sella rondaSą tacy, którzy uważają, że to najpiękniejsze góry Europy. Nie wiem, a tak dokładniej – to raczej trudno mi się zdecydować. Jest to bowiem problem podobny do tego – które wino jest najlepsze. Każdy, kto potrafi jakość tego szlachetnego trunku mierzyć nie tylko w procentach zawartego w nim alkoholu, odpowie od razu – to zależy. Z górami jest tak samo. Więc powtórzę – trudno mi zdecydować, które góry w Europie są najpiękniejsze. Waham się trochę pomiędzy słoweńskimi Alpami Julijskimi, rumuńskimi Karpatami Wschodnimi, a może Snowdonia czy w końcu nasze Tatry? Na pewno wśród tych najpiękniejszych jest miejsce dla Dolomitów. Tych skalistych kolosów, które potrafią czarować przy każdej pogodzie, o każdej porze dnia, nocy i roku. Zamykam oczy, widzę ich poszarpane granie, śnieg na skalnych półkach, płonące czerwienią zachodzącego słońca ściany… Setki szczytów, układające się w plany, amfilady i prospekty, wszystkie zobaczone jednego dnia. Bo w Dolomitach można w jeden dzień zobaczyć więcej gór, niż gdzie indziej w tydzień. Nie wierzycie? Zapraszam więc na jeden dzień w górach…

Marzec i kwiecień to najlepszy czas, by wybrać się na narty w Alpy. Dzisiaj zapraszam na jedyną w swoim rodzaju wycieczkę dookoła masywu Sella w Dolomitach, uważaną za najpiękniejszą alpejską „karuzelę” narciarską. Życząc miłej lektury, już dziś zapraszam do śledzenia kolejnych odcinków cyklu na Facebooku.

Dolomity są częścią Alp Wschodnich, ale pod względem krajobrazowym nie przypominają pozostałych części alpejskiego łańcucha. Tworzą jakby ogromny archipelag mniejszych i większych masywów górskich, które rozrzucone zostały przestrzeni rozciągającej się na przestrzeni stu kilometrów, przy szerokości sięgającej osiemdziesięciu. Głębokie doliny rozdzielają skaliste szczyty, z rzadka tylko tworzące dłuższe pasma. Patrząc na mapę, trudno dopatrzeć się logiki – względnie regularnego układu grzbietów, grani i dolin, jakimi charakteryzują się choćby austriackie Taury czy szwajcarskie Alpy Walijskie. Dla turysty, który tu zawita pierwszy raz, Dolomity jawią się jako fascynujący labirynt szczytów, płaskowyży, przełęczy i obniżeń, o absolutnie ponadprzeciętnej malowniczości. Z czasem dopiero oswoić się można ze złożoną materią górską – mija zagubienie i pozorna nieczytelność układu gór, fascynacja i zauroczenie – zostają jednak do końca życia.

Swoją odmienność, a przy tym niesamowitą różnorodność, zawdzięczają Dolomity charakterystycznej budowie geologicznej. Po pierwsze – skały. Dominującą skałą tworzącą poszarpane szczyty jest dolomit. Jest to skała węglanowa, bardzo podobna do wapienia, ale oprócz węglanu wapna zawiera także dużą ilość magnezu. Jest od niej bardziej odporna na wietrzenie z powodu mniejszej rozpuszczalności minerału dolomitu od kalcytu budującego wapienie. Nazwa skały pochodzi od nazwiska francuskiego mineraloga Deodata Dolomieu, który w 1791 roku po raz pierwszy wyodrębnił minerał, będący głównym budulcem skały o tej samej nazwie. Później nazwę te nadano całemu pasmu.

