Andora GrandvaliraWciśnięte między Francję a Hiszpanię księstwo, jest jednym z najciekawszych małych (a może wręcz miniaturowych) państw świata. Zagubione wśród szczytów Pirenejów, kusi swoją historią, przyrodą, zabytkami, kontrastami jakich nie znajdziemy w Europie nigdzie indziej na tak małej przestrzeni. Andora – kraina dzikiej przyrody, ale też rzadko spotykanego nawet na bogatym Starym Kontynencie luksusu; nowoczesnej infrastruktury, lecz również i dość konserwatywnej społeczności. Ale przede wszystkim gościnna dla turystów. Zimą zamienia się w jedyne w swoim rodzaju miejsce, gdzie więcej jest tras narciarskich niż dróg asfaltowych. Tak się składa, że od kilku lat jest to również miejsce, gdzie przez pierwszą część sezonu panują lepsze warunki śniegowe niż w Alpach. Kilka tygodni temu miałem wielką przyjemność spędzić narciarski tydzień w ośrodku narciarskim Grandvalira – największym w południowej Europie, a dziewiętnastym pod względem frekwencji na świecie. Zapraszam do lektury relacji, która być może spowoduje, że nie będziecie już dłużej zastanawiać się nie tylko nad tym czy warto tam pojechać, ale raczej zaczniecie odliczać czas pozostały do wizyty w Pirenejach :-)

Andora wydaje się narciarzom z Polski kierunkiem tak egzotycznym i odległym, a przy tym niepewnym śniegowo, że nie bierze się jej pod uwagę przy planowaniu dłuższych wyjazdów zimowych. Tymczasem znaleźć można tam wszystko, co potrzebne jest do szczęścia – śnieg, góry, dobrą kuchnię i życzliwych ludzi. Życząc przyjemnej (mam nadzieję) lektury, już dziś zapraszam do śledzenia kolejnych wpisów na Facebooku.

Do Andory pierwszy raz trafiłem prawie dwadzieścia lat temu. Pamiętam jak dziś – autokar powoli brał ostre zakręty serpentyn, wspinając się na przełęcz Envalira, a z każdym metrem rozszerzał się widok na otaczające nas góry, których co poniektóre wierzchołki niknęły w obłokach. Uderzała soczysta zieleń traw i ostro zarysowane skaliste ściany pirenejskich kolosów. Było to w czasach, kiedy jeszcze podróżowanie samolotem było zdecydowanie zbyt drogie jak na kieszeń przeciętnego Polaka, a tym bardziej polskiego studenta. Po tygodniu jazdy autokarem przez wypaloną słońcem Hiszpanię, świeży powiew wiatru wtłaczał w nozdrza delikatny zapach kwitnących łąk, a zachwytu nie zakłócał nawet ruch na pobliskiej szosie. Spędziłem wtedy w tym małym państewku kilka dni, wałęsając się po dolinach i niższych szczytach, zapominając o dobrodziejstwach strefy wolnocłowej, chłonąc każdy widok, który zechciały odkryć przede mną Pireneje.

Było to mniej więcej w połowie lat 90. i Andora nie kojarzyła się wtedy nikomu z narciarstwem. Istniały tu co prawda pierwsze stacje i wyciągi, ale na tle rozkręconego już wtedy biznesu narciarskiego w Alpach, wyglądało to mizernie. Z biegiem lat, od czasu do czasu, dochodziły do mnie informacje o nowych inwestycjach i powstaniu regionu Grandvalira, ale jakoś nie potrafiłem „wtłoczyć” tych informacji w zapamiętane sprzed lat letnie oblicze tej górskiej doliny. Kiedy więc nadarzyła się okazja tygodniowego wyjazdu narciarskiego, nie zastanawiałem się długo, ciekawy jaka też okaże się Andora w odsłonie zimowej.

