NassfeldKaryntia, najbardziej południowa część Austrii, pełna słońca i malowniczych gór, z roku na rok zdobywa sobie coraz większe uznanie wśród polskich narciarzy. Łączy typowo austriacki perfekcjonizm w podejściu do obsługi klienta i przygotowania stoków, z klimatem południowych Alp, słońcem i kulturową mieszanką pogranicza austriacko-włosko-słoweńskiego. Największym ośrodkiem w tej części Austrii jest Nassfeld-Hermagor, zaliczane do czołowej dziesiątki stacji narciarskich tego kraju. Ośrodek leży na stokach czterech gór, a łączna długość tras przekracza 110 km. Na tle wielkich stacji Tyrolu (nie mówiąc już o Francji), nie jest to może wielkość zbytnio imponująca, ale pod względem zróżnicowania, przygotowania tras i niesamowitej malowniczości, jest to bez wątpienia ścisła czołówka stacji austriackich. Niewiele jest miejsc, gdzie wysokie, skaliste szczyty można podziwiać praktycznie „na wyciągnięcie ręki”. Zapraszam do krótkiej narciarskiej wyprawy po tym malowniczym miejscu, okraszonej jak zwykle dużą ilością zdjęć.

Kiedy u nas zima się powoli kończy, na początku marca rozpoczyna się najlepszy czas na jazdę na nartach w Alpach. Nassfeld w Karyntii jest jednym z takich miejsc, które najlepiej odwiedzić właśnie wtedy. Życząc przyjemnej (mam nadzieję) lektury, już dziś zapraszam do śledzenia kolejnych wpisów na Facebooku.

Nassfeld leży w południowej części Karyntii, w dolinie rzeki Gail, w cieniu potężnych szczytów Alp Karnickich. Ta część Alp ma charakter długich równoległych pasm, oddzielonych od siebie głębokimi, prawie że prostolinijnymi dolinami, dzięki czemu z okolicznych szczytów rozpościerają się bardzo przestrzenne widoki. Na północy, całkiem niedaleko wznoszą się Wysokie Taury, a najwyższy szczyt Austrii – Grossglockner – leży zaledwie 70 km stąd. Porównywalna odległość dzieli rejon Nassfeld od Dolomitów, które przy dobrej pogodzie pięknie rysują się na zachodzie (do Marmolady jest stąd 100 km). Na południu, zaledwie 35 km Alpy się kończą, opadając stromo ku nadmorskiej nizinie – do Grado nad Adriatykiem jest stąd 90 km. Na wschodzie z kolei krajobraz zdominowany jest przez wspaniałe w swych wysokogórskich sylwetkach szczyty Alp Julijskich. Zaiste – miejsce pod względem krajobrazowym jest wspaniałe!

Sama arena narciarska jest położona ok. 10 km dalej na południowy zachód od małego miasteczka Hermagor-Pressegger See, dlatego czasami używa się formy Nassfeld-Hermagor. Centrum stacji tworzy niewielka osada z hotelami i pensjonatami – Sonnenalpe Nassfeld, położona na wysokości ponad 1500 m n.p.m. Prowadzi do niej wąska i kręta szosa, kilkunastoma serpentynami wspinająca się w rejony pogranicza lasów i górskich hal. Jednak dojazd do ośrodka nie jest uciążliwy – najczęściej bowiem w ogóle nie trzeba wjeżdżać samochodem tak wysoko. Na trasy można się dostać bezpośrednio z poziomu doliny Gail.

Nassfeld

Jest to możliwe za sprawę kolei gondolowej Millenium Express, składającej się z trzech odcinków. Dwa dolne odcinki zbudowano w 1999 roku, a w kolejnym sezonie oddano do użytku trzecią część kolei. Dolna stacja kolei znajduje się w Tröpolach, na wysokości około 615 m n.p.m. Narciarze mają tutaj do dyspozycji ogromny parking, z którego do gondoli podwozi urocza „ciuchcia”. W pobliżu dolnej stacji gondoli znajdują się też liczne pensjonaty i kilka hoteli, na czele z luksusowym Cube Nassfeld, o modernistycznej bryle i nie mniej luksusowym Falkensteiner Hotel&Spa Carinzia.

