kiczeraKażdy ma swoje ulubione miejsca na narty. Co ciekawe – najczęściej nie są to wcale te największe czy najnowocześniejsze, ale zazwyczaj te, w których po prostu dobrze się czujemy. Spośród wszystkich stacji, w jakich miałem możliwość jeździć (trochę ich było), wyliczyłbym może z dziesięć, gdzie mógłbym pojechać każdego dnia, choćby zaraz. Ale najbardziej lubię wracać pod Kiczerę, w Beskid Niski. Dlaczego? Do końca nie wiem – może to po prostu sentyment do gór, w których zacząłem tak naprawdę i chodzić po górach, i jeździć na nartach (ktoś pamięta jeszcze stary orczyk nad Żydowskim?). A może położenie – ten szczególny rodzaj zagubienia w górach, który nie stresuje, a wręcz uspokaja. A może ludzie, których tu spotykam, zawsze życzliwi, mili, przyjaźni odkąd tu pierwszy raz zawitałem, choć początkowo nikogo nie znałem. A może też i dlatego, że wszystko co tu się dzieje, ma swój sens i konkretny wymiar, nie tylko ten biznesowy, związany z prowadzeniem stacji narciarskiej, ale także ten ludzki, w którym dawanie z siebie wszystkiego jest nawykiem a nie przymusem. Wystarczy – jedźmy w końcu w te góry…

Dzisiaj w poszukiwaniu dobrych miejsc na narty proponuje wyprawę w Beskid Niski, choć góry te niewielu kojarzą się z możliwością jazdy na nartach. Będzie o miejscu czarującym – Puławach Górnych, gdzie spotkamy ludzi, którzy robią małe-wielkie rzeczy! Życząc miłej lektury, już dziś zapraszam do śledzenia kolejnych odcinków cyklu na Facebooku.

Pod wieloma względami ta stosunkowo niewielka stacja narciarska przypomina mi nieco (podkreślam raz jeszcze – „nieco” :-) ) Białkę Tatrzańską – w obu przypadkach dzięki determinacji i inicjatywie gospodarzy, udało stworzyć się miejsce, które przyciąga przez niemal cały sezon zimowy. Z tą różnicą, że o ile w Białce efektem jest ogromna stacja do której przybywają tysiące narciarzy każdego dnia sezonu zimowego, tutaj podkarpackich  Puławach Górnych, zachowany został kameralny charakter miejsca, a sukces ma zdecydowanie twarz szczęśliwych dzieci…

Może ktoś zarzucić mi brak obiektywizmu, ale nic na to poradzę – lubię to miejsce, nawet sam dojazd, który zawsze ma posmak czekającej za zakrętem przygody. Za Rymanowem droga niewątpliwie staje się ciekawsza. Długie proste zastępują zakręty, a szosa przewala się przez pasmo niewysokich wzgórz. Gdzieś przed Beskiem, na szczycie wzniesienia odbijamy w prawo i po chwili przejeżdżamy po koronie zapory na Wisłoku. Później wysoki most przerzuca nas na drugą stronę zamarzniętej zatoki, niczym skalisty fiord wcinającej się w miękkie skały. Świeży śnieg podkreśla każdą półkę, każdy występ i rysę na skalnych ścianach wąwozu Czernisławki.

Za chwilę kolejne skrzyżowanie – czarną szosę zastępuje świeżo posypany śnieg, w którym kilka większych pojazdów zdążyło już wyżłobić koleiny. Mijamy Pastwiska i za chwilę szosa opada stromo na dno doliny, na okaleczony czasem, prawie 100-letni most na Wisłoku. O przepraszam – od zeszłego roku most jest nowiutki, ale jednak siła nawyku pozostała :-) . To miejsce lubię szczególnie – tu kończy się zasięg i telefony przestają dzwonić. Witaj Beskidzie Niski!

Kiczera Puławy

W tym miejscu (pod pierwszym zdjęciem chciałem gorąco podziękować Ani Lewiak za umożliwienie wykorzystania jej pięknych zdjęć z Puław Górnych.

