rysyRysy są od wielu lat jednym z najchętniej odwiedzanych szczytów w Tatrach. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka. Dla polskich turystów to przede wszystkim najwyższy szczyt naszego kraju, a co za tym idzie – być tu to punkt honoru. Jednocześnie Rysy są najwyższym szczytem tatrzańskim dostępnym znakowanym szlakiem (czyli bez konieczności wynajęcia przewodnika). Po trzecie zaś – dla mnie najważniejsze – wierzchołek słynie z panoramy, od zarania turystycznej eksploracji Tatr uznawanej za najpiękniejszą w całym paśmie. Z drugiej strony – Rysy to góra niełatwa, której liczba ofiar idzie w dziesiątki, często bagatelizowana i niedoceniana. Szczyt można zdobyć od północy, od strony Morskiego Oka, a także od słowackiej strony. O wadach i zaletach, a przede wszystkim atrakcjach obu dróg będzie właśnie ten tekst. Zapraszam do lektury!

Kolejny odcinek cyklu „Poczet Gór Polskich” zaprowadzi nas na najwyższy szczyt Polski. Przy czym zupełnie wyjątkowo (bo to w końcu poczet gór POLSKICH :-) ) sprawdzimy, który ze szlaków prowadzących na szczyt jest prostszy i czy słusznie panorama ze szczytu uchodzi za najpiękniejszy widok w całych Tatrach.  Życząc przyjemnej (mam nadzieję) lektury, już dziś zapraszam do śledzenia kolejnych odcinków cyklu na Facebooku.

„Ktoby chciał Tatry odtworzyć w rzeźbie, nie miałby korzystniejszego miejsca do podjęcia swej pracy, jak właśnie z Rysów. Znać, jak się grzbiet główny rozgałęzia, jakie są kształty gór najwyższych, jak się doliny rozchodzą od rdzenia Tatr w różne strony. Rysownik jednak, lub malarz nie małe-by miał zadanie, gdyby chciał ująć labirynt turni, czubków, otchłani w jeden obraz.” Tak opisywał widok ze szczytu Walery Eliasz Radzikowski w 1880 roku, w pięknym literacko opisie wycieczki na Rysy, jaką odbył w towarzystwie Tytusa Chałubińskiego. Od tamtego czasu nic się nie zmieniło – Rysy niezmiennie zachwycają każdego, kto pokusi się wspiąć na ich wierzchołek.

Rysy, najwyższy szczyt Polski, pod względem wysokości na liście tatrzańskich kolosów zajmują miejsce dość odległe. W zależności od przyjętych kryteriów, szczyt plasuje się na 28 miejscu, jeżeli weźmiemy pod uwagę wszystkie szczyty tatrzańskie), na 15 miejscu biorąc zestawienie bardziej samodzielnych szczytów (wg Nyki), a w najlepszym wypadku na miejscu 10, według listy ułożonej przez W.H.Paryskiego w „Wielkiej Encyklopedii Tatrzańskiej”. W sumie – nie jest to najważniejsza cecha tego szczytu, można więc chyba zgodzić się z ogólnym stwierdzeniem, że Rysy do najwyższych szczytów tatrzańskich jednak należą :-) .

Rysy

Cały masyw ma trzy wierzchołki – na granicy polsko-słowackiej wnosi się wierzchołek północno-zachodni, osiągający 2499 m n.p.m. Kilkadziesiąt metrów dalej, już po stronie słowackiej wznosi się najwyższy wierzchołek środkowy, sięgający 2503 m n.p.m. Najbliżej przełęczy Waga piętrzy się trzeci, najniższy z trójki wierzchołek południowo-wschodni, o wysokości 2473 m n.p.m. W czasach, kiedy granicę na szczycie można swobodnie przekraczać, coraz mniej turystów posiada świadomość ukształtowania partii szczytowych Rysów, ze zdziwieniem odczytując wysokość najwyższego szczytu. Ze zdziwieniem, bo przecież każde dziecko w Polsce wie, że Rysy mają 2499 metrów wysokości i już. A tu tymczasem taka niespodzianka…