Andora Grandvalira

Ogólne informacje o ośrodku wyglądały bardzo zachęcająco – 210 km tras każdego rodzaju, 74 wyciągi, w większości koleje krzesełkowe i gondolowe, 1926 ha terenu udostępnionego narciarzom, położonego pomiędzy 1710 a 2640 m n.p.m. Wiadomo jednak z doświadczenia, że same liczby nie tworzą ani atmosfery, ani tym bardziej świetnych warunków do jazdy. Uprzedzając dalszy ciąg tej krótkiej opowieści, muszę już w tym miejscu zaakcentować rzecz najistotniejszą – Grandvalira pod żadnym względem nie ustępuje renomowanym ośrodkom alpejskim. Wszystko jest tu na najwyższym poziomie – od stanu infrastruktury, jakości sprzętu w wypożyczalniach, przez przygotowanie tras, walory krajobrazowe, dobrą kuchnię, a na życzliwości obsługi kończąc – przez tydzień jeżdżenia po całym ośrodku spotykałem się tylko z uśmiechniętymi ludźmi, chętnie udzielającymi informacji i… prawie zawsze wyciągającymi narty z koszy gondolek ;-) .

Są też oczywiście i różnice – na szczęście, bo jeżdżenie do miejsc w których byłoby wszędzie tak samo, nie miałoby większego sensu :-) . Najważniejsza różnica to klimat. Pierwsza reakcja na hasło: „jadę na narty do Andory” to ironiczna odpowiedź: ”chyba na wodne…” . Faktycznie – mogłoby się wydawać, że przy obecnych zmianach klimatycznych, szukanie śniegu tak daleko na południe (Andora leży mniej więcej na tym samym równoleżniku co bułgarskie Burgas) mija się z celem. Ale to tylko pozory. Andora jest co prawda pod wpływem klimatu śródziemnomorskiego, jednak przede wszystkim pogodę tutaj kształtują góry. A zajmują one całe państwo i na dodatek są dość wysokie – najwyższy szczyt, Pic Alt de la Coma Pedrosa sięga 2942 m n.p.m.

Andora Grandvalira

Charakterystyczna rzeźba całego państewka, które jest w praktyce jedną, bardzo głęboko wciętą doliną (rozgałęzioną co prawda, ale odwadnianą przez jedną tylko rzekę – Valirę), powoduje, że występują tu znaczne różnice temperatur na niewielkich przestrzeniach. Podczas gdy w rejonie stolicy księstwa, miasteczka Andorra la Vella, nawet w zimie śniegu jest niewiele a temperatura nie tak często znowuż spada poniżej zera – w tym samym czasie w górach może być minus 10 i metr śniegu na stokach. A wszystko to na powierzchni mniejszej niż obszar Warszawy!

Do tego dochodzą jeszcze kolejne elementy klimatu sprzyjające uprawianiu narciarstwa – przeważająca część opadów ma miejsce na przełomie jesieni i zimy oraz na koniec wiosny, podczas, gdy sama zima pozostaje przeważnie słoneczna, ale mroźna. W sumie w górskich kurortach średnio świeci słońce przez 300 dni w roku. Na dodatek powietrze jest tu zazwyczaj dość suche – dzięki temu nawet gdy brakuje śniegu, szybko można uruchomić dośnieżanie stoków, a śnieg uzyskany w takich warunkach jest przyjemniejszy do jazdy niż ten, który ten sam sprzęt wyprodukuje na naszych stokach. A mają tu czym dośnieżać – 1065 armatek i lanc, obejmujących swoim zasięgiem 65% terenu narciarskiego…

Andora Grandvalira

Nie będę się tutaj rozpisywał o niezwykle interesującej historii tego „księstwa bez księcia”, krainie romańskich kościółków, przemytników, luksusowych pasaży handlowych i niezliczonych banków – mam nadzieję poruszyć ten temat kiedyś na blogu, może w bardziej letniej „odsłonie”. Niecierpliwych a ciekawych, odsyłam do podstawowych lektur – „Historii małych krajów Europy” pod redakcją Józefa Łaptosa (2007) i bardzo przydatnego, aktualnego przewodnika „Andora. Po drugiej tronie lustra” Jerzego Żebrowskiego, wydanego przez „Rewasz” w 2011 roku. Obie pozycje są nadal do kupienia na rynku. Polecam lekturę jeszcze przed wyjazdem :-) .