Jeszcze tylko kilka kilometrów w górę pustej doliny Wisłoka – jednej z najbardziej malowniczych, jakie znam w Beskidach. Skalne ściany podmywane przez rzekę sięgają kilkunastu metrów, a z ich pofałdowanych warstw wprawne oko wyczytać może szmat historii karpackiego fliszu. W lecie królują tu myszołowy i orliki, zimą niebo przetnie czasami zabłąkany samotny kruk. Czasami zza kępy przydrożnych krzaków wyjrzy zaciekawiony jeleń, a po okolicznych wzgórzach nierzadko napotkać można ślady wilków. W końcu kolejne skrzyżowanie, parę domów i stajemy przy dolnej stacji krzesełka na Kiczerę, na skraju Puław Górnych. Za paręset metrów kończy się asfalt – dalej przejechać się już nie da. Puławy Górne nie leżą na końcu świata, ale z pewnością na krańcach cywilizacji, do jakiej przywykła większość mieszczuchów.

Przy wyciągu pierwsze zaskoczenie – jak na poranne godziny, całkiem sporo ludzi – kilka autokarów i osobówek. Na stokach ruch, pracują wszystkie wyciągi i na większości z nich narciarzy „tyle ile trzeba” – wystarczająco dużo by sprawiać wrażenie dynamicznej stacji, nie na tyle jednak, by w którymkolwiek momencie stać do któregokolwiek wyciągu dłużej niż dwie-trzy minuty.

Kiczera Puławy

Na pierwszy rzut oka stacja prezentuje się raczej skromnie – dwuosobowe krzesełko, do tego dwa talerzyki i wyciąg zaczepowy. Ale to tylko pozory. Układ tras w terenie powoduje, że narciarze mają tu do dyspozycji ponad 5 km tras zjazdowych. Z samego wierzchołka Kiczery zjechać można na trzy sposoby – każdy o innym stopniu trudności, do tego dochodzą dwie zupełnie oddzielne „ośle łączki”, mające jednak połączenie z głównymi trasami,  trasa przy dłuższym talerzyku i całkiem spory snowpark z poręczami, skoczniami i wszystkimi tymi tajemniczo nazywanymi utrudnieniami, bez których nie mogą żyć freestyle’owcy (ja mogę) – z pewnością najlepszy w całym polskim łuku Karpat na wschód od Krynicy.

Kogoś może zdziwić, że ten może i prężny, ale na pewno raczej lokalny ośrodek śmiałem porównać do wielkiej Białki. Fakt – na pierwszy rzut oka widać różnice – tu jedna kolejka, tam – siedem, w tym dwie jedne z najnowocześniejszych w Polsce. Tu kilkaset osób na stoku w szczytowych momentach, tam – parę tysięcy. Ale mimo tych pozornych sprzeczności te dwie odległe od siebie stacje łączy bardzo wiele. W obu przypadkach ośrodki powstały praktycznie od podstaw, bez udziału bogatych firm czy organizacji z zewnątrz, tylko i wyłącznie siłą woli i determinacją mieszkańców miejscowości. W obu przypadkach warunki terenowe nie są rewelacyjne, jednak zostały perfekcyjnie wykorzystane i w obu przypadkach postawiono najpierw na jakość. Ilość przyszła (lub też jeszcze przyjdzie) z czasem.

Kiczera Puławy

- Przeszło dziesięć lat temu jako mieszkańcy Puław założyliśmy Beskidzkie Towarzystwo Turystyczne „Przełom Wisłoka” – mówi Daniel Brózda, prezes stowarzyszenia, od wielu lat mieszkający w Puławach. Kiedy z nim rozmawiam, grzejąc dłonie kubkiem gorącej herbaty, czuję, że praca dla niego to rodzaj misji, nie obowiązku. – Naszym celem było wybudowanie i prowadzenie stacji narciarskiej z prawdziwego zdarzenia. Takiej, do której chętnie przyjadą, a potem będą wracać wszyscy miłośnicy narciarstwa – młodsi, starsi, rodziny z dziećmi. Staramy się nie być wielkim molochem narciarskim, ale raczej ośrodkiem rodzinnym.

