Wiosną 1945 roku polscy żołnierze odkryli w pobliżu Kuźnicy Czarnkowskiej niemiecki transport. Jego zawartość była dość specyficzna – kadłuby samolotów, sprawiające wrażenie wraków, osobno złożone skrzydła, często uszkodzone, silniki lotnicze, a wszystko to skatalogowane i opisane. Na szczęście, w wojennym i powojennym zamęcie w tym zaskakującym ładunku dostrzeżono coś więcej niż tylko wraki, których tysiącami usiane były pola bitew i zdobyte lotniska. Pod koniec roku stare samoloty przewieziono do wojskowych magazynów koło Poznania, a potem do Wrocławia. W końcu trafiły do organizującego się dopiero muzeum lotnictwa w Krakowie. Dziś 24 stare samoloty, pochodzące z tzw. „kolekcji Göringa” to prawdziwe perełki światowego formatu, o jakich marzą muzea i kolekcjonerzy na całym świecie.

Prawdziwi znawcy tematu mówią wprost – wśród krakowskich muzeów, są tylko dwa światowego formatu. Jedno to Muzeum Książąt Czartoryskich, w którym zobaczyć można słynną „Damę z gronostajem” , a drugim – właśnie Muzeum Lotnictwa Polskiego. O ile jednak o niezwykłej wartości dzieła Leonardo da Vinci doskonale poinformowani są wszyscy odwiedzający miasto, to o światowej klasie zbiorów lotniczych wiedza tylko nieliczni. A miejsce to jest ze wszech miar godne polecenia turystom odwiedzającym tłumnie dawna stolicę Polski.

Już sama lokalizacja muzeum jest wyjątkowa – zajmuje bowiem tereny i część obiektów dawnego lotniska wojskowego Rakowice-Czyżyny. Było to jedno z najstarszych stałych lotnisk w Europie. Założone zostało w 1912 roku dla potrzeb lotnictwa Austro-Węgier, a w 1917 roku stało się jednym z punktów etapowych pierwszej w Europie regularnej pocztowej linii lotniczej łączącej Wiedeń z Kijowem i Odessą. W okresie międzywojennym zostało rozbudowane, tak że stało się drugim najważniejszym lotniskiem II Rzeczypospolitej. Do dzisiaj dotrwały polskie obiekty lotniskowe, w skład których wchodzi duży hangar lotniczy i zaplecze garażowo-magazynowe, zbudowane na przełomie lat 20- i 30-tych.

Od kilku lat zwiedzający zaczynają zwiedzanie placówki od nowoczesnego gmachu głównego, który powstawał jak origami w rękach architektów. I choć wykonano go z betonu, stali i szkła, zachował lekkość papierowej wycinanki. Patrząc na niego z powietrza przypomina trójłopatowe śmigło, wewnątrz natomiast, mimo nowoczesnego wyglądu zachował surowość i klimat hangaru. Nie rozwodząc się już nad sama architekturą budynku, warto przypatrzeć się stojącym tu samolotom – od samego początku zwiedzania bowiem, wchodzimy w kontakt z prawdziwymi rarytasami.

Muzeum Lotnictwa w Krakowie

Z 21 samolotów eksponowanych w tym budynku warto przyjrzeć się szczególnie kilku. Pod sufitem podwieszone wiszą maszyny z okresu pionierskiego lotnictwa – lotnia Lilienthala, na której po wielu próbach, w 1891 roku udało mu się zrealizować odwieczne marzenie człowieka o lataniu jak ptaki i wykonać 300-metrowy lot ze zbocza wzgórza koło Drewitz. Co prawda to kopia – oryginał, jeden z siedmiu zachowanych na świecie, znajduje się w warszawskim Muzeum Techniki. Obok czaruje Bleriot XI, który wsławił się wieloma wyczynami w historii lotnictwa. Oprócz pierwszego przelotu nad Kanałem La Manche w dniu 25 lipca 1909 roku, na samolocie tym wykonano po raz pierwszy w dziejach lot odwrócony, a później nad także beczkę i pętlę. To też jeszcze kopia, ale od teraz będziemy mówić już tylko o oryginałach, i to z najwyższej półki.

