rowerem_do_lamusaNowa Huta, oprócz swojego socrealistycznego centrum, zazwyczaj nie przyciąga uwagi turystów. Jednak na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych, dookoła kombinatu hutniczego, znajduje się kilka naprawdę ładnych miejsc, a niektóre z nich to prawdziwe perełki architektury. Niczym rodzynki w cieście, poukrywane są wśród blokowisk i industrialnego bałaganu zabytki gotyku, renesansu i socrealizmu; drewno, beton i stal sąsiadują ze sobą, a artyści i proletariat razem mieszają w wielkim, kulturowym tyglu. A do tego hałdy, kominy i malownicze stawy; forty, tunele, a nawet mamuty – jest co oglądać, a wszystko to przecież jeszcze w granicach miasta. Najlepszym sposobem wyławiania tychże „rodzynków” jest moim zdaniem wycieczka rowerowa – zapraszam więc na krótką relację z odkrywania tajemnic Nowej Huty.

Zaczynamy na blogu prezentować pomysły na ciekawe rowerowe wycieczki. Na początek prosta wycieczka dookoła kombinatu, z kilkoma naprawdę ciekawymi miejscami po drodze – austriackimi fortami, renesansowym lamusem, dzikimi stawami i ciekawym tunelem. Życząc miłej lektury, już dziś zapraszam do śledzenia kolejnych odcinków cyklu na Facebooku.

Trasa:
Rondo Grunwaldzkie-Płaszów-Fort Lasówka-Rybitwy-Mogiła-Kujawy-Branice-Przylasek Rusiecki-Ruszcza-Wadów-Lubocza-Krzesławice-Nowa Huta Centrum-Czyżyny-Dąbie-Rondo Grunwaldzkie
Długość:
54 km
Trudność: łatwa

Nawierzchnia: w większości asfalt lub beton, kilka odcinków gruntowych utwardzonych, dwa dłuższe odcinki wałem (po deszczu miękko)

0,0 km – Rondo Grunwaldzkie
Wycieczkę rozpoczynam tradycyjnie na Rondzie Grunwaldzkim, ale nie ma żadnych przeciwwskazań by rozpocząć ją w jakimkolwiek innym miejscu Krakowa. Pierwszy odcinek to przyjemna jazda bulwarami wzdłuż Wisły – mijamy malownicze ujście Wilgi (chyba najładniejszy zakątek nad Wisłą w Krakowie), potem kolejno mosty – Piłsudskiego, Kładkę Bernatka, nijaki Most powstańców Śląskich a za nim kolejowy, po czym przed kształtnym Mostem Kotlarskim skręcamy w prawo i wjeżdżamy na ulicę Herlinga-Grudzińskiego. Teraz wygodną ścieżką rowerową osiągamy skrzyżowanie z ulicą Nowohucką. Przejeżdżamy pod estakadą na drugą stronę skrzyżowanie, gdzie zaczyna się ulica Płaszowska. Dalej nią, w kierunku wschodnim, wśród zabudowy starego Płaszowa niknącej wśród bloków, a za skrzyżowaniem z Saską skręcamy w lewo w Myśliwską i nią do końca, aż do ul. Lipskiej – tu skręcamy w lewo i gruntową drogą wjeżdżamy na wał wiślany, którym będziemy się poruszać przez najbliższych kilka kilometrów (skręcamy w prawo, na wschód).

7,5 km – Fort Lasówka
Wąską, po deszczu błotnista ścieżka prowadzi koroną wału, z widokiem na zaplecze elektrociepłowni Łęg po drugiej stronie rzeki. W końcu przed nami pojawia się zadrzewienie, w którym chowa się stary, proaustriacki fort Lasówka.

Rowerem dookoła kombinatu

Fort nr 50a Lasówka to jedna z najoryginalniejszych budowli krakowskiej twierdzy. Położony nad samą Wisłą, miał kilka rozwiązań, których nie znajdziemy nigdzie indziej w okolicy – między innymi fosy wypełnione wodą z rzeki, dzięki czemu zasłużył sobie na miano fortu „wodnego”. Wystarczy spojrzeć na mapę, by zdać sobie z ważnej roli, jaką mu wyznaczono – blokowanie przeprawy przez rzekę, a także wsparcie artyleryjskie międzypola dwóch sąsiednich fortów – Mogiły (po drugiej stronie Wisły, w okolicach Kopca Wandy) i Prokocimia (w okolicach dzisiejszego szpitala dziecięcego). Płaska dolina rzeki była tu szczególnie narażona na frontalny atak, na dodatek w pobliżu biegła najważniejsza w regionie linia kolejowa. Obronność miejsca wzmacniały naturalne mokradła i rozlewiska, dziś już nie widoczne w terenie.

