W Dobrym Kierunku

zapiski z podróży bliskich i dalszych

Wpisy z tagiem: przyroda

cyprSpośród kilku tysięcy wysp na Morzu Śródziemnym, pięć wyróżnia się nie tylko wielkością, ale także piękną przyrodą i rzadko spotykanym bogactwem dziedzictwa historii i sztuki. To Sycylia, Sardynia, Korsyka, Kreta i Cypr. Na tej krótkiej liście, ostatnia z wymienionych wysp zajmuje pozycję zgoła wyjątkową. Tutaj bowiem skutki dramatycznej historii odczuwalne są do dzisiaj, a podzielona wyspa w krótkim czasie potrafi zafascynować swoją wielokulturowością, niebanalnymi dziejami, zaskakującym kolorytem i mimo traumatycznych epizodów ostatnich kilkudziesięciu lat – także wielką otwartością swoich mieszkańców. Zawieszona pomiędzy wschodem a zachodem, osadzona w kulturze Lewantu, a przy tym aspirująca do bycia cząstką Europy, warta jest odkrycia i wykonania pewnego (wcale niemałego) wysiłku umysłowego w trakcie jej poznawania. Może się bowiem okazać, że krótka nawet wizyta zamieć może się w przygodę, pewnego rodzaju intelektualną ucztę, która zmienić może nasze postrzeganie nie tylko tej części świata.

czytaj dalej…

afrykariumRafa koralowa z setkami barwnych ryb, potężne hipopotamy, fascynujące płaszczki z lekkością prujące głębiny Kanału Mozambickiego, spotkanie oko w oko z ogromnymi żółwiami morskimi, tajemnicze manaty nazywane syrenami morskimi, zwinne pingwiny i groźne krokodyle, które można obserwować z odległości kilkudziesięciu centymetrów, w końcu spacer podwodnym tunelem wśród patrolujących swoje rewiry rekinów – to tylko część atrakcji, jakie zobaczyć można od końca października we wrocławskim Afrykarium. Ten wyjątkowy obiekt jest nie tylko miejscem, gdzie bez potrzeby wydawania fortuny można zobaczyć na żywo zwierzęta znane wcześniej tylko z ilustracji w przyrodniczych albumach, ale także świetnie zaprojektowanym centrum edukacyjnym dla dorosłych i dzieci. Mimo, że nie wszystko jest tu jeszcze skończone, już dziś można śmiało stwierdzić, że Wrocław ma właśnie atrakcję formatu europejskiego.

czytaj dalej…

gory_bukoweZanim drzewa zapełnią się liśćmi, szczelnie zasłaniając co piękniejsze szczegóły rzeźby, zanim gorące tchnienie Alföldu skutecznie uprzykrzy życie wędrowcom, zanim na szlakach zaroi się od turystów, a cierpki zapach gotowanego gulaszu rozniesie po wszystkich polanach – wtedy właśnie, wiosną, Góry Bukowe są najpiękniejsze. Zadziwiająco wysokie ja na tę część Europy (w końcu zawsze uczyli, że Węgry to płaski kraj), pełne skał, pięknych grot i zapomnianych uroczysk, ze swoimi kolorowymi kobiercami przebiśniegów, żywców i kokoryczek, z aksamitnymi kwiatami ciemierników, w końcu też pełne ciekawych zabytków na obrzeżach, są Góry Bukowe najczęściej oglądane tylko z poziomu murów zamkowych egerskiej twierdzy, tudzież podziwiane na tyle, na ile wystają ponad taflę termalnych basenów. Polscy turyści rzadko zapuszczają się w ten masyw, najczęściej nieświadomi piękna ukrytego za szczelną kurtyną skraju lasu. Najwyższy czas przerwać ten nie do końca dobry nawyk… czytaj dalej…