To, że się starają to widać gołym okiem – trasy zawsze przygotowane, sezon trwa tu prawie każdego roku co najmniej 100 dni, mimo, że najwyższy punkt stacji leży ledwie na wysokości 640 metrów (czyli jakieś 150 metrów niżej niż dolne stacje kolejek w Białce). Ośrodek zaczyna sezon od kilku lat jako jeden z pierwszych w Polsce, a kończy jako jeden z ostatnich – pokażcie mi drugie takie miejsce na wschód Beskidu Sądeckiego aż po ukraińską granicę, a przecież wyższych szczytów nie brakuje w tej części naszych gór. Co roku coś się tu zmienia, powstaje jakaś nowa atrakcja. Kątem oka widziałem już nowy powstający bar przy górnej stacji, ale największą nowością jest Leśna Trasa Biegowa.

Kiczera Puławy

Przyznam bez bicia – jeszcze jej nie widziałem, nie korzystałem, nie dotknąłem palcami wątpiącego Tomasza. Ale to co o niej przeczytałem – brzmi naprawdę zachęcająco. „Trasa biegowa w Puławach Górnych przebiega w całości w lesie, jest na zwykle zawietrznym stoku – po tej właściwej z punktu widzenia jej utrzymania stronie grzbietu góry Kiczera, co zwiększa szanse na porządne warunki śniegowe. (…) położona wokół poziomicy 600 m.n.p.m., urozmaicona 30-oma zakrętami i naprzemiennymi podbiegami i zjazdami, szeroka, w pięknym terenie, bezpośrednio przy górnej stacji kolei krzesełkowej – słowem w obrębie ośrodka narciarskiego, co kapitalnie obniża koszty fachowego utrzymania a więc stwarza szansę na pozostanie odpłatności za korzystanie na niskim poziomie. Krótko mówiąc – do powszechnego użytku.” Cytat zaczerpnąłem ze strony Towarzystwa „Przełom Wisłoka” – kto chce przeczytać więcej o wszelkich nowościach i wydarzeniach w tej części Beskidu Niskiego – zapraszam tutaj>>

Najfajniejszy moment narciarskiego dnia przychodzi późnym popołudniem, kiedy powoli zapada ciemność. Wielu narciarzy zwija się ze stoku do domu, ale są tacy, którzy dopiero przyjeżdżają. Nocna jazda na Kiczerze ma bowiem taki klimat, że trudno się oprzeć. Krzesełko jedzie w większości przez las, więc momentami robi się naprawdę ciemno, a spod górnej stacji widać, jak powoli wschodzi pomarańczowa kula księżyca. Kilka razy zdarzyło mi się, ze moim towarzyszem był tylko wiatr, pędzący tuż ponad stokiem drobny pył, tak przyjemny w kontakcie z nartą. Dla miłośników popołudniowej jazdy przygotowano nawet specjalną ofertę – Ekonomiczny Pakiet Narciarski, więcej szczegółów znajdziecie tutaj>>  Sami przyznajcie, że dużo tych możliwości jak na stację, o której w skali kraju niewielu słyszało. A przecież o najważniejszej akcji, która ma miejsce w Puławach, dopiero za chwilę :-)

Kiczera Puławy

- Za naszym stowarzyszeniem nie stoi żadna potężna firma ani inna bogata organizacja – uśmiecha się pan Daniel. – Mimo to, a może właśnie dlatego staramy się z całych sił dla naszych klientów – aby byli zadowoleni. Bo nie ma nic piękniejszego niż naprawdę zadowoleni narciarze. Chcemy ciągle doskonalić nasze Puławy. Od dwóch lat naszym głównym działaniem jest program nauki jazdy na nartach skierowany do dzieci i młodzieży szkolnej pod nazwą „Narty Dzieciom”, który nasza stacja współfinansuje.

No właśnie, stąd ten ruch na stokach, stąd te autokary na parkingach…

Akcja to prawdziwy unikat w skali całego kraju – „Narty Dzieciom” to całodzienny pobyt dla szkolnych grup zorganizowanych w ośrodku narciarskim Kiczera Ski, połączony z nauką jazdy na nartach i bezpłatnym korzystaniem z wyciągów na wszystkich trasach. Koszt udziału to 38 zł od dziecka. Rodzeństwa płacą tylko raz, niezależnie od tego ilu braci czy sióstr się ma – opłata pobierana jest tylko za jedną osobę. Początkowo wszystko działo się w Puławach, obecnie także na kameralnych stokach w Krajnie i Świątkowej Wielkiej (stacja Mareszka).

