W Dobrym Kierunku

zapiski z podróży bliskich i dalszych

Wpisy z tagiem: rodzinnie

kiczeraKażdy ma swoje ulubione miejsca na narty. Co ciekawe – najczęściej nie są to wcale te największe czy najnowocześniejsze, ale zazwyczaj te, w których po prostu dobrze się czujemy. Spośród wszystkich stacji, w jakich miałem możliwość jeździć (trochę ich było), wyliczyłbym może z dziesięć, gdzie mógłbym pojechać każdego dnia, choćby zaraz. Ale najbardziej lubię wracać pod Kiczerę, w Beskid Niski. Dlaczego? Do końca nie wiem – może to po prostu sentyment do gór, w których zacząłem tak naprawdę i chodzić po górach, i jeździć na nartach (ktoś pamięta jeszcze stary orczyk nad Żydowskim?). A może położenie – ten szczególny rodzaj zagubienia w górach, który nie stresuje, a wręcz uspokaja. A może ludzie, których tu spotykam, zawsze życzliwi, mili, przyjaźni odkąd tu pierwszy raz zawitałem, choć początkowo nikogo nie znałem. A może też i dlatego, że wszystko co tu się dzieje, ma swój sens i konkretny wymiar, nie tylko ten biznesowy, związany z prowadzeniem stacji narciarskiej, ale także ten ludzki, w którym dawanie z siebie wszystkiego jest nawykiem a nie przymusem. Wystarczy – jedźmy w końcu w te góry…

czytaj dalej…

Potężny masyw Śnieżnika flankuje od wschodu szerokie obniżenie Kotliny Kłodzkiej. Jego spłaszczona kopuła szczytowa, przez niemal połowę roku nosi na sobie białą czapę śniegową. Nikogo to nie dziwi – w końcu nie przez przypadek nadano mu taką nazwę… Nie zdziwi więc też chyba fakt, że u podnóży tej wyniosłej góry znajdują się dwie największe stacje narciarskie w tej części Sudetów. O ile leżąca po polskiej stronie Czarna Góra, znana jest w większości mieszkańcom południowej (i nie tylko) Polski, to wciśnięta w głęboką dolinę Morawy wioska Dolní Morava, tylko nielicznym kojarzy się z nartami. A szkoda, bo to jedno z najlepszych miejsc do szusowania nie tylko w Sudetach. Zapraszam na krótką zimową wycieczkę na drugą stronę Śnieżnika.

czytaj dalej…

Są takie miejsca, których prawdziwy urok i charakter odkrywa się dopiero z czasem. Przez długi czas starannie omijane, wydają się albo niezbyt zachęcające, albo też niewarte poświęcenia im czasu. Pierwszy rzut oka – i od razu wiemy, że na naszej liście obiektów godnych zwiedzenia znajdują się na bardzo, bardzo odległych miejscach. Ale kiedy w końcu już przypadkiem tam trafimy, nagle okazuje się, że nasza początkowa ocena była całkowicie błędna. Nie mam zbyt wielu takich miejsc, bo najczęściej staram się nie „nastawiać” przed odwiedzeniem jakiejś atrakcji. Nie przepadam za atrakcjami tworzonymi bez kontekstu historycznego, krajobrazowego, przyrodniczego, czy choćby regionalnego. Jednak muszę się przyznać, że bardzo pomyliłem się zrzucając Park Miniatur w Inwałdzie na dalsze miejsca na liście weekendowych wypadów wakacyjnych. Po ostatniej wizycie z dziećmi zmieniam zdanie diametralnie – takie atrakcje są naprawdę nie tylko fajne, ale także pożyteczne i potrzebne, a nasz pobyt w Inwałdzie trudno mi określić inaczej niż słowem „zajmujący”.

czytaj dalej…


  • RSS
  • Facebook
  • YouTube