kiczeraKażdy ma swoje ulubione miejsca na narty. Co ciekawe – najczęściej nie są to wcale te największe czy najnowocześniejsze, ale zazwyczaj te, w których po prostu dobrze się czujemy. Spośród wszystkich stacji, w jakich miałem możliwość jeździć (trochę ich było), wyliczyłbym może z dziesięć, gdzie mógłbym pojechać każdego dnia, choćby zaraz. Ale najbardziej lubię wracać pod Kiczerę, w Beskid Niski. Dlaczego? Do końca nie wiem – może to po prostu sentyment do gór, w których zacząłem tak naprawdę i chodzić po górach, i jeździć na nartach (ktoś pamięta jeszcze stary orczyk nad Żydowskim?). A może położenie – ten szczególny rodzaj zagubienia w górach, który nie stresuje, a wręcz uspokaja. A może ludzie, których tu spotykam, zawsze życzliwi, mili, przyjaźni odkąd tu pierwszy raz zawitałem, choć początkowo nikogo nie znałem. A może też i dlatego, że wszystko co tu się dzieje, ma swój sens i konkretny wymiar, nie tylko ten biznesowy, związany z prowadzeniem stacji narciarskiej, ale także ten ludzki, w którym dawanie z siebie wszystkiego jest nawykiem a nie przymusem. Wystarczy – jedźmy w końcu w te góry…

czytaj dalej…