Zanim jeszcze wyruszymy na trasę, kilka słów o narciarstwie w Andorze. Obecnie znajdują się tu dwa ośrodki narciarskie, które łącznie oferują ponad 310 km tras zjazdowych – Grandvalira i Vallnord. Oba ośrodki są dość młode – powstały już na początku naszego wieku z połączenia kilkunastu mniejszych stacji narciarskich. Większym terenem jest Grandvalira, dysponująca 210 km tras, co czyni ją pod tym względem (to znaczy – długości tras) 22. stacją na świecie. Drugi andorskie region narciarski to Vallnord, który skupia trzy stacje, z czego miedzy dwoma jest połączenie (Pal i Arinsal), trzeci (Arcalis) – jeszcze nie… Od tego miejsca wszystko co dalej napiszę będzie już dotyczyło Grandvaliry. Vallnord, dysponujące ok. 100 km tras, prawdziwą mekkę miłośników jazdy poza trasami, mam nadzieję odwiedzić w jednym z następnych sezonów, z czego na pewno zdam Wam relację :-) .

grandvalira

Grandvalira leży we wschodniej odnodze doliny Valiry. Składa się z sześciu sektorów – Encamp, Canillo, El Tarter, Soldeu, Grau Roig i Pas de la Casa, które zajmują kolejne grzbiety i boczne dolinki posuwając się w górę Valiry (ostatnia z nich – Pas de la Casa – leży już po drugiej strony przełęczy Envalira, tuż przy granicy francuskiej). Wszystkie sektory są połączone w ten sposób, że z każdego z nich można się dostać (bezpośrednio lub przecinając po drodze inne sektory) do dowolnie wybranego innego sektora. Mamy tu więc do czynienia z prawdziwą, kompletną „huśtawką” narciarską. Najdłuższa droga prowadzi z Canillo do Pas de la Casa, jednak wprawnemu narciarzowi, przy normalnym ruchu przy wyciągach (a kolejki zdarzają się tu niezmiernie rzadko) nie powinno to zająć dłużej niż półtorej godziny.

Wyruszmy więc na taką właśnie wycieczkę, która pozwoli nam zobaczyć najciekawsze miejsca Grandvaliry. Canillo, położone jest na wysokości 1500 m n.p.m. – jest pod wieloma względami prawdziwym rekordzistą Andory: jest najwyżej położoną stolicą parafii, która jednocześnie ma największą powierzchnię (proszę się nie śmiać – parafia to w Andorze podstawowa i najważniejsza jednostka podziału administracyjnego!); tutaj też znajduje się najważniejszy obiekt sportowy w kraju – Palau de Gel d’Andorra, czyli nowoczesny kompleks ze sztucznym lodowiskiem o rozmiarach olimpijskich, basenem i boiskiem do squasha. Jednocześnie, ze swoją tradycyjną kamienną zabudową (lub też nowoczesną, ale na tradycyjną pięknie wystylizowaną) pozostaje nawet w szczycie sezonu miejscem kameralnym i dość spokojnym.

Andora Grandvalira

Z centrum miasteczka startuje 8-osobowa gondolka, która pokonując efektowne załamanie zbocza doliny (jest ona tak wąską i głęboko wcięta, że nie prowadzą tu w dół żadne trasy zjazdowe) wyprowadza na górską halę El Forn. Znajduje się tu bar, stylowa restauracja z rozległym tarasem, a także specjalna strefa dla najmłodszych narciarzy. Z tarasu otwiera się widok na zachód – piękna panorama wysokich pasm Pirenejów, sięgających aż po horyzont. Tutaj zaczyna się właściwy teren narciarski – krótki zjazd doprowadza do kanapy, która wywozi na pierwszy wyższy szczyt – Portella (2465 m n.p.m.). Wracając stąd do Canillo, można skorzystać z niebieskiej trasy „Rossinyol” – długiej i w drugiej połowie miejscami stromej (nie ma w Polsce tak stromych niebieskich tras), lub zjechać „na skróty” czarnym zjazdem „Gaig” – jednym z najbardziej wymagających w ośrodku (niektórzy nawet twierdzą, że jest on najtrudniejszy).