Czasami porównywane są do Bieszczad, choć prawdę mówiąc są górami zupełnie innymi. Wapienne kopce, ze skalistymi stokami, przeplatane połogimi granitowymi kopułami i dolomitowymi grzbietami, a do tego pocięte głębokimi, przybierającymi czasami formę krasowych kanionów dolinami, z pozoru w niczym nie przypominają falistych, bieszczadzkich grzbietów. Także świerkowe w większości lasy przeplatane polanami w niczym nie przypominają bukowych mateczników. Ale mimo to, faktycznie – klimat wędrowania ma tutaj w sobie coś z uroku przemierzania naszych połonin. Tutaj także możemy zaznać przyjemności pokonywania rozległych hal, wędrując godzinami ponad górną granicą lasu i podziwiania rozległych widoków. A na dodatek – turystów tutaj zdecydowanie mniej, a baza noclegowa zdecydowanie uboższa. Wielka Fatra to góry stosunkowo dzikie, mimo, że otoczone ze wszystkich stron dobrymi drogami i licznymi miejscowościami leżącymi u ich podnóża. Góry, które wymagają wysiłku i cierpliwości. Ale w zamian za to oferują jedne z najpiękniejszych krajobrazów w Karpatach i kontakt z dziką przyrodą.

czytaj dalej…

Nie jest ani najwyższym, ani też najtrudniejszym szczytem tatrzańskim, choć jego sylwetce nie brakuje niczego, by należeć do naszych najpiękniejszych gór. Najbliżej Zakopanego położony granitowy dwutysięcznik Tatr Wysokich, co roku przyciąga setki turystów, którzy z mozołem, ale bez przesadnych trudności, wspinają się na jego wierzchołek, dla wielu z nich będąc pierwszym, prawdziwie „tatrzańskim” szczytem zdobytym w życiu. Monumentalna piramida Kościelca, bo o nim tu mowa, ze względu na kształt nazywana czasami z wielką przesadą „Polskim Matterhornem”, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych gór w naszych Tatrach, a wycieczka na jej wierzchołek, jest ze wszech miar godna polecenia. Jego śmiało ciosane ściany przyciągają wspinaczy praktycznie od początku istnienia taternictwa, a mimo pozornej łatwości dróg wejściowych góra była świadkiem zaskakująco wielu tragedii.

czytaj dalej…

Niewiele jest takich gór w pobliżu naszej granicy, które oglądają, najczęściej bezwiednie, miliony turystów, a jednocześnie nadal pozostają tak nieznane i egzotyczne. Też tak miałem – przez długie lata, patrzyłem pod słońce, na łagodny sinoniebieski profil, falujący na południu, z jednym tylko urozmaiceniem – charakterystycznym garbem najwyższego szczytu, czymś na kształt dobrze zaczynającego się stożka, który ktoś ściął niemalże u nasady, tworząc nietypowy w tej części gór kształt „stoliwa”. Patrzyłem w zupełnej nieświadomości, co kryje się po drugiej stronie monotonnego z pozoru grzbietu. A są tam miejsca, które oczarują każdego, jeśli tylko skusi się zapuścić na co najmniej dwa dni. Te góry, to słowacki Vihorlat, a widać je z każdej naszej bieszczadzkiej połoniny.

czytaj dalej…

 

Na początku wygląda to jak podróż w kabinie metra, wąski, wybetonowany tunel wydaje się nie mieć końca, gdy nagle, za zakrętem wagonik wyjeżdża spod ziemi, przekracza bystrą i błękitną od lodowcowej wody rzekę, po czym znów chowa się pod ziemią. Tory staję się stromsze i po kilkunastu minutach czeka nas przesiadka do wygodnej gondoli. Kiedy bezszelestnie odbija od peronu i coraz szybciej nabiera wysokości, mknąc ponad czubkami smreków, za plecami otwiera się coraz szersza panorama, a zza kolejnych grzbietów, wyłaniają się coraz to nowe, poszarpane granie. Ostatni odcinek kolejka pokonuje bez żadnej podpory, sunąc wzdłuż wapiennych ścian, pociętych rysami i żlebami, spod których niczym ogromne wachlarze osypują się kształtne stożki piargów. Jest coraz chłodniej i przestrzenniej, i z każdą minutą jakby coraz więcej nieba wokoło. Nie zmienia się tylko jedno –w dole ciągle, niczym na wielkiej mapie, widać wyraźnie siatkę ulic rozpiętą pomiędzy czerwonymi dachami domów i wież licznych kościołów. To Innsbruck – prawdziwa „Stolica Alp”.

czytaj dalej…


  • RSS
  • Facebook
  • YouTube