Kiedy dociera się do Tröpolach z samego rana, samochodów na parkingu jest już zazwyczaj całkiem sporo. Mimo to już po kilkunastu minutach od opuszczenia samochodu jedziemy wagonikiem do góry. Po raz kolejny odczuliśmy to, co tak bardzo fascynuje w Alpach – tłok na dole jest bardzo sprawnie rozładowywany, a na trasach u góry staje się w ogóle niedostrzegalny. Millenium Express wiezie nas około 18 minut do góry – mijamy dwie stacje pośrednie, gdzie można ewentualnie wcześniej wysiąść wprost na trasę (częściej korzystają z nich narciarze jadący dosiadający się tu niż Ci, który jadą z samego dołu). Dość długi czas w gondoli jak zwykle spędzam na obserwowaniu okolicy i zaznajomieniu się z topografią ośrodka. Pod koniec nieco już przytyka uszy – w końcu pokonuje się w kilkanaście minut ponad 1300 metrów różnicy poziomów! Warto tu jeszcze dodać, że Millenium Express to najdłuższa gondola w Alpach – ma ponad 6 km długości.

Nassfeld

Górna stacja kolei – Kofelplatz-Madritsche, leży na wysokości 1919 m n.p.m. Jest to centralny punkt całej stacji, z którego otwiera się kapitalny widok na okoliczne szczyty. Na wschód od nas wznosi się okazały Gartnerkofel, ze tokami pociętymi licznymi trasami, po drugiej stronie natomiast charakterystyczny Trogkofel, o kształcie płetwy rekina z kilkusetmetrową zerwą pionowej ściany – najłatwiejszy do zapamiętania szczyt w okolicy, dzięki któremu można rozpoznać Nassfeld z daleka. Przy dobrej pogodzie widać stąd praktycznie całą Karyntię, z poszarpanym grzebieniem Wysokich Taurów, który wieńczy najwyższy szczyt Austrii – Grossglockner. Na południu z kolei widać morze szczytów włoskiej części Alp Karnickich i niezmiernie malowniczy masyw Alp Julijskich.

W tym miejscu trzeba zdecydować się, w którą część ośrodka ruszamy na początek. Wybieram zjazd w stronę hoteli na Sonnenalpe Nassfeld, czyli na wschód. Szeroka trasa sprowadza dość łagodnie w dół, słońce świeci w twarz, a stok pod nartami idealnie przygotowany. Trasa którą jedziemy, nr 23, posiada wariant czerwony i niebieski – jest jedną z nielicznych w całej stacji długich tras łatwych nadających się do jazdy szerokim skrętem. W ogóle – Nassfeld jest ośrodkiem, w którym przeważają trasy czerwone, jest też kilka wymagających tras czarnych. Oczywiście – jak w każdej szanującej się stacji alpejskiej – są tu też niebieskie trasy i specjalnie przygotowane stoki dla początkujących i najmłodszych narciarzy. Początkujący narciarze mogą się też przemieszczać po poszczególnych częściach ośrodka, ale niebieskie trasy, których na mapach narciarskich jest całkiem sporo, mają zazwyczaj charakter wąskich, łagodnych trawersów.

Nassfeld

Jeśli jesteśmy już przy miejscach dobrych dla najmłodszych narciarzy, to warto wymienić stoki, które nadają się dla początkujących. Największy teren tego typu znajduje się w pobliżu pośredniej stacji Tressdorferalm, gdzie na rozległej polanie znajduje się kompleks kilku orczyków, wzdłuż których wytyczono łatwe, szerokie trasy. Drugi prosty teren to stoki szczytu Gartnerkofel, w rejonie wyciągu Watschigeralm – przy czym dojazd i zjazd w dół odbywa się fragmentami tras czerwonych, na szczęście nie bardzo stromymi i wystarczająco szerokimi. Trzeci teren z ćwiczebnymi stokami znajduje się tuż poniżej przełęczy Passhöhe, przy samej granicy włoskiej.

Wróćmy do naszej wycieczki po Nassfeld. Wyjeżdżamy z powrotem na Kofelplatz-Madritsche – do góry wiezie nas 6-osobowa, szybka kanapa Madritschen. Zjeżdżamy innym wariantem, tym razem kombinacją czerwonych tras 24 i 21, charakterystycznymi stopniami opadającą w dół. Postanawiamy przenieść się na sterczący przed nami Gartenkofel, w tym celu kilkadziesiąt metrów ponad dolna stacją wspomnianego krzesła zjeżdżamy w lewo i stromymi, wąskimi zakosami, przez podwórka hoteli i przecinając szosę, zjeżdżamy na wielką łąkę Trögl Skiplatz – przy niej znajduje się niewielki parking (można tu dojechać samochodem z Tröpolach.