Widok z Portelli (właściwie szczyt nosi nazwę Pic dels Majans, a Portella to nazwa płytkiego obniżenia ze zbiornikami do zaśnieżania, które widać niedaleko w dole) pierwszy raz ukazuje nam rozległość terenów narciarskich Grandvaliry – rozciągają się one na kilku kolejnych „kopcach” – kopulastych szczytach, zbudowanych z nieco mniej odpornych skał i dzięki temu pozbawionych skalistych i przepaścistych partii. Wokół jednak piętrzą się w prawdziwie „alpejskim” stylu strzeliste szczyty ograniczające tereny narciarskie od południa.

Andora Grandvalira

Przed nami wznosi się Tossal del la Llosada (2560 m n.p.m.) – kopulasta bałucha, z widoczną pod szczytem stacją kolei krzesełkowej. Można się tam dostać zjeżdżając łagodnym grzbietem na przełączką, skąd do góry wiedzie talerzyk, ale zanim się tam dostaniemy, warto skręcić w lewo, by poznać położony nieco z boku sektor El Tarter. Pięknie poprowadzona, szeroka, z kilkoma bocznymi wariantami, trasa „Guineu” doprowadzi nas na górską halę Riba Escorxada, która jest właściwie centrum tego sektora.

Zalana słońcem polana to miejsce skąd startują w trzech kierunkach krzesełka, tutaj także mają swoje górne stacje gondola i kanapa z położonej 400 metrów niżej miejscowości El Tarter. Kilka ładnych restauracji, oczywiście z obowiązkowymi tarasami słonecznymi, pizzeria i samoobsługowy bar – wszystko z widokami na otaczające nas góry. Siedząc na wprost warto zwrócić uwagę na położone po prawej, nieco zalesione, ale poprzetykane małymi polankami zbocze Pic Encampadana z terenami do freeride’u. Tutaj znajdziemy też specjalnie odgrodzoną strefę dla dzieci i początkujących narciarzy – przed południem nierzadko gwarno tu jak w szkole na przerwie – lekcje narciarstwa mają dzieci z andorskich szkół… Z kolei po lewej znajduje się trasa slalomowa, z pomiarem czasu, na której rozgrywane są zawody Pucharu Świata Kobiet.

Andora Grandvalira

Z Riba Escorxada warto wyjechać 6-osobową kanapą na Tosa dels Espiolets (2467 m n.p.m), skąd rozchodzi się kilkanaście tras, w większości czerwonych i czarnych. Jest to bez wątpienia miejsce, gdzie można jeździć cały dzień próbując co chwila innego wariantu i zjazdu. Zaawansowanym narciarzom polecam zjazd trasą „Àliga” do samego El Tarter – 3 kilometry czarnej trasy z różnicą wysokości 750 metrów pozwala naprawdę dobrze wymęczyć nogi :-) . Oczywiście można też zjechać dużo prostszymi trasami czerwonymi lub nawet niebieską „Gall de Bosc” – jedną z najdłuższych w całej Grandvalirze (6 km) do kolejnego z miasteczek będących zapleczem stacji – Soldeu.