Fort wybudowany został według projektu Emila Gołogórskiego, w latach 1896-1902, mimo znacznego zniszczenia i zdewastowania, nadal posiada wiele czytelnych elementów. Zachowały się dwukondygnacyjne koszary piechoty dla ponad 150 żołnierzy (kondygnacja wewnątrz częściowo wyburzona), odcięta od dziedzińca dodatkowym rowem obronnym. Na ich barkach znajdowały się stanowisk dla czterech armat 90 mm i dwóch karabinów maszynowych. Niestety, najpierw złe użytkowanie (do 1992 Spółdzielnia Barwa), a potem pozostawienie obiektu na tak zwaną „pastwę losu” spowodowało, że podzielił on los wielu innych obiektów Twierdzy Kraków – złomiarze bezlitośnie wycięli wszystkie stalowe elementy, łącznie z kratami, okiennicami i balustradą strzelecką widoczną jeszcze na zdjęciach sprzed kilkunastu lat (można zobaczyć tutaj>> ). Przynajmniej nie urządzono tutaj wysypiska śmieci, jak w wielu innych fortach… Mimo tego jest to nadal bardzo urokliwe miejsce, porośnięte starodrzewem, wiosną pełne kwiatów i śpiewających ptaków :-)

Wracamy na naszą trasę – ruszamy dalej wałem wiślanym. Można jechać jego koroną, jeżeli teren sprawia komuś kłopot – warto zjechać na towarzyszącą nam asfaltową uliczkę Golikówka i nią dojechać aż do Rybitw, a stąd do ulicy Półłanki i Mostu Wandy. Przejeżdżamy na nowohucki brzeg Wisły – przed nami na wzgórzu jedna z najstarszych wsi podkrakowskich (obecnie część miasta), Mogiła z cennym klasztorem cysterskim w centrum. My jednak ruszamy dalej wzdłuż rzeki na wschód (Uwaga! Trzeba zjechać za mostem w lewo i zawrócić pod most, inaczej czeka nas jazda ruchliwą ulicą Podbipięty, którą suną zazwyczaj sznury ciężarówek). Jedziemy wzdłuż rzeki, potem wałem, docierając w rejon ujścia Dłubni, którą wkrótce przekraczamy. Teraz czeka nas najmniej przyjemny odcinek całej trasy.

Rowerem dookoła kombinatu

Zazwyczaj za Dłubnią można było jechać wzdłuż rzeki, a potem kanału portu Kujawy aż w rejon oczyszczalni ścieków. Obecnie z powodu budowy spalarni śmieci, a także drogi ekspresowej S-7 (dokończenie wschodniej obwodnicy) przejazd jest praktycznie niemożliwy lub bardzo uciążliwy, proponuję więc jazdę dalej ulicą Giedroycia, a potem objechanie od południa osadników ul. Jeżynową – w tym wariancie też zapewne usmarujemy się, droga ta bowiem na początkowym odcinku stanowi dojazd do budowy wspomnianej spalarni. W ostateczności pozostaje nam dojechać do ul. Igołomskiej i skręcić w prawo, by po ok. 2 km, na początku Pleszowa skręcić w prawo w ul. Dymarek. Piszę „w ostateczności” bowiem jest do ulica bardo ruchliwa, a przy ty wąską – należy zachować tu szczególną ostrożność, kierowcy ciężarówek zdają się zapominać, że mają długie przyczepy i łatwo zostać zepchniętym na prawo… W każdym razie – ulicą Dymarek wyjeżdżamy na południe. Po kilkuset metrach charakterystyczny zapach informuje, że jesteśmy w pobliżu Oczyszczalni Ścieków Kujawy. Przed oczyszczalnią skręcamy w lewo, w ulicę Karową, a potem w prawo – w Suchy Jar. Przed nami, a wkrótce po lewej stronie wyrasta południowa skarpa Hałdy Nowohuckiej.