Zacznijmy od naszych polskich konstrukcji. Od razu rzuca się w oczy piękna, czerwono-srebrna sylwetka RWD-13 – jednego z dwóch zachowanych na świecie egzemplarzy tego udanego samolotu. Stanisław Rogalski, Stanisław Wigura i Jerzy Drzewiecki – trójka inżynierów, którzy na początku lat 30. opracowali całą rodzinę doskonałych samolotów sportowych, od których pierwszych liter nazwisk wzięła się nazwa maszyn. Na RWD-5bis kpt. Stanisław Skarżyński samotnie pokonał Atlantyk. RWD-6 pilotowany przez Franciszka Żwirkę i Stanisława Wigurę zwyciężył w 1932 roku w międzynarodowych zawodach Challenge International des Avions de Tourisme, bijąc na głowę faworyzowane załogi niemieckie. W dwa lata później kpt. pilot Jerzy Bajan wraz ze st. sierż. mechanikiem Gustawem Pokrzywką na RWD-9 powtórzyli ich sukces. Dzięki znakomitym własnościom pilotażowym oraz krótkiemu startowi i lądowaniu, RWD-13, budowany w 1935 roku od razu stał się hitem eksportowym. Obok podziwiać sportowy RWD-21, jeden z dwóch egzemplarzy, który przetrwał wojnę.

W tej samej hali uwagę zwraca inna polska przedwojenna konstrukcja – szkolno-treningowy PWS-26, jedyny na świecie, który przetrwał wojenną zawieruchę. Był zwrotny, sterowny, stateczny, bezpieczny i łatwy w pilotażu, co czyniło go jednym z najlepszych europejskich samolotów szkolno-treningowych tego okresu. Przetrwał wojnę tylko dlatego, że został włączony do berlińskich zbiorów lotniczych.

Jeszcze inny samolot, któremu warto się przypatrzeć to konstrukcja zupełnie innego rodzaju. To amatorska konstrukcja zbudowana przez Eugeniusza Pieniążka. Szykanowany przez SB, która odmówiła wydania mu paszportu i legalnego wyjazdu do Szwecji zdecydował się zbudować własny samolot, którym wydostałby się z kraju. Do budowy użył części z uszkodzonych szybowców – budowa samolotu odbywała się głównie w mieszkaniu w bloku, w pokoju o powierzchni 8 metrów kwadratowych… Gotowe elementy, które nie mieściły się na klatce schodowej były opuszczane na ziemię przez okno na linach. Końcowy montaż odbył się na lotnisku w Lesznie. Tak powstała niepozorna Kukułka. 13 września 1971 roku, po trzygodzinnym locie na małej wysokości nad Czechosłowacją i Węgrami dotarł do Jugosławii – droga na Zachód stała się prostsza.

Muzeum Lotnictwa w Krakowie

Nie da się opowiedzieć na raz o wszystkich samolotach, które można zobaczyć w krakowskim muzeum. To kwestia nawet nie kilku artykułów, ale naprawdę kilkusetstronicowej książki. Ale o jednym trzeba wspomnieć koniecznie – o legendarnej „kolekcji Göringa”, której pozostałości można tu zobaczyć. Pierwotnie samoloty należały do Deutsche Luftfahrt Sammlung (Niemiecka Wystawa Lotnicza) -  kolekcji tworzonej od lat 20. XX wieku. Po dojściu do władzy nazistów, zbiorami zainteresował się oficjalnie Hermann Göring, ówczesny Minister Lotnictwa III Rzeszy. Dbał o powiększenie jej stanu posiadania, dlatego też z czasem przyległo do niej miano „kolekcji Göringa”.