W tym miejscu czas może na garść ogólnych obserwacji dotyczącą Grandvaliry. Otóż wielką zaletą tego ośrodka jest z pewnością fakt, że praktycznie z każdego miejsca do którego dojedziemy wyciągiem, można zjechać nie tylko trudną, ale i łatwą trasą. Tak więc narciarz zaawansowany ma tutaj gdzie pojeździć, ale także i ten niezbyt dobrze jeżdżący może objechać cały ośrodek (zrobić swoiste „Tour de Grandvalira”) poruszając się prawie wyłącznie niebieskimi trasami, ewentualnie krótkimi, względnie mało stromymi odcinkami tras czerwonych. Nie zdarza się to wcale często w tej wielkości ośrodkach.

Andora Grandvalira

Druga uwaga dotyczy pewnej logiki układu tras i kolei w całym ośrodku – tam, gdzie znajdują się strefy dla dzieci i początkujących zawsze można dostać się gondolą. Dzięki temu, jeśli stawiający pierwsze kroki narciarz nie czuje się na siłach – zawsze może zjechać w dół wagonikiem.

Ostatnia w końcu uwaga dotyczy oznakowania tras – jest ono nieco inne niż w Alpach. Trasy oznakowane są kolorami podobnie jak u nas (niebieskie, czerwone i czarne), ale numery na tabliczkach przy stokach zazwyczaj oznaczają długość trasy liczoną w setkach metrów. Czyli cyfra 15 oznacza „15 setek metrów do końca trasy” (a więc półtora kilometra). Jadąc trasą obserwować można zmniejszające się liczby, co pozwala zorientować się, jak daleko jeszcze do celu. Aby się nie zgubić, należy w miarę szybko przyswoić sobie nazwy wszystkich sześciu sektorów, a także nazwę trasy, którą chcemy się poruszać. Pomagają w tym darmowe mapki, które dostaniemy w każdej miejscowości, hotelu i apartamencie w regionie. Przestawienie się na taki system oznaczenia tras na początku sprawia pewną trudność, ale po 2-3 dniach z pewnością będziemy swobodnie poruszać się po całym ośrodku.

Andora Grandvalira

Poniżej Tosa dels Espiolets, znajduje się kolejna rozległa śródgórska łąką – Espiolets – łagodnie nachylona, przy której znajduje się kilka restauracji, strefa dla dzieci i górne stacje kanapy i gondoli wyjeżdżającej tu z Soldeu – łatwo się domyśleć, że to kolejny sektor Grandvaliry. Z ciekawostek – każdemu kto lubi dużą dawkę adrenaliny polecić można jazdę testową jednym z najnowszych modeli Land Rovera po specjalnym torze śnieżnym – wyżej z pewnością już nie da się go przetestować! Z kolei narciarzom lubiącym adrenalinę polecam zjazd jedną z dwóch (a najlepiej kolejno obydwiema) czarnych tras: „Slalom” i „Avet”-  każda z nich liczy po około półtora kilometra długości i ponad 450 metrów różnicy wysokości. Do góry wrócić można 8-osobową gondolką – najstarszą w całej stacji, pochodzącą jeszcze sprzed powstania ośrodka Grandvalira.

Wracamy na Riba Escorxada i wyjeżdżamy w końcu na Tossa de la Llosada (6-osobową kanapą – drugą co do długości w ośrodku), skąd rozpościera się jeden z najpiękniejszych widoków na wschodnią część Andory. Polecam skorzystanie z toalety mieszczącej się w niepozornym, kamiennym domku przy górnej stacji 4-osobowej kanapy Asaladors, tuż pod szczytem. Niepozorny z zewnątrz budynek kryje w sobie „toaletę panoramiczną” – z wielkimi przeszklonymi ścianami (oczywiście tylko w jedną stronę ;-) ), umożliwiającymi przy okazji podziwianie panoramy Pirenejów. A do tego jeszcze z głośników płynie Allegro con fuoco z IX Symfonii e-moll „From New World” Dvořáka. Wrażenia niezapomniane :-)

