Mała Fatra zimaMała Fatra to jedno z najpiękniejszych pasm górskich w Karpatach. Wyrastające ponad górną granicę lasu grzbiety, latem zachwycają bujną zielenią i bogactwem kwiatów, zimą cieszą oko majestatyczna bielą owianych wiatrami szczytów. Przez cały rok – oferują przepiękne panoramy obejmujące znaczną cześć Słowacji, sięgające na północy po nasze Beskidy, a nawet czeskie Jesioniki. Czasami góry te nazywane są „Tatrami w miniaturze” – faktycznie określenie to dotyczy tylko jej północnej części. Rzeka Wag bowiem przecina wyniosły grzbiet Małej Fatry dzieląc go na dwie części. Północna wyższa, nazywana Krywańską, rzeczywiście przypominać może nieco łańcuch tatrzańskich – ma podobną budowę geologiczną, wysoki, halny, główny grzbiet i ciągnące się na północ od niego nieco niższe „regle”. Tu jednak podobieństwa się kończą. Nie ma tu ani takich wysokości jak w Tatrach, ani tylu skał i śladów zlodowacenia. Ale za to góry są tu dużo bardziej przystępne, zwłaszcza zimową porą. A jest zima w Małej Fatrze wyjątkowo urodziwa, o czym postaram się Was przekonać :-) .

Zimowa wyprawa na najwyższy szczyt Małej Fatry to jedna z najwspanialszych wycieczek w górach Słowacji. Przy dobrej pogodzie czekają nas fantastyczne widoki i prawdziwa górska przygoda. Życząc przyjemnej (mam nadzieję) lektury, już dziś zapraszam do śledzenia kolejnych wpisów na Facebooku.

Z którejkolwiek strony nie popatrzylibyśmy na północną część Malej Fatry – zawsze wygląda nieco inaczej, ale za każdym razem – równie ekscytująco i wspaniale. Głębokie doliny otaczają ją ze wszystkich stron, a różnice wysokości sięgające 1300 metrów (więcej niż między centrum Zakopanego a Giewontem, niewiele mniej niż z Morskiego Oka na Rysy…) stwarzają wrażenie, że góry te są większe niż w rzeczywistości. Pozorne – bo tak naprawdę i pod względem wysokości, i swojego obszaru – nie mogą się równać z wieloma innymi karpackimi pasmami – Tatrami, Niżnymi Tatrami, nie wspominając już o górach Ukrainy czy Rumunii.

Główny grzbiet północnej części pasma – wspomnianej już grupy Krywania, ciągnie się na długości niecałych 30 km. Jeśli wzięlibyśmy pod uwagę linię łączącą najbardziej skrajne punkty Krywańskiej Fatry – przełom Wagu i wioskę Zazriva – okazałoby się, że góry te są jeszcze mniejsze. Odległość ta wynosi około 21 km, a w najszerszym miejscu pasmo to nie przekracza 13 km. Powierzchnia całego masywu jest porównywalną z tą, jaką zajmuje Świnoujście… Z kolei z najwyższych szczytów, tylko jeden – Wielki Krywań – przekracza 1700 metrów wysokości (dokładnie 1709 m n.p.m.). Ale jak wiadomo – nie liczbami mierzy się urok gór.

Mała Fatra zimą

Największym magnesem przyciągającym tutaj turystów jest ogromne urozmaicenie rzeźby terenu, mnogość gatunków roślin i krajobrazów, a kompaktowe rozmiary pasma wręcz podkreślają to rzadko spotykane w innych częściach Karpat bogactwo przyrody. W 1980 roku turystyczny miesięcznik „Krásy Slovenska” pisał: „Bez przesady można powiedzieć, że nigdzie na Słowacji nie ma na tak małym obszarze tylu cudów przyrody, jak w krainie pod Rozsutcem”. Są tu długie, halne grzbiety ciągnące się kilometrami, dające uczucie wolności porównywalnej jedynie z naszymi Bieszczadami (i może także fragmentami Wielkiej Fatry), rozległe partie skalne, głębokie wąwozy krasowe z wodospadami, miejsca odludne i rzadko uczęszczane, choć nie brakuje także tych, w których turystów jest mnóstwo, zwłaszcza w pogodne weekendy.