Powszechnie był uważany za najwspanialszy zbiór latających maszyn na świecie. W obszernej hali wspaniałego budynku, mieszczącego się na berlińskim Moabicie, stały obok siebie samoloty, będące prawdziwą panorama historii lotnictwa od jej początków. Po wybuchu wojny do Berlina trafiały samoloty z krajów zajętych przez III Rzeszę lub prowadzących z nią walki lotnicze. Tak znalazły się w berlińskiej hali wystawowej samoloty polskie zdobyte w czasie kampanii wrześniowej – myśliwiec PZL P.11c z 1935 r. i samolot szkolno-treningowy PWS-26. Szczególnie cennym łupem był prototyp rewelacyjnego, dwumiejscowego, dwusilnikowego myśliwca bombardującego PZL P.38 Wilk. W Niemieckim Muzeum Techniki w Berlinie można dziś zobaczyć makietę muzeum wraz z wszystkimi eksponowanymi tam samolotami.

Samoloty stały tak do 1943 roku. Uległy częściowemu zniszczeniu w nocy z 22 na 23 listopada tego roku, w czasie jednego z pierwszych ciężkich nalotów alianckich na Berlin. Niektóre niemieckie źródła twierdzą, że samoloty już od lipca były spakowane do skrzyń i gotowe do ewakuacji. Spod gruzów hali wystawowej i magazynów wydobyto kilkadziesiąt w większości uszkodzonych maszyn. Znajdujące się w najlepszym stanie 24 samoloty oraz liczne silniki ewakuowano koleją na wschód, za Odrę. Ukryto je w okolicach Piły. Tu, w 1945 roku odnalazły je polskie wojska. Inne transporty z blisko 50 uszkodzonymi eksponatami lotniczymi przeniesiono na Pomorze Szczecińskie – tych już nigdy nie odnaleziono.

Są jednak pewne przesłanki wskazujące, że wszystkie samoloty były ukryte w rejonie Czarnkowa, i że w nawet sprawa odnalezienia części kolekcji nie jest taka jasna  jednoznaczna. Dla przykładu – większość źródeł podaje, że zostały one odnalezione w wagonach na bocznicy w Kuźnicy Czarnkowskiej. Tyle tylko, że w Kuźnicy nigdy nie było linii kolejowej… Inny przykład to choćby już wspomniana przeze mnie kwestia „zapakowania” kolekcji w skrzynie – w lipcu czy w listopadzie 1943 roku? No i do tego dochodzi jeszcze sprawa nielegalnych poszukiwań zaginionych samolotów przez pracowników Deutsches Technikmuseum w Nowych Dworach koło Czarnkowa, gdzie odnaleziono resztki spalonych samolotów. Chyba, że zgodnie ze spiskową teorią dziejów, już wkrótce samoloty odnajdą się „cudownie” w berlińskich zbiorach… :-)

Nie wnikajmy w szczegóły, których i tak nie da się do końca ustalić. Co pozostało w krakowskich zbiorach z „kolekcji Göringa”? Same rarytasy. Zbiory prezentują bardzo rzadkie pionierskie konstrukcje z lat poprzedzających I wojnę światową,13 równie cennych samolotów z lat I wojny światowej oraz 8 maszyn pochodzących z okresu międzywojennego. Większość stanowią konstrukcje niemieckie. Prócz nich są też maszyny brytyjskie, francuskie, polskie, amerykańskie i rosyjskie.

Muzeum Lotnictwa w Krakowie

Do szczególnie cennych eksponatów należy francuski Levasseur Antoinette z 1909 r., pierwszy na świecie jednopłatowiec, który odbył lot po zamkniętym kręgu i zdolny był przewozić pasażera, każde muzeum na świecie chciałoby mieć też AEG Eule (Sowa) z 1914 r., rzeczywiście przypominającą osobliwą sylwetką sowę. Niestety oba nie są odrestaurowane, więc nie można ich zobaczyć. Podziwiać można natomiast rozpoznawczego Aviatika C III z 1917 r., czy rosyjską latającą łódź Grigorowicz M-15 z 1917 roku, kadłub znakomitego DFW C.V – oczywiście wszystkie one są jedynymi zachowanymi egzemplarzami na świecie. Innym rarytasem jest jeden z pięciu ocalałych na świecie Cameli – jednych z najpopularniejszych myśliwców I wojny światowej. Zachowały się do dziś niekompletne egzemplarze wysokościowej wersji myśliwca Albatros H.1, pięknego Halberstadta CL II, któremu odtworzono oryginalne malowanie, zainspirowane technikami malarzy impresjonistów czy też „obity boazerią” LFG Roland D.VIb. Nie trzeba dodawać, że wszystko to  jedyne na świecie egzemplarze…

