Kiedy wąska ścieżka, po mozolnym podejściu, w końcu wdrapie się na wierzchołek Stoha, otwiera się jeden z najpiękniejszych widoków, jakie można zobaczyć w całych Karpatach – poszarpany skałami szczyt, z kilkoma żlebami, rozległymi piargami i kilkoma płatami kosodrzewiny walczącymi o przetrwanie na wąskich półkach skalnych. Pomiędzy nimi wijąca się wąziuteńka ścieżka, miejscami niknąca z oczu za załomami skalnymi, pnąca się wśród małych trawniczków, późną wiosną i latem mieniących się wszystkimi kolorami alpejskiej flory. To Rozsutec. Wielki Rozsutec. Wcale nie najwyższy, ale nie mający sobie równych pod względem urody w Karpatach Zachodnich. A u jego stóp Medziholie – szeroka, zasłana kwietnymi łąkami przełęcz, o której Władysław Krygowski, jeszcze przed wojną napisał, że jest najpiękniejszą przełęczą w całych Karpatach. Kto raz zobaczył ten widok, zazwyczaj tu wraca. Ja jestem uzależniony. Kiedy myślę o górach – widzę przed oczami właśnie ten kawałek Małej Fatry.


Mała Fatra nazywana jest czasami „Tatrami w miniaturze”. Faktycznie określenie to dotyczy tylko jej północnej części. Rzeka Wag bowiem przecina wyniosły grzbiet Małej Fatry dzieląc go na dwie części. Południowa, niższa i rzadziej odwiedzana kulminuje w wierzchołku Veľkej lúki (Wielkiej Łąki). Północna wyższa, od najwyższego w całym paśmie Veľkego Kriváňa nazywana Krawańską, faktycznie przypominać może nieco łańcuch tatrzańskich. Ma podobną budowę geologiczną, ma wysoki, halny, główny grzbiet i ciągnące się na północ od niego nieco niższe „regle”. Ale tu podobieństwa się kończą. Nie ma tu ani takich wysokości jak w Tatrach, ani skał i śladów zlodowacenia.

Mimo to Mała Fatra śmiało może konkurować z Tatrami pod względem popularności wśród turystów. Zwłaszcza wiosną, kiedy w Tatrach zalega jeszcze dużo śniegu, w Małej Fatrze da się już swobodnie chodzić po większości szlaków, a o żadnym zagrożeniu lawinowym nie ma mowy. Zaczyna natomiast pojawiać się coraz więcej kwiatów, z których w ogóle Mała Fatra jest znana – ponieważ większość szczytów zbudowana jest ze skal węglanowych (wapienie i dolomity), rośnie tu kilkaset gatunków roślin (dokładniej – ponad 900), a w tym 22 endemity zachodniokarpackie, 14 endemitów ogólnokarpackich i 4 endemity małofatrzańskie (a więc rosnące tylko i wyłącznie w tym paśmie). Co prawda główny „wysyp” kwiatów ma miejsce raczej w drugiej połowie maja i w czerwcu, ale i wczesną wiosną jest tu po prostu pięknie.

Osobiście muszę przyznać, że te góry po prostu uwielbiam. Wędrówki odsłoniętymi grzbietami, dalekie widoki, ale i głębokie doliny, wapienne kaniony z wodospadami, szlaki popularne, ale i zapomniane ścieżyny, na których przez cały dzień nie spotka się żywej duszy. No i do tego są jeszcze Rozsutce – Mały i Wielki, jedne z najładniejszych gór w tej części Europy.