19,1 km – Hałda Nowohucka
Hałda położona pomiędzy ulicami Igołomską a Branicką, to olbrzymi teren, na którym składowano (i nadal składuje się) odpady powstałe podczas pracy kombinatu. Pierwsza z nowohuckich hałd zlokalizowana była na terenie kombinatu. Funkcjonowała od lat 50.do 1965 roku kiedy to wskutek żywiołowego wzrostu produkcji odpadów, a także braku szczegółowej koncepcji zagospodarowania tego terenu „zatkała się”.

Pięknie w literackiej formie pisze o hałdzie Renata Radłowska (dziennikarka Gazety): „W wyznaczonym miejscu zatrzymywały się i kadzie z żużlem przechylały się na bok – z nasypu leciała gorąca masa. Spływała miękko, bulgotała i osiadała w dole (zastygała w kilka tygodni). Potem wagony odjeżdżały, przyjeżdżały następne; i wszystko powtarzało się kilkanaście razy na dobę (bo huta produkowała stal przez całą dobę). (…) Dzieci można było straszyć, wystarczyło powiedzieć, że na hałdzie jest jak w piekle, że w dole smoła się gotuje i diabeł ręce wyciąga po grzeszników. Był ogień. Naprawdę. Czasem coś się zapaliło. Bo to przecież człowiek nie mógł przewidzieć, co z czym w reakcje wejdzie. Najgorzej mieli maszyniści, oni nigdy nie wiedzieli, czy ogień nie przypali im tyłków. Smoła. Czy była smoła? (…) Przywożono ją z koksowni, też jako odpad, i strącano w dół. W gorącej smole topiły się zające, ginęły ptaki, które nie zdążyły odlecieć…”.

Rowerem dookoła kombinatu

W latach 60. powstała druga hałda (którą właśnie mijamy). Obecnie nadal wywozi się tu odpady z kombinatu, ale hałdy zaczęło ubywać. Obecnie gospodaruje tu firma Slag Recycling. Materiał budujący hałdę odzyskuje się i stosuje w budownictwie. Miedzy innymi z materiału odzyskanego z niej – i przetworzonego – powstała warstwa, na której ułożono nową  nawierzchnię krakowskiego Rynku.

Ruszamy dalej na wschód, ul. Branicką – przez wąski mostek przejeżdżamy nad kanałem, po czym za główną drogą skręcamy w lewo. Przed nami widać już Branice – jeszcze tylko charakterystycznym esem podjeżdżamy pod górkę, na której w lewo, w ulicę Sasanek, która doprowadza do dworu w Branicach.

Rowerem dookoła kombinatu

23,5 km – Dwór w Branicach
W cichym i spokojnym parku, jakby zupełnie bez świadomości istnienia potężnego kombinatu tuż obok, stoją w Branicach dwa ładne zabytki. Bliżej wejścia do parku – XIX-wieczny dwór Badenich (według niektórych źródeł postawiony częściowo jeszcze przez Branickich, poprzednich właścicieli tych terenów w końcu XVIII wieku), parterowy, z ładnym klasycystycznym portykiem kolumnowym. Dużo ciekawszy jednak jest obiekt stojący głębiej w parku – pochodzący z początku XVIII wieku, obronny dwór renesansowy, nazywany też czasami lamusem, gdyż Braniccy opuścili jego ciasne ściany na rzecz nowego, obszerniejszego dworu w stylu polskim, zamieniając go na graciarnię. Niszczał w zapomnieniu aż do końca lat 50. kiedy obiekt został przekazany Muzeum Archeologicznemu w Krakowie, z przeznaczeniem na cele magazynowe i wystawę dotyczącą pradziejów Nowej Huty (w czasie budowy kombinatu zebrano całkiem sporą ilość znalezisk archeologicznych – ale czy badania opóźniały budowę kombinatu jak dzisiaj w przypadku autostrad – nie wiem :-) ).

Sam „lamus” to niewielki budynek, na planie prostokąta, zwieńczony skromną attyką, ze ścianami pokrytymi typowym dla renesansu sgraffitem, imitującym boniowanie (wypukłe ozdobne kamienie). Obiekt został zaprojektowany przez Santiego Gucciego (znany z takich wspaniałych zabytków jak zamki w Baranowie Sandomierskim i Książu Wielkim, czy też nagrobek Stefana Batorego w wawelskiej katedrze). Czasami pojawiają się wątpliwości, czy oby na pewno sam mistrz projektował obiekt tak skromny, z pewnością jednak zatrudniony został do tego jego warsztat. Nawet w takim przypadku w żaden sposób nie umniejsza to wartości zabytku.