Na pierwszy rzut oka, główny grzbiet sprawia wrażenie monotonnego i mało zróżnicowanego, ale jeśli staniemy już na którymś ze szczytów, okazuje się, że jego przebieg jest kręty – na dokładnej mapie widać wyraźnie, jak wgryzające się weń od południa i północy doliny, walczą ze sobą, starając zabrać i przeciągnąć na swoją stronę jak największy obszar górskich hal. Dlatego z każdego szczytu panorama jest inna, ciekawa, urozmaicona – szczyty przesuwają się względem siebie, raz wznoszą się amfiladowo nad sobą, to znów wyłaniają w przełęczach czy załamaniach grani, czasami spadając łagodnymi halami w bok, to znów uskakując stromymi ścianami kotłów. Ponad wszystkie inne szczyty urodą góruje poszarpany skalny masyw Wielkiego Rozsutca, który bez wątpienia jest najbardziej charakterystycznym szczytem Małej Fatry.

Mała Fatra zimą

Od północnej strony podchodzi pod sam główny grzbiet dolina Vrátna – bez wątpienia najciekawsza i najpiękniejsza z małofatrzańskich dolin. Jest też ona głównym centrum turystyki w Małej Fatrze – wraz z leżącą u jej wylotu wioską Terchová, znaną jako miejsce urodzenia Juraja Janosika. To właśnie tutaj znajduje się najlepsza bazę noclegową – liczne hoteliki, pensjonaty i kwatery, tutaj znajdziemy góralskie karczmy i restauracje z regionalnymi daniami. Dokładne informacje o bazie noclegowej, atrakcjach regionu, a także wiele informacji praktycznych oraz możliwość rezerwacji noclegu można znaleźć na specjalnym portalu poświęconym turystyce w regionie – www.regionmalafatra.sk (również w języku polskim – naprawdę jeden z najlepiej zrobionych słowackich portali regionalnych).

mala_fatra_zima_banner_2016

 

Tutaj tylko chciałbym zwrócić uwagę, że mimo, że Mała Fatra to region bardzo popularny, zwłaszcza wśród Słowaków i Czechów, zachował on bardzo kameralny, tradycyjny charakter – nie znajdziemy tu wielkich kombinatów hotelowych jak pod Tatrami, trochę „na siłę” próbujących upodobnić je do Alp, ale przeważa rodzinno-pensjonatowy charakter turystki. Bardziej swojski, mniej nadęty – a zdecydowanie przyjaźniejszy nie tylko turystom z grubym portfelem. Osobiście – mi taki model odpowiada bardziej, ale oczywiście każdy ma swoje zdanie…

Mała Fatra zimą

O Vrátnej, Terchovej i Janosiku na blogu opowiem innym razem – dzisiaj chciałbym zaprosić przede wszystkim w góry, które zimą odsłaniają swoje zupełnie odmienne niż latem, nie mniej fascynujące oblicze. Zima w górach kojarzy się przede wszystkim z narciarstwem zjazdowym – takie możliwości oferuje w Krywańskiej Fatrze jedna z czołowych słowackich stacji narciarskich – Vrátna Free Time Zone (więcej szczegółów – tutaj>> ). Jednak Mała Fatra to dla mnie przede wszystkim jedno z najlepszych miejsc w Zachodnich Karpatach, by uprawiać zimową turystykę pieszą i narciarską. Dlaczego?

Z kilku powodów. Że jest tu niepospolicie pięknie – już wspominałem, ale co ważniejsze – są to góry do turystyki zimowej dobrze przygotowane. Na głównym grzbiecie wyznakowane są tyczkami główne przejścia dostępne dla turystów pieszych i narciarzy, poprowadzone czasami nieco inaczej niż w lecie, ale zawsze bezpiecznie. Na główny grzbiet można się wygodnie dostać gondolą z doliny Vrátnej – wejście na najwyższy szczyt pasma, Wielki Krywań, przy dobrej pogodzie jest w zasięgu możliwości praktycznie każdego turysty. Wędrówka głównym grzbietem dostarcza niezapomnianych wrażeń, w jego pobliżu znajduje się kilka schronisk, a zagrożenie lawinowe jest tu sporadyczne. Porównując statystyki wypadków z Tatrami – góry są o wiele bezpieczniejsze. Z drugiej strony – wędrując grzbietem, głównie w kierunku zachodnim, można przeżyć prawdziwą górską przygodę. W razie załamania pogody – góry są na tyle niewielkie, że szybko można zejść w doliny, choć trzeba podkreślić – nie wolno lekceważyć ich niebezpieczeństw i najlepiej wędrować tylko przy pewnej, stabilnej pogodzie… No i w końcu – w zimie góry są najpiękniejsze, czy trzeba więc jeszcze dłużej przekonywać, że warto tu przyjechać nie tylko na wyciąg?