Andora Grandvalira

Ze szczytu zjeżdżamy łagodnymi trawersami trasy „Cortalets” na płytkie siodło, którego krótka kanapa wywozi nas na szczyt Cortals (2521 m n.p.m.). Jesteśmy praktycznie w centrum Grandvaliry. Oprócz kolejnej restauracji (fajnie urządzone zwłaszcza pomieszczenia na piętrze) i baru, znajduje się tutaj górna stacja gondoli z Encamp – jesteśmy już na terenie kolejnego sektora. Po prawej, prawie na wyciągnięcie ręki piętrzą się skaliste masywy Alt del Griu i Pic Alt del Cubil. Samo Encamp leży dość daleko stąd – ponad 6 km. Funicamp, który dojeżdża tu z dołu, zawieszony na dwóch linach (konstrukcja identyczna jak w Jasnej na Chopoku) to najdłuższa kolej gondolowa w Europie (6,1 km)! Dzięki niej w samo centrum Grandvaliry mogą stosunkowo szybko dostać się narciarze mieszkający w hotelach stolicy Andory.

Andora Grandvalira

Teraz przed nami wspaniały zjazd – najpierw niebieską, a potem szeroką czerwoną trasą „Emadort”, idealną do dynamicznej jazdy na krawędziach zjeżdżamy do bocznej dolinki, a stąd kolejną kanapą wyjeżdżamy do góry na Pic Cubil (2470 m n.p.m.). To jedyny odcinek, na którym nie ma wyboru – trzeba jechać czerwoną trasą, ale dość prostą. Nagrodą jest wspaniały widok, jaki otwiera się stąd na leżącą w dolę halę Grau Roig – kolejny sektor Grandvaliry. Wysokie skaliste szczyty są coraz bliżej nas – sceneria naszej narciarskiej wyprawy robi się coraz bardziej spektakularna. Po prawej rosną w oczach kolejne skaliste grzbiety, po lewej – jak na dłoni widać serpentyny szosy wspinającej się na przełęcz Envalira. Przed nami to, co w Grandvalirze najciekawsze…

Do Grau Roig prowadzą prosto w dół dwie trasy – czerwona „Moretó” i czarna „Mirador” – różnią się tym, że ta pierwsza jednostajnie i szeroko opada wprost na halę przy dużych parkingach i dolnych stacjach 5 krzesełek, a druga, niczym Kaskada na Skrzycznem, spada kilkoma stopniami, w obrębie których faktycznie nachylenie trasy jest dużo większe. Jest jeszcze trzecia możliwość – najłagodniejsza, najdłuższa i najpiękniejsza: zjazd długim trawersem w prawo, do schroniska Llac del Pessons. Jest to moim zdaniem najpiękniejszy zakątek całego ośrodka – drewniany, stylowy budynek, ze znakomitą kuchnią (słynne są tutejsze ostrygi ;-) ) leży na brzegu stawu górskiego Estany Primer. W porównaniu do innych zakątków Grandvaliry, jest tu wyjątkowo cicho i spokojnie. Ale też i wyjątkowo pięknie…

Andora Grandvalira

Llac del Pessons leży na skraju Circ de Pessons – wielkiej kotliny pełnych polodowcowych jezior. Jest ich tutaj prawie trzydzieści – prawdziwe górskie pojezierze. Większe i mniejsze stawy leżą u stóp skalistych szczytów – przejście przez kolejne piętra doliny to jedna z najpiękniejszych w tej części Andory wycieczek skiturowych.

Andora Grandvalira

Na wschód od Grau Roig zaczynają się najlepsze tereny zjazdowe w Grandvalirze. Na ostrym grzbiecie rozdzielającym ten sektor od najbardziej na wschód położonego Pas de la Casa, znajdują się świetne trasy, przeważnie dla zaawansowanych. Tutaj można liczyć na najlepsze warunki śniegowe, tutaj też wznosi się najwyżej położony punkt ośrodka – Pic Blanc (2640 m n.p.m.), na który wyjeżdża się orczykiem od górnej stacji krzesła o tej samej nazwie. Którąkolwiek z trzech kanap nie wyjechalibyśmy na grzbiet, będziemy mieć do dyspozycji co najmniej trzy trasy, z czego prawie zawsze czarną i czerwoną. Jedyna niebieska trasa jaką można przedostać się z Grau Roig do Pas de la Casa prowadzi tuż przy samej przełęczy Envalira – najwyższej, przez która przechodzi szosa w całych Pirenejach.