Nassfeld

Przesiadamy się na czteroosobowe krzesło Gartnerkofel, które pokonując ponad 500 metrów różnicy wysokości wywozi w pobliżu szczytu o tej samej nazwie. Cały ośrodek wygląda stąd imponująco, a jeszcze piękniej prezentują się Alpy Julijskie, z najwyższymi wierzchołkami Jôf di Montasio po włoskiej stronie i bardziej odległym Triglvem, położonym już w Słowenii. Zjeżdżamy nieco w dół i pakujemy się do kolejnego, bardzo krótkiego krzesła, które wywozi na niewielką platformę skalną pod samym szczytem Gartnerkofel. Tu zaczyna się jedna z najsłynniejszych tras w Nassfeld – 3,5-kilometrowy zjazd FIS-Abfahrt, na którym rozgrywane są zawody Pucharu Świata. Ruszamy w dół – przed południem rasa ta jest zacieniona, twarde podłoże pozwala rozwinąć dobrą prędkość i korzystać z dobrego nastromienia. Mimo, że trasa jest oznakowana jako czerwona, polecamy ją przede wszystkim zaawansowanym narciarzom – daje ona możliwość prawdziwego poczucia mocy i zmęczenia mięśni!

Na dole czujemy już ciepło w udach – wracamy ponowie tym samym krzesłem na górę, by udać się w rejon, który jest nieco odseparowany od reszty ośrodka – z górnej stacji kanapy Gartnerkofel zjeżdżamy piękną, szeroką trasą, na pełnej prędkości, korzystając z niewielkiego ruchu w dół, na wielką śródleśną polanę Garnitzen Alm – mają tu swoje dolne stacje dwa bliźniacze krzesła – Garnitzen I i Garnitzen II, oba 6-osobowe, nowoczesne i szybkie. Przy nich wytyczono cztery czerwone trasy, z których najdłuższa ma około półtora kilometra długości. Ten rejon Nassfeld jest stosunkowo najrzadziej odwiedzany, polecamy go więc wszystkim pragnącym wyszaleć się do woli, nawet w czasie feryjnego weekendu. Dzięki temu, że stoki mają ekspozycję wschodnią i północno-wschodnią, dobre warunki utrzymują się tu praktycznie przez cały dzień – rano, kiedy słońce je oświetla, są jeszcze zazwyczaj dobrze zmrożone po nocy, po południu, gdy gdzie indziej słońce zaczyna już rozmiękczać trasy, tutaj wszystko chowa się w cień i nadal nadaje się do szybkiej, bezpiecznej jazdy, bez dodatkowego wysiłku.

Nassfeld

Wracamy na Garnterkofel, pod szczytem którego stoi miła restauracja. Czas na dobrą kawę na słonecznym tarasie i sesję fotograficzną, po czym puszczamy się w dół – tym razem trasą 3, która kilkoma stromymi stopniami, przeplatanymi z niewielkimi wypłaszczeniami zjeżdża w dół do Trögl Skiplatz (po drodze mijamy specjalnie przygotowany stok z pomiarem czasu). Do góry wywiezie nas tym razem 4-osobowa kanapa Trögl, która ma swoją górną stację kilkadziesiąt metrów poniżej Kofelplatz-Madritsche – na Tressdorfer Höhe. Nasz wybór pada teraz na trasę nr 51, która pięknie wyprofilowanymi zakrętami wśród lasu sprowadza do dolnej stacji kolei Sonnleitn. Dolna część tego stoku, to wspomniane już wcześniej łatwe tereny ćwiczebne dla początkujących i najmłodszych narciarzy. Do góry jedziemy nieco dłużej niż zwykle – wszak Sonnleitn to najdłuższa kanapa w ośrodku, licząca niemalże 2 km długości i pokonująca 500 metrów różnicy wysokości (bez 5 metrów).