Rowerem dookoła kombinatu

Bogactwem formy i treści oraz wysokim poziomem detalu rzeźbiarskiego oznaczają się także wnętrza branickiej rezydencji. Szczególnie pięknie prezentuje się renesansowy kominek, a także kunsztownie wykonany portal. Warto zwrócić uwagę na detale architektoniczne oglądając wystawę poświęconą nowohuckim pradziejom. Więcej szczegółów dotyczących historii i architektury kompleksu można znaleźć tutaj>>   Park otaczający cały kompleks to świetne miejsce na odpoczynek. Co roku odbywają się tu pikniki archeologiczne, a ich wesołą pozostałością jest wielki mamut, prawie jak żywy ;-)

Rowerem dookoła kombinatu

Z Branic wyjeżdżamy na południe – można wrócić tą samą drogą, którą przyjechaliśmy lub objechać park w Branicach od zachodu i południa gruntową drogą, wracając do ulicy Karaszewicza-Tokarzewskiego. Po ok. 2 km ulica lekkim łukiem odchodzi w lewo, my natomiast skręcamy w prawo, wjeżdżając na szutrową drogę biegnącą groblą między stawami.

28, 8 km – Stawy w Przylasku Rusieckim
Kompleks stawów w Przylasku Rusieckim to jedno z najbardziej zaskakujących miejsc w granicach Krakowa. O ile bowiem jeszcze można się spodziewać różnych perełek architektury poukrywanych po dawnych wioskach, otaczających w końcu miasto, które przez kilkaset lat było stolicą, także artystyczną, promieniowało więc na okolicę, to rozległe, zdziczałe stawy, zajmujące dawne wyrobiska żwirowni, zlokalizowanych tu w czasie budowy Nowej Huty, potrafią wprawić w osłupienie nie jednego.

Rowerem dookoła kombinatu

W sumie jest tu 14 zbiorników, pooddzielanych groblami, które są typowymi bagrami – po zakończeniu wydobycia, zalały je płytko występujące wody gruntowe. Łączna powierzchnia wody to ponad 80 ha (całkiem sporo). Większość stawów to przede wszystkim akweny wędkarskie, ale nad największym ze stawów (od strony Przylasku Rusieckiego) urządzono kąpielisko z piaszczystą plażą. Na kilku stawach znajdują się małe wysepki, a rzadziej odwiedzane zakątki są miejscem gniazdowania ptaków wodnych – perkozów, łysek, krzyżówek i łabędzi niemych. Warto więc mieć ze sobą lornetkę.

Jesteśmy dokładnie w połowie trasy – można tu odpocząć, a w lecie posilić się także w kilku barach (raczej mało wykwintnie, ale zdrożonemu rowerzyście powinno smakować :-) ). Z kompleksu stawów wyjeżdżamy na północ, ulicą Rzepakową. Po ok. 3 km doprowadzi nas ona do głównej ulicy Igołomskiej – skręcamy w nią w prawo, a po kilkuset metrach w lewo, kierując się za znakami w stronę Ruszczy. Po kilku minutach jesteśmy już w centrum wioski.

Rowerem dookoła kombinatu

33,2 km – Ruszcza
Od zamierzchłych czasów Ruszcza, wraz z niedalekimi Branicami, były gniazdem rodzinnym wpływowego rodu Gryfitów, z których wywodziło się kilka wybitnych postaci. Szczyt potęgi rodu przypadł na XII i XIII wiek, kiedy posiadali oni dominującą pozycję wśród możnowładztwa małopolskiego. Stopniowa utrata znaczenia rodu nastąpiła w drugiej połowie XIII, a w XIV wieku Gryfici znikają z najważniejszych polskich urzędów. Warto tu wspomnieć o kilku z nich. Teodor Gryfina z Ruszczy wspomagał Henryka Brodatego w przejęciu tronu krakowskiego i pełnił faktyczne rządy w Małopolsce – ufundował klasztor cystersów w podhalańskim Ludźmierzu, a być może również krakowski klasztor franciszkanów. Klemens z Ruszczy był kasztelanem i wojewodą krakowskim, a przy tym najbliższym współpracownikiem księcia Bolesława Wstydliwego. W końcu Wierzbięta z Ruszczy, również kasztelan i wojewoda stołeczny, dał początek możnemu rodowi Branickich (herbu Gryf, nie tych od Targowicy…). Wspominamy tu tylko o postaciach bezpośrednio związanych z Ruszczą, znalazłoby się bowiem więcej wybitnych przedstawicieli rodu.

