji lub knajp (polecam „Enzian” w centrum miasteczka, z bardzo dobrą regionalną kuchnią i barem muzycznym na zapleczu – w weekendy muzyka na żywo!)

Wszystkiego nie da się opisać w jednym artykule, który i tak, jak już widzę, że rozrósł się niekontrolowanie do zdecydowanie zbyt obszernych rozmiarów :-). Podsumowując, muszę powiedzieć, że to jedno z najfajniejszych miejsc na narty (i nie tylko), gdzie spędzić można kilka dni, każdego jeżdżąc gdzie indziej. Trasy – ich wybór, różnorodność i przygotowanie oceniam bardzo dobrze, a dodatkowy plus – za świetną gastronomię i atrakcje pozanarciarskie. Zdecydowanie miejsce godne polecenia :-). Ah, byłbym zapomniał – pozostała jeszcze kwestia tego dość enigmatycznego tytułu. Co to jest „czeski triatlon”? Bardzo przyjemny rodzaj wypoczynku – „skiing, eating and drinking” :-). Pec i jego okolice nadają się do tego jak mało które miejsce w tym kraju.

Życząc (również sobie) nadejścia w końcu prawdziwej zimy, zachęcam do poznawania wschodniej części Karkonoszy i tutejszych ośrodków narciarskich. A już wkrótce postaram się przygotować coś z krajowego podwórka – połamania desek!

cerna hora pec

PS. Wybaczcie zbyt dużą być może liczbę uśmiechniętych emotów w tym tekście, ale pisząc raczyłem się (a jakże) bliżej mi już nie znaną ilością „Černej hory” ;-)

Informacje praktyczne

Wszystkie dokładne informacje na temat tras narciarskich, ich stanu, a także zakwaterowania w ośrodku można znaleźć na stronie www.skipec.com. Szczegółowe informacje o innych ośrodkach narciarskich w Czechach, oczywiście w języku polskim, można znaleźć w serwisie zima.czechtourism.com. Zachęcam też to wzięcia udziału w konkursie na tej stronie – do 19 stycznia można wygrać 6 całodziennych karnetów w kompleksie Černá Hora – Pec :-)