wakacje_latarnieSą jednym z najbardziej charakterystycznych elementów krajobrazu każdego wybrzeża. Chociaż czasy ich świetności przeminęły, podobnie jak przeminęła chwała żaglowców, zdobywców mórz i oceanów, to do dzisiaj pełnią swoją ważną i odpowiedzialną rolę znaków nawigacyjnych. Mimo swej prostej konstrukcji, potrafią zaskakiwać detalami misternej architektury, funkcjonalnością a w końcu także swym położeniem. Dla marynarzy są nie tylko drogowskazem i punktem orientacyjnym, ale także symbolem bezpiecznej drogi i szczęśliwego zawinięcia do portu. Wyznacznikiem zmierzania w dobrym kierunku. Odkąd udostępniono je turystom, stały się także jedną z głównych atrakcji naszego wybrzeża. Latarnie morskie. Czy można sobie wyobrazić wakacje nad Bałtykiem, bez choćby krótkiej wizyty w jednym z czternastu udostępnionych dla turystów obiektów na naszym wybrzeżu? A przecież latarnie mogą się stać także tematem przewodnim wspaniałej, kilkudniowej wyprawy wzdłuż naszego Bałtyku.

Poniższym tekstem rozpoczynam cykl artykułów o najciekawszych według mnie miejscach nad naszym morzem, któremu nadałem roboczy tytuł „Perły Bałtyku”. Na początek kilka słów o latarniach morskich, bez których nie wyobrażam sobie naszego wybrzeża – historia, znaczenia, a także informacje praktyczne (godziny otwarcia i ceny). Życząc przyjemnej (mam nadzieję) lektury, już dziś zapraszam do śledzenia kolejnych odcinków cyklu na Facebooku.

Jako „człowiek z gór”, który w dzieciństwie nad morze zbyt często nie jeździł, przez długi czas nie miałem kontaktu ani z latarniami, ani z jakąkolwiek inną tematyką morską. Owszem – wiedział człowiek to i owo o marynarce, sklejał modele, ale kwestiom nawigacji czy latarni morskich w ogóle czasu nie poświęcał. Dlatego jak dziś pamiętam pierwsze swoje spotkanie z pracującą blizą (tak nazywają latarnie Kaszubi). Było to już w czasach licealnych, kiedy po górach przyszedł czas na poznawanie naszego wybrzeża. Mało było wtedy grosza w kieszeni, więc zazwyczaj spaliśmy na plaży, owinięci w śpiwory, kołysani do snu szumem fal. Siedzieliśmy wtedy gdzieś pod klifem między Jastrzębią Górą a Karwią, oparci o jakiś ogromy pień przyniesiony przez morze. Po południu przeszła solidna burza i w milczeniu patrzyliśmy jak na horyzoncie błyskawice rozpraszały się w chmurach w zamazane zorze. A kiedy i te ostatnie iluminacje zagasły, w ciemności pozostał rozpoznawalny tylko ciemny kontur Rozewia i regularne staccato latarnianej lampy współgrające z rytmicznymi uderzeniami fal. (To chyba pierwsza dyskoteka z lampami na której byłem :-) ).

Później wielokrotnie zdarzało mi się przemierzać Wybrzeże w dzień i w nocy, dokładnie je poznałem, a poznawanie kolejnych latarni uznałem za cel warty wycieczek, niczym systematyczne poznawanie kolejnych gór. Ilekroć przejeżdżałem wieczorem koło Rozewia, zawsze zwalniałem by choć na chwile kątem oka złapać światło latarni, zawsze kiedy mijałem wieczorem Jarosławiec, dzięki światłu latarni czułem się jak nawigator, który odnalazł właściwe podejście do portu. Kiedyś nawet zdarzyło mi się w bardzo pogodną noc przystanąć przy drodze z Krokowej do Wicka, gdzieś koło Choczewa, skąd w oddali widać było błyski latarni Stilo (mimo, że jej światło skierowane jest generalnie w stronę morza), w bladym świetle księżyca. Był to jeden z najpiękniejszych wieczorów jakie pamiętam.

Zresztą – same latarnie pod wieloma względami też są zjawiskowe. Na naszym wybrzeżu jest ich kilkanaście, z tego piętnaście nadal funkcjonuje. Każda z nich jest inna, odmienna, ma swoją charakterystyczną bryłę, wysokość, inną siłę światła i charakterystykę błysków. (To tak jak góry – może stąd to ciepłe uczucie do latarń morskich, zwłaszcza w połączeniu z faktem, że wiele z nich leży na wzniesieniach, a na dodatek trzeba się na nie czasami dość mozolnie wdrapać? :-) ). Nie przez przypadek na naszym stosunkowo mało urozmaiconym wybrzeżu taka rozmaitość kształtów i kolorystyki. Latarnie bowiem nie tylko wskazywały drogę w nocy, kiedy charakterystyczne sekwencje błysków pozwalały bezbłędnie rozpoznać i ustalić własną pozycję na morzu, ale także w dzień – dlatego każda z nich musiała mieć swój charakterystyczny kształt lub malowanie, z czego zdecydowana większość odwiedzających nasze wybrzeże turystów nie zdaje sobie raczej sprawy.