Mała Fatra zimą

Jedną z najwspanialszych pod względem krajobrazowym tras zimowej Małej Fatry, jest zdobycie Wielkiego Krywania i wędrówka przez Chleb i Południowy Gruń. Jest to trasa „dla każdego”, choć wymaga dobrych warunków pogodowych i co ważne – nie wolno jej podejmować w czasie oblodzenia szlaków. Na grani czasami zdarza się zaskorupiały, zlodowaciały śnieg, ale dysponując dobrym obuwiem, nie powinniśmy mieć z nim problemu. Jednak zawsze warto mieć ze sobą raki lub choćby mini-raki. Regułą powinno być podejście do wycieczki w sposób elastyczny – nie trzymamy się sztywno planu, jeśli warunki nie sprzyjają lub przerastają nasze umiejętności, nie idźmy dalej, bo może się okazać, że za kolejne kilkaset metrów będzie gorzej, a nie będziemy mieć już łatwej szansy powrotu… Lepiej zobaczyć mniej ale wrócić do domu „w jednym kawałku”.

Wycieczkę najlepiej rozpocząć przy dolej stacji kolejki gondolowej w Starej Dolinie – jednej z głównych odnóg doliny Vrátnej. Dotrzemy tam w kilka minut z Terchovej – najpierw droga, która zaczyna się w centrum wsi, przełamuje się przez malownicze Tiesňavy (Cieśniawy), które tworzą głęboki wąwóz o stromych, wapiennych ścianach, w którym mieści się tylko szosa i skaczący po olbrzymich głazach potok. Nieco dalej dolina rozszerza się – w lewo odchodzi jej odgałęzienie w kierunku Štefanovej, a my podążamy dalej prosto na południe. Mijamy dolną stację krzesełka na Pasekach – największym i najciekawszym terenie zjazdowym w dolinie, po czym zagłębiamy się w las, którym kluczymy coraz głębsza dolinną. W końcu dojeżdżamy na mała polankę, która praktycznie w całości zajmuje parking – można tu zostawić bezpiecznie samochód i wyruszyć w góry.

Mała Fatra zimą

Przed nami wznosi się główny grzbiet małofarzański, którego zaśnieżone plamy przebijają pomiędzy drzewami. Do pokonania mamy 775 różnicy wysokości – można to zrobić na dwa sposoby. Pierwszy to podróż a przełęcz Snilovską kolejką gondolową „Chleb” (Wbrew nazwie nie wjeżdża ona na tenże szczyt). 8-osobowe wagoniki wywożą pod samą przełęcz w około 6 minut – pozwala to zaoszczędzić mnóstwo czasu i sił, podejście zajmuje bowiem co najmniej półtorej godziny (i to dość szybkim krokiem) – przy nieco większym śniegu trzeba na piechotę podchodzić około 2 godziny… Zastąpiła ona stare wysłużone krzesełko, w którym podróżowało się do góry siedząc bokiem do kierunku jazdy – była to jedna z pierwszych kolei krzesełkowych postawionych po wojnie na Słowacji, najwyraźniej dobrze wykonana, skoro służyła aż do początku naszego wieku…

Gondola na Chleb trafiła na główne strony gazet i portali w lipcu 2014 roku, kiedy to katastrofalna ulewa spowodowała liczne obsunięcia gruntu i znaczne zniszczenia dolnej stacji kolejki. Na szczęście nieuszkodzone pozostały wtedy podpory kolei i wielkim nakładem pracy udało się ją „przywrócić do życia” jeszcze zimą tego samego roku. Więcej szczegółów i trochę zdjęć można znaleźć tutaj >>  Tak więc można bez problemu skorzystać z gondoli, która w zimie działa praktycznie codziennie, za wyjątkiem okresu, kiedy nie ma pokrywy śnieżnej – wtedy działa tylko w weekendy, a także kiedy wiatr jest zbyt silny. Ale wtedy i tak nie ma się co wybierać w góry… Natomiast  uszkodzona w tym samym czasie Chata Vrátna nie jest (i prawdopodobnie nie będzie) remontowana…

