Wielu uważa, że to najpiękniejsze miejsce na całym Podtatrzu. Z monotonnej równiny sterczą dwie wapienne skały, między którymi przepływa dzika, rwąca, górska rzeka, o kamienistym dnie i licznych drobnych roztokach, które niczym warkocz wplatają się w główny nurt płynącej wody. Wielkie walory krajobrazowe i wspaniała roślinność, do tego unikatowe walory historyczne – tutaj znaleziono najstarszy bumerang na świecie – powodują, że jest to miejsce o nieocenionym znaczeniu dla nauki. A to wszystko na obszarze tak małym, że wystarczy jedno ulotne spojrzenie by objąć cały ten niezwykły przełom. Czasami pewnie zbyt ulotne, by w ogóle zauważyć Kramnicę i Obłazową, rozciętą szeroką wstęgą Białki, z piękną panoramą Tatr w tle. Poznajcie najbardziej niezwykły przełom w Polsce.

Zima była tego roku bardzo długa i śniegi zaczęły puszczać w górach dopiero w połowie kwietnia. Siedzieliśmy na Grandeusie chciwie łapiąc pierwsze promienie prawdziwej wiosny, która tak długo nie chciała przyjść. W dole pod nami, rozciągała się ta niesamowita mozaika spiskich pól, rzuconych niczym wąskie paski papieru na pofalowane wzgórza. Ludzie wyszli w pole i wszędzie pełno było ruchu i pokrzykiwania na konie. Tak wielu koni pracujących w polu na raz, jak na polskim Spiszu nie widziałem nigdy wcześniej, ani też nigdy później, nigdzie indziej. Powietrze stało niewzruszenie i wydawało się, że pod promieniami słońca w kilka minut rozpłyną się wszystkie śniegi leżące gdzieś na Hawraniu, Szerokiej i Koszystej.

Leniwie zeszliśmy długim grzbietem nad Trybsz, a potem już wzdłuż rzeki ruszyliśmy ku Kramnicy. W miejscu, gdzie jej wysoka na ponad 50 metrów ściana zagradza w poprzek bieg rzeki, weszliśmy do lodowatej wody i po kilku chwilach byliśmy już na drugim brzegu. Ze szczytu Obłazowej, na który wiedzie wąska i stroma ścieżka, przełom Białki prezentuje się zdecydowanie najpiękniej. Było piątkowe popołudnie i w pobliżu żywej duszy, a pierwsze tej wiosny muchy w ogóle nie uprzykrzały życia. W dole nieustannie szumiała Białka, skręcając śmiało tuż za skałami w stronę rysującego się w oddali Lubania. Nie mogliśmy podjąć decyzji, ani o tym kiedy ruszać, ani gdzie iść dalej. Zostaliśmy więc na skalnym wierzchołku Obłazowej wytrwale wypatrując, jak najpierw czerwony dysk słońca utonął w którymś z orawskich torfowisk, by po kilku godzinach ukazać się po przeciwnej stronie, gdzieś znad skraju Gorców. Magia naturalnej kolei rzeczy. Piękno nieustanności i zaskakująca przewidywalność zjawisk.

Przełom Białki

Wszystko to widzę jakby w zwolnionym tempie, bo takie chwile chce się przeżywać jak najdłużej, a potem starannie pielęgnuje się je w pamięci, z czasem aż nazbyt idealizując. Ale choć minęło od tej wyjątkowej nocy na czubku Obłazowej ponad 20 lat, to obraz tego miejsca, nie jest ani wyidealizowany, ani też przesadzony. To naprawdę jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce, które zobaczyć trzeba koniecznie.

Już pierwszy rzut oka na mapę okolicy uświadamia nam niezwykłość tego miejsca. Rzeka przecina tu bowiem w zupełnie niezrozumiały sposób, szeroką na ponad 100 metrów doliną jeden masyw, dzieląc go na kilka mniejszych skałek. W sposób niezrozumiały, bo wystarczy rozejrzeć się po okolicy, by stwierdzić, że spokojnie mogłaby… opłynąć obie skały przylegającą do nich od zachodu równiną Kotliny Nowotarskiej. Dlaczego tego nie zrobiła? Bowiem bieg jej nurtu jest starszy niż obecna rzeźba terenu. W przeszłości płynęła ona na poziomie wierzchołków obu skał, rzeźbiąc dolinę w miękkich skałach otulających Pieniński Pas Skałkowy, którego częścią są Obłazowa i Kramnica. Gdy w wyniku erozji natrafiła na twardy blok wapiennych skał, całą swą energie skierowała na przecięcie go na dwa masywy. Z czasem miękkie skały otoczenia uległy całkowitej erozji i usunięciu, i w ten sposób odsłonięte zostały dwa bliźniacze „filary” przełomu. Można więc Przełom Białki uznać za jeden z lepszych przykładów przełomu epigenetycznego.