Szczyt leży w głównym grzbiecie Tatr, ma jednak przy tym wyjątkowo korzystne położenie – biegnący od strony Mięguszowieckich Szczytów grzbiet zakręca pod kątem prostym na południe, ku przełęczy Waga, jedyny boczny grzbiet z kolei, w którym leżą Niżne Rysy i Grań Żabiego (biegnie nim granica) odchodzi ku północy. Sytuacja topograficzna szczytu wygląda więc w ogólnym zarysie w ten sposób – w kierunku północnym, zachodnim i południowym widok jest rozległy, bo nie ma tu żadnych wyższych szczytów (Rysy są najbardziej na wschód wysuniętym tatrzańskim „dwuipółtysięcznikiem”), na wschód i południowy-wschód natomiast, ku najwyższym szczytom Tatr panorama otwarta jest dzięki załamaniu głównego grzbietu. To właśnie dlatego widok stąd nie ma sobie równych w całych Tatrach.

Rysy

„Co za rozmaitość. Pod stopami w straszliwej przepaści Morskie Oko, a dalej nieco „Rybie” jakby jakieś zaklęte zwierciadła wśród labiryntu granitowych kolosów. Zdaje Ci się, zawisłeś w powietrzu nad tym czarownym obszarem” – tak o pobycie na szczycie pisał sam Chałubiński w swoich kultowych „Sześciu dniach w Tatrach”. (Chałubiński stosował trochę inne nazwy niż my obecnie – Morskie Oko dla niego to nasz Czarny Staw, a „Rybie” to właśnie nasze Morskie Oko”). Co do tego, że widok stąd najpiękniejszy jest w całych Tatrach, zgodni są autorzy kolejnych generacji przewodników – Radzikowski, Chmielowski, Świerz, Zwoliński, Nyka – ludzie, którzy Tatry poznali na wylot i słów na wiatr nie rzucają.

Jak podaje inny znawca Tatr, Witold Henryk Paryski – z wierzchołka widać wszystkie ważniejsze szczyty Tatr, niektórzy autorzy podają, że jest ich ponad osiemdziesiąt – osobiście, za każdym razem, kiedy trafię na dobrą pogodę, wydaje mi się, że jest ich zdecydowanie więcej… Oprócz tego widać co najmniej dwanaście stawów, z czego kilka należących do największych w Tatrach. Największą uwagę oprócz Morskiego Oka i Czarnego Stawu pod nogami, przyciągają szczyty dość bliskie – kształtny stożek Wysokiej, niezwykle efektownie prezentujący się stąd Ganek z osobliwym, zawieszonym w powietrzu tarasem Galerii Gankowej, a po przeciwnej stronie – pionowe zerwy Mięguszowieckich, nie podobnych stąd zupełnie do szczytów, które znamy z widoku od strony Morskiego Oka.

Rysy

Zdjęcia, nawet najlepsze nie oddadzą nigdy nawet piątej części tego wrażenia, jakiego doznaje turysta stojący na szczycie Rysów. Brakuje im przestrzeni i głębi planów. Brakuje tej nieodzownej dawki adrenaliny, jaka uderza do głowy, kiedy nieco wychylimy się ponad krawędź przepaści. Brakuje zmęczenia i tej satysfakcji z zasadności poniesionego wysiłku. Brakuje zarówno ciszy skalnych ścian jak i szumu wiatru. Nie ma rady – trzeba po prostu na Rysy wyjść :-) .

Obecnie na szczyt prowadzą czerwono znakowane ścieżki – od strony Morskiego Oka po polskiej stronie, a od strony Doliny Mięguszowieckiej i Popradzkiego Stawu po słowackiej stronie granicy. Jeszcze w latach 50. w monumentalnym przewodniku taternickim „Tatry Wysokie” (tom 7) przeczytać możemy że: „Już od kilkudziesięciu lat Rysy są jednym z najczęściej zwiedzanych szczytów Tatr, zwłaszcza wygodną ścieżką przez Wagę. Ścieżka od Morskiego Oka jest znacznie trudniejsza i nigdy nie była tak tłumnie uczęszczana jak poprzednia, ale i ona nadaje się dla zwykłych, nieco sprawniejszych turystów”. Obecnie sytuacja zmieniła się o tyle, że właśnie od północy wchodzi na szczyt zdecydowanie więcej turystów, niż od południa.