Do prawdziwych perełek kolekcji należy kadłub samolotu Curtiss Hawk II. Konstrukcja co prawda jest amerykańska ale zachowany egzemplarz jest jak najbardziej związana z historią lotnictwa niemieckiego. Był bowiem osobistym prezentem Göringa dla Ernsta Udeta – jednego z największych asów lotnictwa niemieckiego w czasie I wojny światowej, w celu przekonania go do wstąpienia do NSDAP. Udet, również znakomity pilot akrobacyjny, będąc w Stanach Zjednoczonych i obserwując samoloty Hawk w locie przekonał się, iż mogą one posłużyć jako materiał wyjściowy do prób nad przyszłymi niemieckimi bombowcami nurkującymi. Natomiast w czasie Olimpiady w 1936 roku w Berlinie, osobiście pilotował go w czasie pokazów akrobacyjnych. To chyba jedyny samolot na świecie, na którego kadłubie sąsiadują symbole olimpijskie z hitlerowską swastyką.

W końcu to właśnie ze zbiorów berlińskich pochodzą jedyne egzemplarze polskich przedwojennych konstrukcji – wspomnianego na początku PWS-26 oraz słynnego polskiego myśliwca PZL P.11c. Ten drugi, prezentowany w głównym hangarze, był prawdziwą dumą przedwojennej Polski. Samolot należał do konstrukcji charakteryzujących się oryginalnymi rozwiązaniami technicznymi i technologicznymi. Był zwrotny, posiadał doskonałe własności pilotażowe i znakomite osiągi. Prezentowany w grudniu 1934 roku na Salonie Lotniczym w Paryżu wzbudził duże zainteresowanie wśród specjalistów. Technologicznie wyprzedzał współczesne mu konstrukcje o kilka lat. Kiedy wprowadzono go do seryjnej produkcji, polskie siły powietrzne były przez krótki okres swej historii najnowocześniejsze na świecie. Był tez podstawowym samolotem Września 1939 roku, ale wtedy już niestety inni poszli zdecydowanie bardziej do przodu.

Uff, sporo wymieniania, a przecież w Muzeum zobaczyć można jeszcze oprócz tego wspaniałą kolekcje samolotów powojennych, głównie polskiej produkcji, lub w Polsce używanych, a także jedną z największych na świecie kolekcji silników lotniczych. Przy tym nowa koncepcja utworzenia Lotniczego Parku Kulturowego, szybko zmienia w ciekawe miejsce spacerowe… Tutaj naprawdę można odpocząć, w tym samym czasie, kiedy tłumy turystów przelewają się po płycie Rynku i uliczkach Starego Miasta. Oczywiście, nie każdy dostrzeże wartość tutejszych zbiorów, bo też nie jest to kolekcja łatwa w odbiorze – szybko można pogubić się wśród szczegółów technicznych i przytłaczającej ilości informacji, często ściśle technicznych. Ale to właśnie te szczegóły decydują o wartości i unikalności krakowskiej kolekcji lotniczej. I śmiem zaryzykować na koniec stwierdzenie, że „Kto Muzeum Lotnictwa Polskiego nie widział ten Krakowa, ba – Polski, nie zna!” :-)

PS. Wspomnieć trzeba jeszcze o świetnej imprezie organizowanej co roku na terenie Muzeum Lotnictwa Polskiego – Małopolskim Pikniku Lotniczym. W tym roku odbędzie się 29-30 czerwca. Do zobaczenia!