latarnie polskiego wybrzeża

Są też w końcu nasze latarnie wielkim dziedzictwem dokumentującym rozwój myśli technicznej i gospodarki morskiej. Większość z nich jest wpisana na listy zabytków, a pod wieloma względami są rarytasami w skali nie tylko naszego wybrzeża czy Bałtyku, ale także całej Europy. Nie przedłużając – są nie tylko ozdobą i atrakcją turystyczną, ale także nieodłącznym elementem krajobrazu i funkcjonowania wybrzeża od prawie dwustu lat. I jako takie, a nie tylko jako punkty widokowe, powinny zaistnieć w świadomości turystów spędzających wakacje nad Bałtykiem.

To zresztą bardzo smutne zjawisko, które obserwuję od kilkunastu lat – większość społeczeństwa kraju mającego niemało, bo ponad 500 km wybrzeża, postrzega problematykę morską jedynie przez pryzmat szerokości plaż czy zbyt niskiej temperatury wody morskiej… A gdzie świadomość znaczenia gospodarki morskiej, funkcjonowania portów i ich rozwoju, gdzie rybołówstwo, gdzie przemysł stoczniowy… (tu znowu przebija się do ogółu wyłącznie tematyka politycznych rozgrywek, ale o tym dyskutować tu nie będziemy). Marnie się to ma do lat 80., kiedy zainteresowanie było zdecydowanie większe, nie wspominając już o okresie międzywojennym, kiedy potrafiono porwać naród wizją rozwoju gospodarki morskiej w kraju o wybrzeżu liczącym 150 km… Zobaczcie na listę 20 największych gospodarek świata – jest tam tylko jeden kraj bez dostępu do morza (Szwajcaria), a potem zobaczcie ile morze znaczy w tych krajach (porty, stocznie, rybołówstwo itd.) – każdy sam szybko dojdzie do wniosku, czym grozi zaniedbanie tej dziedziny gospodarki…

Ale wracajmy do latarni. Czym jest latarnia – każdy intuicyjnie wie, nie będę więc zanudzał definicjami. Można je znaleźć w internecie, a z papierowych źródeł wiedzy, polecam nieco stary już, ale nadal świetny przewodnik Mariana Czernera „Latarnie morskie polskiego wybrzeża” (ja mam wydanie z 1986 roku). O wyglądzie latarni już wspominałem, więc teraz jeszcze pora na światło. Emisja światła o ściśle określonej charakterystyce, w czasie od zachodu do wschodu słońca było zawsze podstawową funkcją latarni morskich, niezależnie od miejsca w którym ją postawiono.

latarnie polskiego wybrzeża

Pierwotnie źródłami światła były ogniska powstające w wyniku spalania drewna, węgla drzewnego oraz gorejące pochodnie. Do XVIII wieku uważano, że umiejętnie obsługiwane otwarte palenisko węglowe jest dobrze widoczne nawet z odległości 10-12 km, pod warunkiem, że jej światło odbijało się od chmur. Światło pochodzące z palenisk węglowych zdobyło duże uznanie u marynarzy i było stosowane aż do XIX wieku Jako źródła światła używano też do XIX wieku świec łojowych, stearynowych i parafinowych, często grupowanych po kilkanaście, których światło wzmacniały specjalne reflektory (zwierciadła).  Prawie 10-krotne zwiększenie jasności lamp oliwnych uzyskano po zastosowaniu wynalazku szwedzkiego uczonego Emila Arganda, który w 1782 roku skonstruował osłonięty szklanym kloszem knot o przekroju pierścieniowym. Opanowanie procesu rafinacji ropy naftowej dzięki polskiemu wynalazcy Ignacemu Łukasiewiczowi, pozwoliło w XIX stuleciu na zastosowanie lamp naftowych -również w latarniach morskich.

W miarę rozwoju optyki, zaczęto stosować różnorodne rozwiązania soczewek w celu wzmocnienia źródła światła. W 1820 roku francuski uczony Augustin Jean Fresnel skonstruował soczewkę o bardzo wysokim współczynniku wzmocnienia. Dzięki temu uzyskano prawie dziesięciokrotne wzmocnienie światła w porównaniu z poprzednimi rozwiązaniami technicznymi. Fresnel był również wynalazcą “soczewki bębnowej”. Obydwa rozwiązania techniczne i ich liczne późniejsze odmiany, są stosowane do dziś w optyce latarń i innych świetlnych znaków nawigacyjnych – prawie w każdej latarni znajdziemy urządzenie będące dalekim krewnym pomysłu Fresnela. Tyle tylko, że źródłem światła stały się mocne żarówki, często umieszczane w specjalnym urządzeniu zapewniającym automatyczną zmianę spalonej żarówki.