Każde dziecko, które przyjeżdża do nas w ramach akcji „Narty Dzieciom” ma zagwarantowane wypożyczenie sprzętu narciarskiego, opiekę instruktora narciarskiego oraz nieograniczony dostęp do wyciągów i naprawdę rodzinnego, idealnego do nauki narciarstwa, łagodnego stoku. Zapewniony jest też ciepły posiłek. – Dziecko musi być tylko odpowiednio ubrane, mieć dobre chęci i przyjechać do Puław Górnych w zorganizowanej przez jego szkołę grupie – resztą zajmiemy się my – śmieje się Tomisław Brózda, syn Daniela. Rodzinna atmosfera na stacji w końcu to nie przypadek :-) .

Kiczera Puławy

- Aby móc częściowo obniżyć koszty uczestnictwa dzieci w programie wymyśliliśmy Kartę Sponsora. Uprawnia ona do 50 % zniżek od początku sezonu czyli w grudniu (do 23-go) oraz od 1 marca do końca sezonu. Kartę może wykupić każdy – zarówno osoba fizyczna jak i firma dla swoich pracowników. Z jednej strony kupując kartę można wesprzeć ciekawą inicjatywę. Z drugiej – nasz „sponsor” jednak dostaje do ręki konkretny produkt. Szczegóły można znaleźć na naszej stronie.

- Chcieliśmy ożywić naszą stację, sprawić by z wyciągów korzystali narciarze nie tylko w weekendy, kiedy nie narzekamy na brak zainteresowania, ale także w dni powszednie, zwłaszcza przed południem. W funkcjonowaniu stacji są pewne koszty stałe, które i tak się ponosi – wyciągi działają, działa restauracja, na miejscu są instruktorzy – dlaczego nie miało by się tego wykorzystać, zwłaszcza gdy w grę wchodzi taki szczytny cel, jak umożliwienie dzieciom nauki jazdy na nartach? „Narty Dzieciom” to nasz pomysł na udostępnienie naszej stacji młodzieży szkolnej bez względu na możliwości finansowe rodziców.

- Czasami zastanawialiśmy się, czy to ma wszystko sens, czy się uda, czy nie zrobimy akcji, do której będziemy musieli dołożyć. Ale udało się, działa wszystko tak jak trzeba – dodaje Daniel Brózda.

Kiczera Puławy

Nie udałoby się pewnie, gdyby nie gospodarze stacji. Nie udałoby się też gdyby nie Bogusław Szweda – jeden z pomysłodawców i główny realizator technicznej i biznesowej strony całego przedsięwzięcia. W zimie najczęściej można go spotkać właśnie w Puławach Górnych, chociaż akurat on nie jest „stąd”. Na co dzień – prezes jednej z rzeszowskich firm, chociaż zimą jego codzienność to stok na Kiczerze, gdzie sam uczy dzieci stawiać pierwsze kroki na nartach. O tym co robi mówi tylko z pasją.

- W powszechnym mniemaniu narciarstwo to drogi sport – niemal elitarny – na przykład z uwagi na koszt sprzętu: ubiór, narty, buty i obowiązkowe dla dzieci – kaski. Problem ten jest realny ale jak każdy może być rozwiązany. Wypożyczalnia sprzętu  jest w stanie sprostać temu zadaniu pod jednym wszakże warunkiem – że program „Narty Dzieciom” stanie się powszechny. Odpowiednio duża liczba uczniów w skali sezonu, to jest od początku grudnia do końca marca pozwoli efektywnie rozłożyć duże koszty zakupu sprzętu na równie dużą liczbę uczniów.

Opiekunowie-instruktorzy to studenci Uniwersytetu Rzeszowskiego, głównie z Wydziału Wychowania Fizycznego, którzy zgłosili akces do bycia ochotnikiem-opiekunem uczniów. Mają przygotowanie metodyczne – zostali wybrani z grona chętnych przez Uczelnię. Są woluntariuszami – za swoją pracę nie biorą pieniędzy. Przez pięć dni w tygodniu szkolą dzieci; po południu mają możliwość pojeżdżenia za darmo na stoku. Chętnych nie brakuje.

To kolejny przykład, że się da.