Sella Ronda

Dość ciekawy jest fakt, że sam Dolomieu nigdy nie był w górach, którym użyczył swojego nazwiska. Geologii nauczył się w więzieniu, podczas odsiadywania wyroku za udział w pojedynku, a dolomit odkrył badając dostarczoną mu próbkę skał. Zauważył on, że skała nie reaguje polana kwasem solnym (jak to się dzieję z wapieniem), żeby zaszła reakcja trzeba ją sproszkować. Wyniki swoich obserwacji przesłał do Nicolasa de Saussure’a – syna jednego z najwybitniejszych przyrodników XVIII w. i jednego z głównych inicjatorów alpinizmu, Horacego Benedykta de Saussure (przez wiele lat uważanego za pierwszego zdobywcę Mont Blanc – ale to już zupełnie inna historia…) Dolomieu zaproponował nawet, by odkrytą skałę nazwać „saussurit”, ale de Saussure uznał, że odpowiedniejszą nazwą jest dolomit. I tak już zostało w nauce do dziś.

Drugi powód, któremu Dolomity zawdzięczają swój oryginalny krajobraz, to specyficzna tektonika tego regionu – skały na wielkich przestrzeniach zalegają tu prawie poziomo, albo z niewielkim pochyleniem, bez charakterystycznych dla reszty Alp fałdów. To właśnie dlatego potężne ściany są wyraźnie warstwowane, a górne partie masywów, często tworzą mniej lub bardziej zróżnicowane płaskowyże. Najbardziej typowym masywem o takiej rzeźbie jest Sella, wznosząca się mniej więcej w centrum (z lekkim przesunięciem na zachód) Dolomitów.

Sella Ronda

Sella to jeden z kilkudziesięciu masywów górskich na jakie rozpadają się Dolomity, przez wielu uważana za najbardziej oryginalną krajobrazowo. Do złudzenia przypomina ona średniowieczną twierdzę – jej wnętrze stanowi zasłany kamiennymi blokowiskami i piargami płaskowyż, z którego gdzieniegdzie wyrastają skaliste wierzchołki, z których tylko jeden przekracza trzy tysiące metrów wysokości (Piz Boé – 3152 m n.p.m). Płaskowyż ten jest wysoko zawieszony ponad otaczającymi go dolinami, ku którym obrywa się potężnymi urwiskami, stanowiącymi „mury” tej górskiej fortecy. Odkrywanie tajemnic masywu robi ogromne wrażenie i powinno być obowiązkowym punktem wędrówek po Dolomitach.

Natomiast obowiązkowym punktem każdego narciarza, odwiedzającego Dolomity powinna być wędrówka dookoła skalnego cokołu Selli. Mówimy „wędrówka”, ale na myśli mamy cały ciąg kolejek i tras zjazdowych, który pozwala w ciągu jednego dnia objechać górę dookoła, delektując się kapitalnymi widokami potężnych skalnych urwisk. Cała trasa liczy około 42 km długości, z tego ok. 26-28 km to zjazdy – resztę odległości przebywa się kolejkami. Nie bez powodu Sella Ronda nazywana jest największą alpejską „karuzelą” narciarską. Nie będę w tym miejscu opisywał dokładnie przebiegu i atrakcji całej trasy – jeśli ktoś jest zainteresowany, odsyłam do relacji w portalu www.skionline.pl, której jestem współautorem (część I i część II). Tutaj natomiast chciałbym powiedzieć kilka słów o samych górach. Wędrówka Sella Ronda daje bowiem niesamowitą możliwość „poznania” większej części Dolomitów w jeden, pogodny dzień.

Sella Ronda

Sella Ronda można przebyć w dwóch kierunkach – zgodnie lub przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Osobiście wolę kierunek zgodny z ruchem wskazówek (oznakowany pomarańczowymi strzałkami – przez cały dzień na trasie jest więcej słońca, jadąc w tym kierunku wyjeżdżamy wyżej, a widoki są piękniejsze niż w przeciwną stronę. Ale to tylko moja osobista opinia :-).