Jednak w pewnym sensie wszystkie te rozwiązania, przez wiele lat zapewniające bezpieczną nawigację na morzach są już przeżytkiem technicznym. Prawdziwy przełom w dziedzinie nawigacji dokonał się bowiem po praktycznym zastosowaniu fal radiowych ( radiostacje, radiolatarnie, radar). Do postępu technicznego w tej dziedzinie dostosowywały się również latarnie morskie. W drugiej połowie ubiegłego stulecia, najważniejsze pod względem bezpieczeństwa żeglugi latarnie morskie, zaczęto wyposażać w radionawigacyjne urządzenia techniczne (radiolatarnie). Dzięki temu stały się one “widoczne” nawet przy warunkach pogodowych uniemożliwiających tradycyjną obserwację wzrokową.

latarnie polskiego wybrzeża

Kolejnym “kamieniem milowym” w dziedzinie radionawigacji było zastosowanie przez Amerykanów Globalnego Systemu Pozycjonowania (GPS) z wykorzystaniem satelitów nawigacyjnych. Rozwinięciem tego systemu jest dGPS (diferential Global Positionning System) w którym część urządzeń (modułu lądowego) znajduje się m in. na wybranych latarniach morskich. Dzięki temu systemowi , dokładność w pozycjonowaniu statków oscyluje około 5 m. Jedenaście polskich latarni jest wyposażonych także w przydatny system AIS-PL, zapewniający automatyczną wymianę danych, przydatnych do uniknięcia kolizji między statkami oraz identyfikujący statek dla brzegowych systemów nadzorujących ruch statków.

Warto jednak pamiętać, że wszystkie urządzenia elektroniczne są bardzo podatne na uszkodzenia, a do tego dochodzi możliwość ataku elektronicznego na systemy nimi zarządzające. Dlatego większość państw nadal utrzymuje „klasyczne” latarnie, które w kryzysowych sytuacjach mogą okazać się niezastąpione… Wszystkich zainteresowanych dokładniejszymi informacjami o historii, rozwoju i technice związanej z latarniami odsyłam na stronę Stowarzyszenia Miłośników Latarń Morskich tutaj>>

Na koniec jeszcze tylko kilka uwag o latarniach, które można zobaczyć na naszym wybrzeżu. Szlak Latarni Morskich, w terenie oznakowany brązowymi tablicami, które zapewniają bezproblemowy dojazd do wszystkich udostępnionych obiektów, łączy Świnoujście z Krynicą Morską. Cała tras liczy ponad 620 km. Oczywiście nie namawiam tu nikogo, żeby w ciągu kilku dni przemierzył cały szlak, ale zawsze warto pamiętać o tych sympatycznych miejscach – praktycznie w okolicy każdego kurortu nad Bałtykiem, w odległości 30-40 km są dwie lub trzy latarnie.

latarnie polskiego wybrzeża

Latarnie warto zwiedzać zwłaszcza z dziećmi, dla których wizyta na wysokiej wieży, do której można dostać się tylko po krętych i wąskich schodach, a które zapewniają dalekie widoki, pamiętane przez najmłodszych turystów bardzo, bardzo długo (wiem to po reakcji swoich dzieci :-) ). Przy tej okazji warto jeszcze wspomnieć o ciekawej inicjatywie, jaką jest zdobywanie odznaki „Bliza” dokumentującej znajomość „bliz” na naszym wybrzeżu. Wystarczy w okresie 2 lat odwiedzić 5 dowolnych polskich latarni, zebrać w specjalnym paszporcie, zakupionym w jednej z nich, potwierdzenia zwane wizami. Zabawa jest przednia i mobilizująca do poznawania nie tylko latarń, alei całego wybrzeża Bałtyku. Więcej szczegółów o tej ciekawej i pożytecznej inicjatywie można znaleźć na stronach Towarzystwa Przyjaciół Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku tutaj>> Dobrej zabawy!

W galerii zdjęć, którą znajdziecie pod postem, umieściłem (w podpisach) trochę dokładniejsze opisy samych budowli, aktualne (wiosna 2014) cenniki i godziny otwarcia. Ze swojej strony, jeśli miałbym wskazać TOP 5 latarni morskich polskiego wybrzeża, na pewno poleciłbym zobaczenia obiektu w Świnoujściu (najwyższa w Polsce, najwyższa ceglana na świecie), Gąsek (piękna, strzelista bryła), Czołpina i Stilo (za niesamowite położenie – na piaszczystych wydmach, z dala od ludzkich siedlisk) i Rozewie (za całokształt :-) ).

latarnie_mapa

Czas świetności latarni już minął, ale same latarnie dzielnie stoją nad brzegiem naszego Bałtyku, wskazując drogę, dając nadzieję, kusząc pięknymi widokami i dokumentując kawał historii człowieka na morzu. Warto je zobaczyć i docenić, warto też zainteresować nie tylko ich historią i rozwiązaniami technicznymi, ale ogólnie – w trochę większym zakresie niż zazwyczaj – gospodarką morską. Żegluga jest bowiem w dziejach ludzkości starsza od rolnictwa, a nie przez przypadek wśród klasycznych „Siedmiu Cudów Świata” znajdowały się aż dwie latarnie morskie (Faros i Kolos Rodyjski). I o tym zawsze warto pamiętać :-) .