Niestety – wcale nie świadczy to o tym, że tak bardzo podniosły się umiejętności poruszania się po wysokich górach wśród (w większości polskich) zdobywców Rysów. Wiele osób po prostu nie wie, że na Rysy można też wejść od południa, nie tylko kosztem dużo mniejszego wysiłku, ale także przy wcale nie mniejszej gamie doznań i wrażeń na szlaku. Opiszmy więc pokrótce obie drogi na najwyższy szczyt Polski.

Rysy

Historycznie ważniejsza (bo zdecydowanie prostsza) jest droga na szczyt wiodąca od południa, od Doliny Mięguszowieckiej na przełącz Waga, a stąd na szczyt. To właśnie tędy weszli na szczyt pierwsi znani zdobywcy – Eduard Blásy w towarzystwie koziarza Jana Rumana starszego ze Stwoły, dziadka słynnego później przewodnika. Stało się to najprawdopodobniej 20 lipca 1840 roku – niemalże równe 175 lat temu – prawie „niechcący”. Będąc zapalonym myśliwym, polował właśnie na kozice w okolicy Wagi, zapragnął nagle ujrzeć Morskie Oko z góry. Tak się to wszystko zaczęło. Gwoli ścisłości – „Wielka Encyklopedia Tatrzańska (a za nią także np. Wikipedia) podają datę 30 lipca jako jedyną prawidłową, jednakże mam pewne podejrzenia, że jest to jednak pomyłka drukarska. Przemawia za tym fakt, że Paryski w innych opracowaniach zawsze podaje datę 20 lipca, robią też tak inni autorzy, a na dodatek 20 lipca 1891 roku (a więc w rocznicę wejścia) na szczycie Rysów umieszczono tablicę ku pamięci Ede Blásego, rozbitą wkrótce uderzeniem ciupagi…

Punktem startu jest najczęściej słowackie Szczyrbskie Jezioro (1346 m n.p.m.), z którego czerwonymi znakami Magistrali Tatrzańskiej dojdziemy do Popradzkiego Stawu (1494 m n.p.m.), skąd rozpoczyna się właściwe podejście. Można tutaj też dotrzeć niebieskim szlakiem biegnącym asfaltową drogą dojazdową do schroniska położonego na brzegu stawu, zaczynającym się przy przystanku „elektriczki” Popradské pleso (ok. 1250 m n.p.m.) – jest to trasa krótsza, ale zdecydowanie mniej ciekawa i stromsza.

Od stawu zaczyna się właściwe podejście niebieskim szlakiem, najpierw przez dorodny świerkowy bór, kończący się jakieś 15 minut dalej pięknymi limbami. Przez kosówkę, wzdłuż potoku, z pięknymi widokami na Grań Baszt po lewej i rosnący w oczach stożek Wołowca Mięguszowieckiego przed nami, dochodzimy do rozstaju szlaków – skręcamy w prawo, za czerwonymi znakami, które coraz stromiej, zakosami pną się na próg Żabiej Doliny Mięguszowieckiej. Przed serią ciasnych zakosów odchodzi w lewo stara ścieżka, dziś już nieużywana, która po głazach doprowadza do ogromnej wanty, kryjącej pod sporym okapem Żabią Kolebę. O nocnym pejzażu okolicy pisał w „Taterniku” Jerzy Żuławski: „Wkoło nas skalne pustkowie, same tylko morze szarych głazów, z których wynurzają się potężne czarne sylwety gór. Ciszy nie budzi nawet stapiający się z nią szum potoku, czasem tylko wicher zajęczy w turniach żałośnie”.

Rysy

Na głazie widać miejsce po umieszczonej tu w 1909 roku tablicy upamiętniającej węgierskiego wspinacza Jenö Wachtera, który zginął podczas zjazdu na linie bez asekuracji z grani Żabiego Konia. Jego śmierć w owym czasie wywołała ostrą dyskusję w kręgu taterników, dotyczącą sposobów uprawiania wspinaczki. Samą tablicę przeniesiono na cmentarz symboliczny pod Osterwą. Rzucając okiem do tyłu na Grań Baszt z wyróżniającym się Szatanem, pokonujemy skalny rygiel, za którym ukazują się Żabie Stawy Mięguszowieckie – Wielki (bliżej ścieżki) i Mały. Na skalnej wysepce dopatrzeć się można sylwetki podobnej do żaby, skąd ponoć miała powstać nazwa jeziorek i całej dolinki.