Kiczera Puławy

Na pytanie skąd wzięła się cała idea, Bogusław Szweda odpowiada bez namysłu: – Do Puław Górnych jeździłem praktycznie od początku istnienia stacji, z czasem zaprzyjaźniłem się z tutejszymi gospodarzami. Mam pracę, mam z czego żyć, ale w którymś momencie przychodzi człowiekowi do głowy taka myśl, ze trzeba zrobić coś więcej, zostawić po sobie trochę więcej niż tylko dobrze prosperujący biznes. Pomysł rodził się stopniowo, w ubiegłym sezonie przeprowadziliśmy edycję testową, obecnie  Narty Dzieciom działa prawie na całego. Zmieniłem trochę te Puławy, a Puławy zmieniły mnie. Tutaj znalazłem dowód, że niemożliwe jest możliwe jeżeli ludzie tego chcą, również to aby ośrodek służył nie tylko tym klientom, których na to stać, ale również tym, którzy najbardziej tego potrzebują – a więc uczniom szkół. To naprawdę absolutnie pasjonujące móc obserwować, jak wielu ludzi daje z siebie wszystko, by całość mogła funkcjonować. Więc ja też daję, ile mogę.

Kiedy zazwyczaj wyjeżdżam z Puław, jest ciemno i dolina Wisłoka wygląda na jeszcze bardziej opustoszałą niż zwykle. Gdzieś, w małej wiosce zagubionej wśród gór na Podkarpaciu, bez grosza urzędowej dotacji, dzieje się wielka rzecz, a tysiące dzieci z regionu uczy się za śmiesznie małe pieniądze jeździć na nartach. Do tej pory, w ramach akcji, na stoku w Puławach nauki pobierało już ponad 12 tys. dzieci! Wszystko dlatego, że ktoś uwierzył, że to możliwe, wyliczył i najzwyczajniej w świecie zrobił…

Nie ukrywam, że zawsze lubiłem Beskid Niski i całym sercem czuję się tu u siebie. Nie ukrywam również, że moja ocena stacji narciarskiej w Puławach jest może zbyt osobista, może za bardzo jednostronna i nieobiektywna. Pewnie tak. Ale tak już mam, że jak się gdzieś dobrze czuję to o tym piszę, a o miejscach, których nie polecam – wolę milczeć. To dużo skuteczniejsze niż pisanie w czarnych kolorach, które najczęściej służy tylko i wyłącznie tym, którzy są jedynie nośnikami informacji. Jeżdżę tu od wielu lat, znam się ludźmi, lubię z nimi rozmawiać i widzę ogrom pracy którą wykonują. Mimo, że czasami człowiek obija się po różnych miejscach naszego kontynentu, moje dzieci mają co roku tylko dwa stałe pytania. W zimie – czy pojedziemy do Puław, latem – czy pojedziemy do Radocyny (pozwólcie, że o tym miejscu opowiem Wam bliżej lata :-) ). Ktoś inny może widzieć to miejsce zupełnie inaczej, chociaż jestem przekonany, że ilość narciarzy i dzieci korzystających z usług stacji jest najlepszym potwierdzeniem tego, że nie mijam się z prawdą. Każdy ma jakieś ulubione miejsce – my mamy swoją Kiczerę…

kiczera_pulawy_mapa

Informacje praktyczne

Wszelkie informacje odnośnie działania i funkcjonowania stacji narciarskiej (dojazd, warunki na stoku, ceny i pogodę) znajdziecie na stronie stacji – www.kiczeraski.pl

Wszelkie informacje o akcji „Narty Dzieciom” znajdziecie na stronie projektu – www.nartydzieciom.pl

Warto też zajrzeć na stronę Towarzystwa Przełom Wisłoka, by dowiedzieć się więcej nie tylko o narciarstwie w regionie – www.przelomywisloka.pl

Ze swojej strony mogę tylko dodać, że jeśli chcecie skorzystać z wypożyczalni w tygodniu, kiedy trwa akcja, najlepiej być zaraz po otwarciu stacji, około godz. 9.00, potem mogą wystąpić chwilowe „korki” przy sprzęcie :-) . W weekendy jest tu zazwyczaj bardziej tłoczno, ale i wtedy rzadko kiedy czeka się do wyciągu dłużej niż 5 minut. Polecam także jazdę wieczorną – narciarzy nie jest wtedy zbyt wielu, a atmosfera – niepowtarzalna. O dodatkowych promocjach w stacji możecie dowiedzieć się tutaj>>