Mała Fatra zimą

Jeśli zdecydujemy się na bardziej „honorne” wyjście na grzbiet na piechotę (lub na nartach skiturowych) musimy się przygotować na naprawdę strome podejście – trzeba przekroczyć potok nowym mostkiem, po czym rozpoczynamy mozolna wspinaczkę. Początkowo wędrujemy stromą grzędą, przez las, drogą z licznymi zakosami. Prowadzi nią trasa zjazdowa, więc należy ostrożnie podchodzić jej skrajem (dotyczy to całego podejścia aż do grzbietu). Wyżej dochodzimy do szerokiej przecinki pod gondolką, którą w dół prowadzą nastrosze i najtrudniejsze jazdy we Vrátnej. W ostatnich latach jednak trasy te funkcjonują tylko przez kilka tygodni w sezonie – nie ma tu z powodu ochrony przyrody instalacji naśnieżających, więc kiedy zima jest taka jak w tym roku – śniegu brakuje czasami nawet do końca stycznia…

Podchodzimy do góry skrajem przecinki, wzdłuż kolejki, dochodząc do miejsca, gdzie z prawej strony drzewa wyraźnie karłowacieją. Jeszcze w końcu XIX wieku, okoliczne tereny były zamknięte dla raczkującego ruchu turystycznego w Małej Fatrze – stanowiły prywatny teren myśliwski Majlathów, do których należał większość doliny Vrátnej i znaczne połacie północnych stoków Krawańskiej Fatry. Nad lasem, na wysokości 1350 m n.p.m. postawili oni w 1895 chatę „Majlathka” (według niektórych źródeł było to 10 lat wcześniej), która początkowo służyła wyłącznie myśliwym, z czasem jednak zaczęli tam nocować także i turyści. W 1921 roku, w swoim znakomitym „Ilustrowanym przewodniku po Spiszu, Orawie, Liptowie i Czadeckiem”, Mieczysław Orłowicz wspominał, już o schronisku im. Majlatha, do którego z dołu prowadziła świetna serpentynowa droga. Kilka lat później wyznakowano tędy zielony szlak, którym wędrujemy do góry.

Mała Fatra zimą

W końcu docieramy do górnej stacji gondoli – jesteśmy praktycznie w sercu Małej Fatry. Narciarze zjeżdżają stąd w dół lub wędrują granią w stronę Wielkiego Krywania lub Chlebu. Od tego miejsca podchodzimy jeszcze kilkaset metrów, lekko pod górę i osiągamy Snilovské sedlo (1524 m n.p.m.). Odsłaniają się piękne widoki – na północy wgląd w głęboką dolinę Vrátnej i ciągnące się po horyzont grzbiety Beskidów, na południu – w kierunku falujących szczytów Wielkiej Fatry i kotliny Turca. Od wschodu widok ogranicza ośnieżony grzbiet Chlebu i Sten, zza których wyłania się kosmata sylwetka Rozsutca i obła łysina Stoha. Południowy wiatr uderza w twarz i pędzi po powierzchni kryształki śniegu, tworzące fantastyczne kalafiory na zasypanych krzakach kosówki. Nad nami wznosi się Wielki Krywań – wiele osób kończy wycieczkę w tym miejscu i wraca do kolejki, ale namawiam gorąco, by w przypadku dobrej pogody koniecznie zdobyć wierzchołek.