Przełom Białki

Geologia obu masywów jest dość skomplikowana, jak zresztą całej struktury pasa skalicowego, a jej odtwarzanie i rekonstruowanie przypomina próbę scalenia puzzli, które po ułożeniu, ktoś pociął zmielił, po czym pozlepiał w kulki i porozrzucał po polu. Niemniej, została ona dość dokładnie poznana. Z ciekawostek wartych wspomnienia, wymienić należy podziemny przepływ wody z odnogi Białki. Potwierdził to eksperyment przeprowadzony w sierpniu 2000 roku: wodę wpływającą do ponoru w tej odnodze zabarwiono fluoresceiną. Barwnik wypłynął pod Kramnicą po 55 min. podobne przepływy, ale znacznie mniejsze odkryto także pod Okrągłą Skałką, przylegającą bezpośrednio do Obłazowej.

Właśnie w tej ostatniej skale znajduje się Jaskinia Obłazowa, jedna z największych osobliwości całego przełomu. Prowadzono tu z przerwami od 1985 roku skrupulatne badania archeologiczne, pod kierunkiem prof. Pawła Valde-Nowaka. W ich trakcie praktycznie całe namulisko (osady zalegające na dnie jaskini) zostało przesiane przez sita! Gigantyczna praca, ale też i jej wyniki okazały się fenomenalne. Profesor nazwał to miejsce obrazowo „kieszenią historii”, czyli miejscem w których zachowały się szczątki zwierząt, ślady człowieka i dokumentacja różnych zdarzeń geologicznych i paleoklimatycznych. Środowisko zmienia się i zapis tych zmian na przestrzeni wielu tysięcy lat można później odczytywać powolutku krok po kroku właśnie w jaskiniach. Musi to być jednak stanowisko wielowarstwowe z osadami. Jaskinia Obłazowa jest jedynym archeologicznym stanowiskiem jaskiniowym w polskich Karpatach, które ma zachowany układ warstw i jednym z niewielu, które ma namulisko. Dawniej uważano, że takich jaskiń praktycznie nie ma. Tu znaleziono najstarsze ślady człowieka w Karpatach. To tutaj zostały znalezione jedne z najstarszych kości ludzkich w Polsce. Przez wiele lat za najstarsze uważano te z jaskini Maszyckiej na Wyżynie Krakowsko- Częstochowskiej – datowano je na 15-14 tys. lat temu i wiązano z kulturą magdaleńską. Kości ludzkie znalezione w Obłazowej są o jakieś 15 tys. lat starsze. (Niedawno odkryto jeszcze starsze szczątki w Jaskini Stajnia w Mirowie – liczą one ok. 50 tys. lat.)

Ale szybko okazało się, że w jaskini znajdują się rzeczy jeszcze bardziej wyjątkowe. Oto jak opisywał niezwykłe odkrycie sam prof. Valde-Nowak: „Znajdujemy tu przedmioty absolutnie wyjątkowe dla człowieka paleolitu górnego. Jest wśród nich drzazga ciosu mamuta, którą człowiek bardzo starannie obrobił, tzn. nadał jej płasko-wypukły kształt w przekroju przypominający skrzydło samolotu. Przedmiot ten ma około 70 cm długości, średnicę trochę ponad 5 cm, grubość do 1,5 cm. Trochę zdeformowany, odrobinę połamany, ale generalnie można powiedzieć, że jest kompletny. Na zewnętrznej jego stronie dostrzegamy różne rysy, które zwierzę mogło zrobić za życia. Natomiast wszystkie inne ślady musiał zrobić człowiek. Powierzchnia została przez człowieka wypolerowana, wyszlifowana. Kiedy się tak przyglądaliśmy temu znalezisku, ktoś powiedział, że znaleziony przedmiot przypomina bumerangi australijskie. I rzeczywiście, ta pierwsza interpretacja zaczęła się sprawdzać, wywołując różne kontrowersje, gdyż oczywiście nie wszyscy się z nią zgadzali. Według mnie dziś nie jest aż tak istotne rozstrzyganie, czy jest to bumerang czy nie. Przedmiot na pewno spełnia wszystkie parametry bumerangu typu Queensland, tego z rodzaju tych dużych nie załamanych, ale łukowych półksiężyców o płasko – wypukłym przekroju poprzecznym. Takie bumerangi nie powracają do wyrzucającego.”

Praczłowiek wykonał go z ciosu mamuta – materiału bardzo cennego, rzadko stosowanego na co dzień. Oczywiście archeolodzy odnajdywali wcześniej przedmioty robione z ciosów mamuta. Nigdy jednak nie znaleziono bumerangu. Do czasu odkrycia w Obłazowej bumerangi były znane z różnych stanowisk na terenie Europy, np. trzy bumerangi drewniane datowane na 7 tys. lat p.n.e. z torfowisk duńskich. Były to najstarsze bumerangi, które znała archeologia. A tutaj oto znaleziono bumerang i to wykonany z ciosu mamuta – jak na razie najstarszy znaleziony bumerang na świecie! Podczas wydobycia przedmiot był uszkodzony, jednak w trakcie wykopalisk udało się odnaleźć brakującą końcówkę. Przy użyciu kopii wykonanej z tworzywa sztucznego przeprowadzono testy, podczas których badano m.in. zasięg broni. W najdłuższym rzucie osiągnięto odległość 66 m. Dokładną relację badań i znalezisk w Jaskini Obłazowej można przeczytać na stronach Kwartalnika Turystycznego „W Górach” (link tutaj>>).