Pora udać się w zachodnie partie Nassfeld. Z Tressdorfer Höhe jedziemy więc najpierw łagodnym, niebieskim trawersem, ciesząc się z pięknego widoku na Trogkofel, czyli wspomnianą już „płetwę rekina”. Wkrótce docieramy do trasy 63 Scheibelboden, którą pokonując kilka stromszych odcinków dojeżdżamy do ukrytego wśród gór uroczyska Mössern. Zaczynają się tu dwa równoległe orczyki, które wywożą w górne rejony śnieżnego kuluary Rudnigsattel. Dłuższy z nich (lewy) wywozi wyżej – korzystamy z niego i już wkrótce rozpoczynamy wspaniały zjazd w stronę śródleśnej polany Rastl, gdzie mają dolne stacje dwie gondole – na początek wybieramy tą bardziej z lewej strony, długą na ponad 2 km kolej Trogkofel. Wywozi ona na skalny czub, z kapitalnym widokiem na Nassfeld i cale Alpy Karnickie.

Nassfeld

Warto w tym miejscu odpiąć narty i podejść kilkadziesiąt metrów w górę, by stanąć oko w oko z wapienną turnią Trogkofel, wznoszącą się vis-a-vis nas. Widać stąd także kawał gór po włoskiej stronie, a także większą część Karyntii. W oddali rozpoznajemy nawet biała bałuchę regionu Gerlitzen, wznoszącą się niedaleko Villach. Horyzont na północy zamyka biały grzebień Wysokich, a nieco dalej w prawo także Niskich Taurów. Bez wątpienia jest to jedno z najpiękniejszych miejsc dostępnych na nartach w Austrii!

Nasyceni widokami zaczynamy zjazd. Jesteśmy właśnie w najwyżej położonym miejscu całego ośrodka – na wysokości 2020 m n.p.m. Można stąd zjechać łatwym trawersem do krótszego z orczyków prowadzących na Rudnigsattel. Ale my wybieramy trasę dużo bardziej ambitną – długi czarny zjazd, pokonujący ponad 650 metrów różnicy wysokości. Najpierw czka nas kilka zakosów wyciętych w skałach, mijamy odcinek z pomiarem prędkości i dojeżdżamy do rozjazdu tras. Do tego miejsca było stromo, a naprawdę stromo robi się dopiero teraz – ruszamy w dół czarną trasą, która przez ponad 2 km nie daje ani jednego pretekstu do zatrzymania, bez litości prowokując do coraz ostrzejszej jazdy. Kiedy w końcu docieramy z powrotem do Rastl, czujemy jak pot spływa nam po plecach (mimo wszystkich zaawansowanych technologii bielizny termicznej…). Polecam każdemu, kto lubi się zmęczyć – nikt nie będzie zawiedziony!

Nassfeld

Zaczynamy ostatni etap naszego zwiedzania – wyjeżdżamy do góry drugą gondolą, która wyprowadza na wysokość 1822 m n.p.m., gdzie zaczyna się najsłynniejsza trasa Nassfeld. Jesteśmy tu już pod koniec dnia, działając zgodnie z zasadą, że najlepsze zostawić należy na koniec. Trasa o której mowa – Carnia – liczy ponad 7,5 km długości i ponad 1200 metrów różnicy wysokości. Mimo, że jest tu kilka długich odcinków pozwalających odpocząć, początkowy i końcowy odcinek dają możliwość prawdziwie ostrej jazdy. Zwłaszcza ostatni etap, prowadzący do dolnej stacji Millenium Express, posiadający homologacje FIS do supergiganta, po całym dniu jazdy jest prawdziwym sprawdzianem umiejętności i formy. Jeżeli nie czujemy się na siłach – najlepiej ominąć go, zjeżdżając w dół dolnym odcinkiem gondoli. Zwłaszcza mniej zaawansowanym narciarzom polecamy tę opcję – ostatni odcinek Carnii to naprawdę twardy orzech do zgryzienia.

Kiedy na koniec dnia stajemy wreszcie na dole, mamy w nogach ponad 60 km jazdy, a przecież zostało tu jeszcze niemalże drugie tyle do przejechania! Oczywiście przyjeżdżając na tydzień do Nassfled, nie trzeba każdego dnia robić podobnych „pętli”, chociaż za doświadczeni wiem, że najlepiej pierwszego dnia zrobi rekonesans i poznać najważniejsze zakamarki stacji, by wybrać te kilka stoków, na których w kolejne dni warto spędzić więcej czasu. Na pewno przez cały tydzień nie grozi tutaj nuda. Nie mam też żadnych wątpliwości, że Nassfeld to jedno z najlepszych i najbardziej urokliwych miejsc na narty w całej Austrii.