Szlak wspina się cały czas wśród głazów i rumowisk, po czym zawraca i w niewielkiej ekspozycji, z pomocą kilku łańcuchów wdrapuje się na próg Kotlinki pod Wagą. W niej po przekroczeniu „tybetańskiej” bramy, dochodzimy do najwyżej położonego w Tatrach schroniska – Chaty pod Rysami, leżącej na wysokości 2250 m n.p.m. Schronisko wyróżnia się nie tylko położeniem, ale również prawdziwie wysokogórską atmosferą, o jaką w Tatrach coraz trudniej. Ponieważ nie prowadzi tu żadna droga jezdna ani wyciąg, jest ono zaopatrywane jedynie przez „nosiczów” lub turystów, którzy za wniesienie ładunku o wadze 5–10 kg zawsze mogą liczyć na darmową herbatę oraz przyjazne spojrzenie Viktora Beránka, który od wielu lat jest tu „chatarem”.

Rysy

Więcej o samym schronisku może kiedy indziej – jest to bowiem opowieść zbyt rozległa (a raczej cały cykl opowieści ;-) ). Od schroniska wędrujemy na przełęcz Wagę (2337 m n.p.m.), gdzie z prawej dołącza do nas nikła ścieżyna z Doliny Białej Wody (dostępna tylko z przewodnikiem) – tradycyjna trasa wejścia na Rysy od galicyjskiej strony w XIX wieku. Stąd już tylko pół godziny marszu przez zasłane głazami zbocze Rysów, przeciąwszy jeszcze po drodze nietrudne żeberko, osiągamy graniczny (północno-zachodni) wierzchołek.

W sumie od Popradzkiego Stawu pokonaliśmy tysiąc metrów różnicy wysokości (od Szczyrbskiego Jeziora – ok. 1150 metrów), czas podejścia wynosi około 2 godz. 45 min. Ruch na szlaku w pogodne dni dość spory, jednak w porównaniu z wejściem od strony Morskiego Oka – zdecydowanie mniejszy. Na całym szlaku tylko dwa miejsca o umiarkowanych trudnościach – reszta trasy to marsz we wspaniałej górskiej scenerii, dość męczący, ale jednak w zasięgu większości turystów.

Podejście od strony polskiej wygląda zupełnie inaczej. Miejscem startu jest schronisko nad Morskim Okiem (1406 m n.p.m.). Najkrótsze dojście do niego prowadzi od parkingu na Palenicy Białczańskiej – prawie 9 km „tuptania” asfaltową drogą (ponad 400 metrów podejścia), w pogodne, wakacyjne dni, często wśród istnego tłumu turystów. Jednak chcąc wejść i zejść ze szczytu w jeden dzień, trzeba być na Palenicy naprawdę wcześnie – ma to tę zaletę, że długie odcinki dość monotonnej miejscami drogi można pokonać w ciszy i spokoju.

Rysy

O samym Morskim Oku i leżącym nad nim Czarnym Stawie – też może kiedy indziej. Józef Nyka napisał w 1956 roku o tym zakątku Tatr znakomitą, dwustustronicową monografię („Dolina Rybiego Potoku”), a od tego czasu wiedza w końcu poszła do przodu :-) . Na jakiś fajny wpis o samych stawach na pewno materiału starczy…

Sprzed schroniska schodzimy najpierw w dół na brzeg Morskiego Oka, po czy obchodzimy go od wschodu. Z tego miejsca Rysy widać, aczkolwiek prezentują się one dość mizernie – główne skrzypce grają w panoramie „Mięgusze”, Niżne Rysy i grań Żabiego. Od południowego kraju jeziora podchodzimy dość stromo, wśród bujnej kosówki, a potem już tylko ziołorośli na próg Czarnego Stawu – jednego z najpiękniejszych jezior tatrzańskich. Obchodzimy go od północy i wschodu – po przeciwnej stronie, niemalże wprost do wody opada monumentalna ściana Kazalnicy, prawdziwe wyzwanie dla taterników.