Samo Pas de la Casa, położone tuż przy granicy z Francją, jest miejscem, gdzie powstały w Andorze pierwsze wyciągi – stacja zainicjowała swoja działalność w 1957 roku. Stopniowo rozwijana, nie mogła jednak sprostać konkurencji ośrodków alpejskich. Dopiero kiedy w 2003 roku połączono siły kilku mniejszych ośrodków w dolinie Valiry, tworząc Grandvalirę, rozpoczęła się prawdziwa kariera tego miejsca. Właściwie wszystko kręci się tu wokół nart – hotele, restauracje, kluby i pensjonaty stoją na wielkiej górskiej łące, z której startują w górę krzesełka i gondola.

Andora Grandvalira

Dotarliśmy już prawie do końca, w naszej narciarskiej wyprawie po Andorze. Pozwólcie więc, że w tym miejscu zacytuję ostatnie zdania wspomnianego już przewodnika Jerzego Żebrowskiego – nie widzę bowiem potrzeby wymyślania czegoś, co ktoś już dużo lepiej opisał:

„W tym miejscu możemy pożegnać się z Andorą. Nie słyszałem o żadnym jeziorze czy fontannie, gdzie należałoby wrzucić grosik, żeby powrócić do Kraju Dolin. Tam się wraca i bez dopełniania tego magicznego rytuału. Nasze babcie przestrzegały kiedyś wnuczki, by nie wpatrywały się zbyt długo w swoje odbicie, bo lustro je wciągnie. Ale Andora to druga strona lustra, któremu pozwalamy się wciągnąć z nieukrywaną przyjemnością” J

Andora Grandvalira

Informacje praktyczne

Andora to jeden z najbardziej egzotycznych kierunków narciarskich w Europie. W linii prostej jest oddalona o około 1800 km od centrum Polski, jadąc samochodem ta odległość wzrasta do 2400 km. Dlatego najlepszym sposobem jest podróż samolotem. Głównym lotniskiem docelowym jest Barcelona, z której jedzie się do Andory około 2,5-3 godziny. W sumie, z wszystkimi operacjami na lotniskach, podróż z własnego miasta zajmuje około 8-9  godzin – to mniej niż większość podróży w Alpy, a przy tym nie kierujemy, tylko odpoczywamy :-).

Zorganizowanie całego wyjazdu narciarskiego od podstaw indywidualnie jest dość męczące, dlatego polecam skorzystanie z usług sprawdzonego biura – załatwmy wszystko szybciej i wygodniej, a na miejscu będziemy pod opiekę rezydenta. Biurem, które od wielu lat przoduje w organizacji narciarskich wyjazdów samolotem do Andory, można wręcz powiedzieć, że odkryło zimową Andorę dla Polaków jest Infoski.pl – w ramach opłaty za tygodniowy wyjazd otrzymujemy transport samolotem (cena obejmuje też transport sprzętu narciarskiego), zakwaterowanie , wyżywienie (w zależności od wybranej opcji), 6-dniowy karnet i opiekę rezydenta. Ceny startują (w zależności od standardu hotelu i terminu wyjazdu) od 2630 PLN – naprawdę bardzo atrakcyjnie :-) . Transport odbywa się regularnymi liniami WizzAir z lotnisk w Katowicach, Warszawie, Poznaniu i Gdańsku. Więcej informacji możecie znaleźć na stronie biura: www.infoski.pl

skionline_bannerCeny na miejscu są nieco wyższe niż w Polsce (mimo, że Andora nie należy do UE, płaci się tu w euro), ale około 15-30% niższe niż w Alpach. Do tego dochodzi możliwość korzystnych zakupów – księstwo jest w całości strefą wolnocłową.