Zacznijmy od malowniczego miasteczka Selva (Wolkenstein) – pierwszy etap prowadzi w okolice restauracji Dantercepies, a dalej na przełęcz Passo Gardena, która oddziela masyw Sella (cały czas będziemy mieć po prawej ręce jego potężne ściany) od masywu Puez, ze spektakularnym stożkiem Sassonghera wznoszącym się nad niedaleką Corvarą. Na północ od niego rozciąga się niedostępny narciarzom (za wyjątkiem skiturowców) płaskowyż Gherdenacia, prawdziwie wysokogórskie królestwo, gdzie tworzą się charakterystyczne dzikie góry piaskowe, będące w stanie oprze się nawet silnym wiatrom. Na zachód on niego odchodzi długi grzbiet Le Odle Geisler, którego zakończeniem jest wierzchołek Seceda, wznoszący się na 2518 m n.p.m. Nie są to ani najwyższe, ani też najbardziej skaliste zakątki Dolomitów, ale ich piękno doceniono, zakładając w okolicach Parco Naturalne Puez-Odle.

Sella Ronda

Największe wrażenie z całej grupy robi zdecydowanie Sassongher – szczyt może niezbyt wysoki („zaledwie” 2665 m n.p.m), ale sterczący ponad dolinami prawie 800-metrową ścianą. Ze szczytu rozciąga się piękna panorama, w warunkach letnich można na niego wdrapać się dość trudną via ferratą.

Na wschód od Corvary ciągnie się fragment gór do złudzenia przypominający nasze Beskidy, tylko nieco wyższy. Grzbiety są tu łagodne, pozbawione praktycznie większych partii skalistych, zajęte przez rozległe hale, a w zimie trasy narciarskie regionu Alta Badia. Liczne schroniska i restauracje oferują niesamowitą różnorodność dań, od typowo „góralskich”, mało wykwintnych, aż po znakomicie przyrządzone owoce morza. Nie bez przyczyny Alta Badia uznawana jest za najlepsze na świecie miejsce, w którym jazdę na nartach połączyć mona z prawdziwą ucztą dla podniebienia. Tylu restauracji z „czerwonej książeczki” Michelina nie ma w żadne innej dolinie alpejskiej.

Sella Ronda

Krajobraz Alta Badia uspokaja, ale tylko na chwilę, bowiem zza tej śnieżno-kulinarnej sielanki, wychylają się szczyty niezmiernie malownicze, wysokie i groźne. Najlepiej obserwować je z kolejnej przełęczy – w rejonie Rifugio Boé wznoszącego się ponad kolejną przełęczą – Passo Campolongo. Na wschód od Sassonghera, oddzielone głęboka doliną Badia ciągnie się pasmo Fanes, słynące nie tylko  pięknych szczytów, ale i licznych jezior górskich i rozległych lasów, schowanych przed naszym wzrokiem za skalistym murem szczytów Sasso della Croce, La Varella i najwyższego w całym paśmie Piz dles Cunturines (3064 m n.p.m.).

Dalej na wschód ciągnie się piękna i urozmaicona grań Fanis, rozpoczynająca się na południu pionową ścianą Lagazuoi, wznoszącą się nad ważną komunikacyjnie przełęczą Falzarego. Sam wierzchołek nie należy do najwyższych, ale widok z niego należy do najwspanialszych w całych Dolomtach, a już na pewno nigdzie nie zobaczymy piękniejszego widoku prosto z trasy narciarskiej. Za granią Fanis wznoszą się majestatyczne, cudownie kształtne Tofany – Tofana di Mezzo, Tofana di Rozes i Tofana di Dentro. To jedna z najpiękniejszych grup górskich Dolomitów, tak potężna, że najlepiej oglądać ją z pewnej odległości.