Z czasów Grafitów w Ruszczy zachował się gotycki w bryle, z późniejszym barkowym wnętrzem, kościół parafialny (na wzniesieniu w centrum osiedla). Wewnątrz zachowało się kilka renesansowych nagrobków, a także resztki polichromii z tego samego okresu. Ciekawym elementem wystroju jest XV-wieczny witraż ze św. Grzegorzem, a także gotycka płyta nagrobna fundatora – Wierzbięty z Branic. Za kościołem stoi restaurowany właśnie (dość powoli) dwór Popielów z XIX wieku. Był on miejscem spotkań elity intelektualnej ówczesnego Krakowa. Na początku XX wieku bywał w nim często nieco zapomniany dramaturg, poeta i muzyk Karol Hubert Rostworowski, a w 1918 zatrzymał się w dworze na obiad wizytator papieski w Polsce Achilles Ratti, później wybrany papieżem, znany jako Pius XI.

Rowerem dookoła kombinatu

Z Ruszczy wyjeżdżamy na zachód ulicą Za Górą – wkrótce ulica skręca pod kątem prostym w prawo, a przed nami nie lada atrakcja – dwa tunele, krótszy liczący 75 metrów, a za nim długi na ponad 200 metrów główny tunel, o charakterystycznym owalnym przekroju (niczym hitlerowskie bunkry z rejonu Międzyrzecza). Prowadzi on pod torowiskiem stacji towarowej Kraków Nowa Huta, która biegnie z Batowic do Podłęża przy linii Kraków-Tarnów. Ładnie oświetlony, z pewnością stanowi jedną z największych atrakcji „nieznanego Krakowa”. Przy okazji warto jeszcze wspomnieć, że zagrał on w jednej ze scen w filmie „Vinci”.

Rowerem dookoła kombinatu

Wynurzamy się z ciemności, po czym skręcamy za torami w lewo, w ulicę Organki, która przechodzi w gruntową ulicę Wielkich Pieców (można też pojechać prosto i skręcić w lewo w centrum pobliskiego Wadowa – lepsza nawierzchnia, ale większy ruch). Przez kilka małych pagórków docieramy do Luboczy, za którą po prawej mijamy jedną z największych krakowskich nekropolii – Cmentarz Grębałowski. Jadąc jego skrajem osiągamy linię tramwajową, a zaraz za nią – jedną z głównych wylotówek z Krakowa, ul. Kocmyrzowską. Skręcamy w lewo, przejeżdżamy wiadukt nad torami i ulicą Łowińskiego, po czym charakterystycznym ślimakiem zjeżdżamy jeszcze raz w lewo, do tejże ulicy. Teraz jeszcze przejazd pod wiaduktem tramwajowym, za którym rzuca się w oczy znak czarnego Szlaku Twierdzy Kraków. Skręcamy zgodnie z jego biegiem w prawo, w ulicę Wąwozową, a potem jeszcze raz w prawo (ul. PCK) i w lewo (ul. Wańkowicza), po czym dojeżdżamy do centrum Krzesławic.

42,7 km – Krzesławice
Ta stara podkrakowska wieś związana jest dwoma wybitnymi Polakami. W XVIII wieku jej właścicielem był Hugo Kołłątaj, tutaj mieszkała na stałe jego matka, którą często odwiedzał. Przy okazji napisał wiersz, w którym sławił to miejsce: „Krzesławice, wioseczko moja ukochana, niźli dom wygodniejszy nad Dłubnią postawię, stary naprzód, jak mona, co rychlej poprawię”. Druga postać historyczna związana mocno z Krzesławicami to Jan Matejko. W 1876 roku, za pieniądze ze sprzedaży obrazu „Batory pod Pskowem” kupił miejscowy dwór, stojący do dziś. Dobudował do niego pracownię malarską, gdzie powstało kilkadziesiąt obrazów, oraz setki szkiców i scenek rodzajowych.