Pamiętam jak dziś, moment kiedy pierwszy raz je zobaczyłem. Wiosna była wtedy podobnie spóźniona jak teraz. Szliśmy cały dzień od Streczna grzbietem. Momentami zapadaliśmy się w śniegu po uda, czasami musieliśmy szukać obejścia stromych, błotnistych ścieżek, by po mokrych upłazkach z ciężki plecakami zsuwać się w dół. Od Suchego szliśmy we mgle i wszystko wyglądało mało ciekawie. Późnym popołudniem coś się zaczęło przecierać, ale na podejściu pod Stoh zaczęło lać, najpierw deszcz, potem już deszcz ze śniegiem. Zatrzymaliśmy się wśród skarłowaciałej buczyny na stoku, bo wiało mocno i zaczynaliśmy wątpić w sens dalszego marszu, zwłaszcza że Stoh można obejść mało wygodnym, ale jednak, trawersem. I nagle szara zasłona mgieł rozdarła się na dwie części i nad nami zajaśniało błękitne niebo. Poszliśmy w górę, najszybciej jak potrafiliśmy. W dwadzieścia minut byliśmy na górze – w samą porę, by zobaczyć jeszcze tęczę nad oświetlonym Rozsutcem. Siedzieliśmy potem na szczycie, patrząc w gasnący daleko na zachodzie, gdzieś nad Beskidami i Jawornikami dzień. Trwało to dość długo, o wiele za długo by za dnia zejść jeszcze w doliny. Rozłożyliśmy śpiwory i na Medziholiu, tam gdzie dawniej stało schronisko przywitaliśmy noc. Niebo rozświetlały tysiące gwiazd, a nad nami rysował się mocny, czarny kontur Rozsutca. Ciągle groźny, ale już jakby trochę oswojony…

Wiosenna Mała Fatra

Od tego czasu byłem w Małej Fatrze kilkanaście razy, poznałem prawie wszystkie jej zakamarki, o każdej porze roku. Byłem też w wielu innych górach Europy, ale Rozsutec nadal uważam za jeden z najpiękniejszych szczytów, jakie widziałem.

Omówienie wszystkich możliwości wycieczkowych Małej Fatry zajęłoby całkiem spory przewodnik, więc ograniczę się tylko do kilku propozycji wycieczkowych, które uważam za najciekawsze. Jeśli macie jeden dzień na wycieczkę, to proponuję dwa warianty – długi i krótki. Długi wariant – najlepiej wyjechać kolejką z Vratnej na Snilovske sedno, wejść na Krywań, a potem grzbietem na Rozsutec, z którego schodzimy do Vratnej. Krótki wariant – absolutnie najciekawsza wycieczka w Małej Fatrze – ze Štefanovej na Medziholie, dalej na Rozsutec, percią z fragmentami ubezpieczonymi łańcuchami, a potem na Medzirozsutce i przez Diery powrotem do Štefanovej. W południowej części Malej Fatry najpiękniejszy jest Kľak, na który najkrótsza trasa prowadzi z Fačkovskégo sedla, a najpiękniejsza z Vricka, koło wodospadu. Będąc w tych okolicach nie zapomnijcie koniecznie zajrzeć do Čičman (więcej o tej uroczej wiosce tutaj).

Osobnym tematem jest wielodniowe przejście całego grzbietu Małej Fatry, które zajmuje 3-4 dni. Południowa część pasma idealnie nadaje się na długa wędrówkę z plecakiem, przy czym jedyną możliwością noclegu jest własny namiot, lub zejście w doliny. Można też spróbować odnaleźć „utulnię”(schron) pod Kľakom, przy zielonym szlaku do Vricka. Jest to piękna wędrówka, przez bukowe lasy i widokowe hale, szczególnie wiosną, zaraz po zejściu śniegów, kiedy masowo kwitną pod Kľakiem przebiśniegi i wawrzynki wilczełyka. Północna część jest dużo lepiej zagospodarowana, a w okolicach głównego grzbietu znajdziemy schroniska pod Suchym, Chlebem, a także nieco niżej Chata na Grúni.

Mała Fatra na pewno jeszcze nie raz zagości na moim blogu :-). Na początek kilka zdjęć zrobionych w ciągu kilku wyjazdów właśnie na tzw. „długi weekend majowy”. Świeżej wiosennej zieleni więc trochę tu mało, ale tak właśnie wygląda Mała Fatra na początku maja.