Nassfeld

Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć o jeden z najoryginalniejszych imprez, jakie się tutaj odbywają – Najdłuższym Gigancie Świata. Rozgrywany jest on zazwyczaj w drugiej połowie stycznia. Mottem organizowanego już od siedmiu lat nad doliną Gailtal giganta brzmi: „Beat the Best”, a udział w niej Bierza co roku ponad 600 narciarzy amatorów, zaproszonych gości oraz dziennikarzy. Trasa giganta mierzy – tak, tak, to nie pomyłka – 25,6 km, a do pokonania jest ponad 6400 m przewyższenia.

Bramki nie są oczywiście ustawione „ciągiem” – miedzy poszczególnymi odcinkami trzeba przemieszczać się wyciągami, co nie zmienia faktu, że przeskakiwanie z krzeseł na bramki jest sporym wyzwaniem. Tak na marginesie – gigant w Nassfeld jest najdłuższym na świecie organizowanym wyścigiem na nartach alpejskich, co potwierdzone zostało oficjalnym wpisem do Księgi Rekordów Guinessa. Ostatnim odcinkiem, jaki trzeba pokonać przed metą wyznaczoną tuż obok dolnej stacji kolei Millennium Express jest ponad 7,5-kilometrowa trasa Carnia (najdłuższy odcinek zawodów) o przewyższeniu 1200 m (z 1800 m zjechać trzeba na 600 m  n.p.m.).

Nassfeld

Patronem i pomysłodawcą imprezy jest były alpejczyk i prezenter telewizyjny Armin Asinger. Trasa giganta wytyczona jest praktycznie na terenie całego ośrodka i wiedzie stokami, które w czasie zawodów będą zamknięte dla „zwykłych“ narciarzy (ale tylko na czas przejazdu, czyli wcale nie tak długo – najszybszy zawodnik przemierza całą trasę, łącznie z czasem spędzonym na wyciągach zazwyczaj pomiędzy 43 a 45 minut!). Najszybszy zawodnik uhonorowany jest nagrodą „Nassfeld Trophy”.

Prócz trofeum dla najszybszego zawodnika, organizatorzy przygotowują jeszcze jedną nagrodę. Nagrodę nie byle jaką – można bowiem zazwyczaj wygrać nowiutkie BMW! Właścicielem zostaje zawodnik, który uzyska dokładnie średni czas wyliczony na podstawie najszybszego i najwolniejszego przejazdu. Jeżeli nikt nie osiągnie takiego wyniku, osoba która uzyska czas najbliższy średniej, może bezpłatnie wypożyczyć BMW X1 na okres pół roku. Ot, taka narciarska zabawa ;-)

nassfeld

Informacje praktyczne

Najwygodniejszy dojazd do Nassfeld prowadzi autostradą z Wiednia przez Graz, Klagenfurt i Villach do przedostatniego w Austrii zjazdu z autostrady „Hermagor”, a stąd krajową drogą nr 111 dotrzemy do Tröpolach. Niektóre nawigacje prowadzą dalej autostradą do włoskiego miasteczka Pontebba, a stamtąd do Nassfeld, ale trzeba pamiętać, że od tej strony drogą jest dużą węższa, bardzo kręta i… trzeba wjechać na samą przełęcz (czyli 1530 m n.p.m.)!

W sezonie głównym (25.12.2016 – 25.03.2017) całodzienny karnet kosztuje 46 EUR, 6-dniowy – 233 EUR, natomiast po 25 marca ceny spadają do – odpowiednio – 43 EUR i 216 EUR.

Karnety dla dzieci przysługują do 15 roku życia, dzieci do 7 lat jeżdżą (pod opieką rodziców z karnetami) za darmo. Ceny karnetów dla dzieci – do 25 marca 23 EUR i 117 EUR, po 25 marca – 22 EUR i 108 EUR

Wszystkie potrzebne informacje, kamery online, pogodę, warunki na trasach i interaktywną mapę terenu można znaleźć na stronie ośrodka – www.nassfeld.at, dostępnej także w polskiej wersji językowej :-)

 

skionline_banner