Sella Ronda

Dalej na prawo krajobraz znów łagodnieje, wznosi się tu grupa Averau-Nuvolau. Jak humorystycznie, ale bardzo trafni zauważa Dariusz Tkaczyk w swoim znakomitym przewodniku po Dolomitach (Tom I – Wschód), „krajobraz przypomina nieco Wyżynę Krakowsko-Częstochowską: łagodne trawiaste wzgórza porośnięte u dołu lasem i wyrastające ponad nimi wapienne gniazda skalne. Tylko wymiar wszystkiego jest większy, alpejski, bowiem te skałki to całkiem poważne góry wznoszące się na wysokość grubo ponad 2500 m.” A przecież zza nich wychylają się kolejne pasma – już w otoczeniu słynnej Cortiny. Cristallo, Sorapiss, Antelao i Pelmo – góry ciągną się aż po horyzont, Alpy wydają się nie mieć końca… A przecież dalej na południowym wschodzie wyrastają kolejne masywy – Civetta i Marmolada.

Przenieśmy się bliżej tej ostatniej góry, która jest najwyższym szczytem Dolomitów. Na północ od niego ciągnie się stosunkowo niski, ale niezmiernie malowniczy grzbiet Padon, który budują czarne jak węgiel skały wulkaniczne. Narciarze mogą się tu dostać w rejon Porta Vescovo z zagubionej wśród gór Arabby. Wciśnięta pomiędzy skalne turnie górna stacja kolejki jest najwyższym punktem Sella Ronda, dostępnym tylko przy jeździe w kierunku „pomarańczowym”. Otwiera się stąd imponujący widok na Marmoladę, a na północy – cudownie prezentuje się stąd masyw Selli.

Sella Ronda

O Marmoladzie można by napisać książkę – tak ciekawym i urozmaiconym masywem jest „królowa Dolomitów”. Jej północne stoki zajmuje jedyny poważniejszy lodowiec w tych górach, z Porta Vescovo wydaje się wręcz, że lód spływa w dół na naszych oczach – tak plastyczny jest jego widok. Najwyższy wierzchołek – Punta Penia (3343 m n.p.m.) oferuje kapitalny widok, a poszczególne granie dostarczają niezapomnianych wrażeń w czasie wspinaczki. Do Marmolady na pewno jeszcze wrócimy latem. Teraz odwróćmy się i popatrzmy na południowe, śmiało krzesane ściany masywu Sella, który prezentuje się stąd naprawdę wspaniale, chociaż wydaje się mniejszy i niższy niż jest w rzeczywistości.  Jego lewej strony (południowo zachodniej) wnosi się ponad przełęczą Sas Pordoi szczyt o tej samej nazwie, na który wiedzie śmiało poprowadzona kolej linowa.

Przełęcz i jej otoczenie to nasz kolejny etap. Tym razem nowe widoki otwierają się na zachodzie. W pewnym oddaleniu wznosi się grupa Catinaccio, jedna z najpopularniejszych w całych Dolomitach, charakteryzująca się niezbyt dużymi wysokościami i stosunkowo przystępnymi szczytami. Niemiecka nazwa tej grupy – Rosengarten – nawiązuje do średniowiecznej legendy, według której w schowanym wśród gór kotle Gartl znajdowało się bajecznie piękne królestwo Laurina, zniszczone przez zawistnych wrogów. Jednak z tego miejsca wzrok przyciąga poszarpana grań masywu Sassolungo – prawdziwa korona gór.

Sella Ronda

Podnóża wschodnich ścian to już ostatnia góra na naszej trasie. Ale nie ostatnie widoki. Dalej bowiem na zachodzie, daleko, daleko poza doliną Adygi wnosi się zaśnieżone pasmo Alp Ortlerskich, o zupełnie innym charakterze krajobrazu od Dolomitów. Zjeżdżamy w końcu z powrotem do Selvy – wszystkie te góry (a przecież wymienialiśmy tylko masywy) zobaczyliśmy w niespełna 7 godzin (wliczając odpoczynki). Nie można mieć wątpliwości, dlaczego Sella Ronda uznawana jest za jedną z najpiękniejszych „wycieczek” narciarskich na świecie. Ot, po prostu – jeden dzień w górach…

sella ronda