Rowerem dookoła kombinatu

Dworek to niewielka parterowa rezydencja wiejska, z ładnym gankiem, projektowanym przez samego Matejkę. W środku niewiele zachowało się z oryginalnego wyposażenia dworu, jednak zgromadzono tu trochę pamiątek po wybitnym malarzu. Do Matejki należał stary fortepian stojący w kącie, a także mały mebel na rzeźbionych nóżkach zamówiony przez artystę u stolarza (pełnił rolę pudła na rysunki). Oprócz kopii „Stańczyka” najciekawszy jest bez wątpienia cykl portretów polskich władców „Poczet królów”. Jego kopie wydrukowano w milionach egzemplarzy od czasu stworzenia i nie ma żadnych wątpliwości, że na twarze naszych władców z pewnością patrzymy oczami Jana Matejki :-) . Zbiór cennych portretów można obejrzeć w sali przylegającej do jadalni artysty. W muzeum urządzono też specjalny pokoik kołłątajowski. Dokładną historię dworu można znaleźć tutaj>>

W centrum Krzesławic warto jeszcze obejrzeć drewniany kościół, pochodzący z XVII wieku, przeniesiony w latach 1983-86 z Jawornika koło Myślenic. Wewnątrz zachowała się częściowo polichromia z XVII wieku przedstawiająca Sąd Ostateczny i św. Krzysztofa oraz barokowa ambona. Za kościołem i sąsiadującym z nim dworkiem Matejki ciągnie się rozległy, nieco zapuszczony park, którego skrajem płynie Dłubnia. Przejeżdżamy wyraźną dróżką w głąb zadrzewień, odnajdujemy kładkę (rower można tylko prowadzić), po czym po chwili znajdujemy się już na brzegu Zalewu Nowohuckiego. Teraz asfaltową aleją wzdłuż tafli wody dojeżdżamy do Alei Solidarności, a nią w prawo, ścieżkami rowerowymi docieramy do Placu Centralnego, serca Nowej Huty.

Rowerem dookoła kombinatu

Stąd wyruszamy najpierw Aleją Jana Pawła II do Ronda Czyżyńskiego, gdzie skręcamy w Aleję Pokoju (w lewo). Teraz już cały czas w kierunku centrum miasta (warto jechać ścieżkami rowerowymi lub chodnikiem po lewej stronie szosy), aż do Plazy i mostu na Białusze (Prądniku). Zaraz za nim skręcamy w lewo i osobno wytyczona ścieżką rowerową, przez ładny park, docieramy do bulwarów nad Wisłą. Wzdłuż rzeki jedziemy jeszcze 4,5 km, mijając w odwrotnej kolejności wszystkie mosty (a nawet dwa więcej), pod którymi przejechaliśmy na początku naszej wycieczki. W końcu docieramy do Mostu Grunwaldzkiego, którym przejeżdżamy na drugi brzeg rzeki.

54,0 km – Rondo Grunwaldzkie
Koniec wycieczki :-)

W tym miejscu chciałbym tylko zaznaczyć, że opisany wariant wyprawy dokoła kombinatu nie wyczerpuje nawet połowy atrakcji Nowej Huty. Możecie więc spodziewać się za jakiś czas innego, mam nadzieję, że równie ciekawego wariantu wycieczki po „nieznanym Krakowie”.

trasa_1_mapaZ przyczyn technicznych nie mogłem we wpisie umieścić mapki Google – wystarczy jednak kliknąć w obrazek, by przenieść się na stronę z lokalizacją wszystkich opisanych tu obiektów. Dziękuję za wyrozumiałość :-)

Informacje praktyczne

Cała wycieczka, mimo że dość długa jest prosta, także orientacyjnie – wystarczy mieć mapę okolic Krakowa lub nawet lepiej – dokładny plan miasta (musi obejmować całą Nową Hutę, nie tylko okolice Placu Centralnego…).

Lamus w Branicach otwarty jest od poniedziałku do piątku w godz. 10.00-14.00, od maja do października także w soboty i niedziele  w godzinach 14.00-18.00. Bilet kosztuje 3 PLN (ulgowy 2 PLN). Więcej szczegółów i informacji na temat wystaw można znaleźć na stronach muzeum – www.ma.krakow.pl

Dworek Matejki otwarty jest od poniedziałku do piątku w godz. 10.00-14.00, wstęp – 7 PLN, ulgowy 4 PLN. Więcej szczegółów na temat muzeum można znaleźć na stronach Pałacu Sztuki www.palac-sztuki.krakow.pl

Pozostałe atrakcje – gratis przez całą dobę ;-)