Przełom Białki

Wróćmy na powierzchnię i do czasów nam współczesnych. Jest jeszcze jeden walor Przełomu Białki, mający wielkie znaczenie dla nauki, a jednocześnie dodający wielkiego uroku temu pięknemu miejscu. To roślinność. To właśnie głównie dzięki niej i niesamowitemu krajobrazowi już w 1931 roku powstał tu pierwszy rezerwat, powiększony do obecnych rozmiarów w 1959 roku. Naliczono tutaj, na stosunkowo niewielkim terenie, 105 gatunków roślin, w tym wiele wapieniolubnych i liczne gatunki górskie, w tym aż 10 gatunków alpejskich, które „przypłynęły” tutaj z Tatr z wodami Białki. Według Krystyny Grodzińskiej, autorki opracowania flory Spiszu, miało to miejsce głównie w okresie polodowcowym, o czym świadczy fakt, że kolonia tych roślin występuje również na nieodległej Cisowej Skale, wyrastającej z płaskiego dna kotliny niczym samotna wyspa – wody Białki płynęły wówczas u jej podnóży.

Swoją malowniczością przełom przyciągał także filmowców, a miejscowe skały są wyzwaniem i polem treningowym zarazem, dla wspinaczy. Na terenie rezerwatu kręcono niektóre sceny do filmów „Janosik”, „Trzecia granica” oraz „Karol. Człowiek, który został papieżem”. To właśnie tu kręcono jedną z najbardziej znanych scen z serialu o słynnym zbójniku, kiedy to Maryna kąpała się w rzece… Kramnica, Obłazowa i Okrągła są bardzo atrakcyjne dla wspinaczy skałkowych. Jest tu około 30 dróg wspinaczkowych o różnym stopniu trudności: od 30 m wysokości w ścianie Kramnicy (ringi, spity, stanowiska z dwóch punktów połączonych łańcuchami ze stalowym karabinkiem zakręcanym) po krótsze i słabiej ubezpieczone w Obrazowej. Więcej o wspinaczce w tym rejonie można przeczytać tutaj>>.

Przełom Białki

Żeby nie było tak sielankowo trzeba jeszcze na koniec wspomnieć o zagrożeniu, które wisi nad terenem rezerwatu, a także nad całą Białką. Mieszkańcy okolicznych wsi chcą ją uregulować, by przy większych opadach nie zalewała im domów i pól. Mimo, że specjaliści ostrzegają, że regulacja tego typu rzeki jest nieopłacalna – jej koszty przewyższają korzyści z niej płynące i sięgać by mogły 20 mln złotych. Na dodatek taka regulacja nie daje żadnych gwarancji ochrony przed powodzią – hydrolodzy od dawna zauważają, że uregulowane rzeki wylewają jako jedne z pierwszych… Przy okazji zniszczono by unikatowy krajobraz ostatniej dzikiej, roztopowej rzeki w polskich górach.

Mieszkańcy chcą, by ich chronić przez ingerowanie w rzekę, a przyrodnicy wskazują, że chronić się należy przez zabezpieczanie przy infrastrukturze, a nie walkę z żywiołem w samym jego centrum, co jak pokazuje historia tylko ciągle trzeba powtarzać, przy okazji niszcząc przyrodę. Ale nie jest tajemnicą, że ochrona przeciwpowodziowa i postulaty regulacji rzeki to tylko pretekst. Otóż granitowe otoczaki oraz żwir, zalegające koryto rzeki, są cenionym materiałem budowlanym chętnie wykorzystywanym przez miejscowych górali. Miejscowe gminy postulują o zezwolenie na pobór kamieni z obszaru chronionego, kiedy na miejscu są wyznaczone legalne żwirownie, gdzie można te kamienie kupić? Tłumaczenie, że zabranie tych kamieni pomoże w ochronie przed powodzią jest mało wiarygodne. Całą złożoną sytuację dotyczącą zagrożenia ekosystemu Białki można zgłębić na stronach akcji społecznej „Warkocze Białki”, która za cel postawiła sobie zachowanie tego pięknego miejsca w niezmienionym stanie (link tutaj>>).

Póki co, Białka płynie pomiędzy dwoma wysokimi skałami, tak jak przed laty. Może więc tym bardziej trzeba odwiedzić to miejsce, zanim jego piękno będzie można podziwiać tylko na starych fotografiach…

Przełom Białki