Dopiero od południowego skraju Czarnego Stawu (wysokość ok. 1585 m n.p.m.) rozpoczyna się właściwe podejście na Rysy. Trudno mi go określić inaczej jak „mozolne” – na dystansie półtora kilometra trzeba pokonać ponad 900 metrów różnicy wysokości. To swoisty rekord tatrzański. Najpierw pnąc się wzdłuż potężnego Długiego piargu, pokonujemy coraz to uboższe w roślinność rumowiska skalne, wkrótce osiągając dno Kotła pod Rysami. Jego dno opada pod kątem prawie 4o stopni, stąd określenie „kocioł” nie do końca dobrze oddaje rzeźbę terenu. Sceneria skalna tego miejsca jest ponura, ale zaiste – prawdziwie imponująca. Nigdzie indziej po polskiej stronie Tatr, góry nie wyglądają tak monumentalnie, groźnie, ale i fascynująco zarazem.

Rysy

Wkrótce szlak wchodzi na grzędę skalną, wzdłuż której ciągnie się niemalże prostolinijnie głęboki żleb. Jest to owa „rysa”, tak charakterystyczna w sylwetce szczytu oglądanego od zachodu. Nazwa nie pochodzi jednak, jak uważają niektórzy, od owego ukośnego żlebu, ale od pożłobionych zboczy całego kompleksu Niżnich Rysów, Żabiego Szczytu Wyżniego i Żabiego Mnicha. Utworzyli ją polscy górale i była ona w użyciu co najmniej od początków XIX wieku. W żlebie tym bardzo często zalega długi płat śniegu, który kusi (przede wszystkim przy zejściu) wszystkich znużonych monotonnym schodzeniem zakosami w dół. Często zamienia się on jednak w śmiertelną pułapkę, nie należy więc pod żadnym pozorem schodzić ze ścieżki na niegroźnie wyglądający płat śniegu, a już na pewno nie należy tego czynić nie dysponując rakami i czekanem.

Od początku istnienia ścieżki na Rysy w takim przebiegu (pierwsze klamry umieszczono tu w 1886 roku, a łańcuchy – w 1904 roku) – zginęło na nim ponad 50 osób, a najczęstszą przyczyną były obrażenia spowodowane poślizgnięciem się w słynnej „rysie”. To tutaj właśnie w styczniu 2003 roku zeszła lawina, w której zginęło 8 osób z 13-osobowej grupy uczniów, co było jak do tej pory największą tragedią w polskich Tatrach.

Rysy

Z drugiej strony – podejście na szczyt, przy pewnej, stabilnej pogodzie, jest męczące i miejscami trudne, ale jednak nie aż tak niebezpieczne, jak się to czasami opisuje. Po prostu przy zachowaniu rozwagi i uwagi, można nim w bardzo efektowny sposób wejść na Rysy. Zwłaszcza ostanie metry wzdłuż „rysy”, kiedy „ostrzeją” Mięguszowieckie Szczyty, a Żabi Koń zamienia się w skalną iglicę, są naprawdę imponujące. Na sam koniec jeszcze czeka nas powietrzny spacer eksponowaną granią, po czym po skale, w łatwej wspinaczce osiągamy wierzchołek Rysów.

W sumie podejście od Morskiego Oka zajmuje co najmniej 3 godz. 30 minut, przy znaczniejszym ruchu, kiedy na łańcuchach i bardziej eksponowanych miejscach tworzą się zatory, trzeba liczyć około 4 godzin na wejście i 3 godziny na zejście – tyle potrzeba na pokonanie 1100 metrów różnicy wysokości. Natomiast biorąc pod uwagę jednodniową wycieczkę z Palenicy, trzeba pokonać 1500 metrów podejścia (cała trasa – tam i z powrotem – to około 11 godzin marszu; naprawdę dużo).

Rysy

Nie będę „opowiadał się” za którąś z opisanych dróg wejściowych – lubię obie, może dlatego, że są tak odmienne. Bardzo ciekawą propozycją jest „trawersowanie” wierzchołka – wejście od polskiej strony i zejście na Słowację. Generalnie – na pierwsze wejście na Rysy polecam szlak od południa (słowacki), polską drogę polecając zdecydowanie bardziej zaawansowanym turystom.