Do podejścia jest niecałe 200 metrów, które pokonuje się zadziwiająco szybko – niecałe pół godziny starczy by stanąć na szczycie. Wędrujemy za czerwonym szlakiem, w zimie widocznym w terenie głównie dzięki tyczkom wyznaczającym kierunek wędrówki – najpierw trawersujemy północne zbocza, łagodnie wznosząc się aż do załamania grzbietu. Podchodzimy do widocznego z daleka węzła szlaków i znienacka otwiera się wspaniały widok w stronę Pekelnika i Małego Krywania – to jeden z najbardziej „wysokogórskich” pejzaży w całej Małej Fatrze – ostre granie opadają stromo w zasnute mgłami doliny, nierzadkie są skalne żebra i głęboko orające stoki żleby. W dugą stronę – odsłania się śmielej Rozsutec, zza którym w oddali wznosi się „plaskata” Babia Góra.

Mała Fatra zimą

To miejsce nosi słowacką nazwę Hrana Veľkého Kriváňa – co dosłownie oznacza „krawędź, ostrze” Wielkiego Krywania. I rzeczywiście – monotonnie nachylony stok urywa się tu nagle odsłaniając rozległy widok. Stok opada tu w kierunku źródlisk potoku Studenec pod katem prawie 45 stopni, miejscami tworząc skaliste partie – nie jest to jednak kocioł polodowcowy, ale tylko silnie przekształcony przez ruchy masowe i zjawiska niwalne lej źródłowy. Stąd już tylko 10 minut na szczyt, który osiągamy przy charakterystycznej, zimą zazwyczaj mocno oblodzonej tabliczce. Widok, który się stąd rozpościera należy do najwspanialszych w Karpatach Zachodnich.

Ze szczytu przy dobrej pogodzie widać kilkanaście pasm górskich (w tym także leżące w Sudetach Jesioniki z najwyższym szczytem Pradziadem) i ponad 350 szczytów. Trudno się odnaleźć w tym bogactwie kształtów, kolorów i planów. Na północy panorama obejmuje Góry Kisuckie, a za nimi Beskidy z Babią Górą, Pilskiem i Wielką Raczą. Jeszcze dalej wyłaniają się grzbiety Beskidu Śląskiego ze Skrzycznem i Beskid Morawsko-Śląskiego ze stożkowatą Lysą horą. Na wschodzie, zza ośnieżonych grzbietów Małej Fatry wyłaniają się Tatry, a nieco bliżej garbaty Wielki Chocz (o tej wspaniałej górze polecam osobny tekst na blogu – tutaj>>  Za doliną Wagu ciągną się Niżne Tatry, a na południe od nas – morze gór Wielkiej Fatry, a nad leżącą u naszych stóp Kotliną Turczanską wznosi się Luczańska Mała Fatra, a w oddali, na lewo od niej zamglone masywy Žiaru i Vtáčnika.

Mała Fatra zimą

Ze szczytu wracamy na szerokie obniżenie przełęczy Snilovskiej. Można stąd kontynuować wycieczkę głównym grzbietem, albo zrobić sobie godzinną przerwę, maszerując do leżącego niedaleko schroniska Chata pod Chlebem, najwyżej położonego schroniska w Małej Fatrze (1415 m n.p.m.). Droga do schroniska odchodzi z samej przełęczy – łagodnie opadając, zagłębia się pomiędzy łany kosówki i nieśmiałe świerczki. Po prawej towarzyszą nam rosnące w oczach stoki Wielkiego Krywania – w górnej części doliny, gdzieś w pobliżu tego miejsca, ale bliżej potoku, stała pierwsza „utulňa” – dość prymitywny schron turystyczny, nazywana dość szumnie „Revajovą Chatą”, postawiona w 1910 roku przez Węgierskie Towarzystwo Narciarskie, a służąca turystom aż do II wojny światowej (poniżej fragment starej mapy czechosłowackiej, z zaznaczonym schronem i nowym schroniskiem).

mala_fatra_utulna

Wkrótce, na niewielkim wypłaszczeniu grzbietu – Prednej Ubočy – wyłania się zza drzew Chata pod Chlebem. Warto tu zatrzymać się na chwilę i posilić korzystając z tutejszego bufetu, kontemplując widoki na tonący we mgłach Turiec. Pierwsze schronisko na tym miejscu stanęło w 1930 roku, mieściło 66 miejsc, a jego gospodarzem był znany przedwojenny sportowiec – Jozef Hájek pochodzący z pobliskich Turan. Po upadku Narodowego Powstania Słowackiego, w listopadzie 1944 roku, Niemcy przeprowadzili akcję palenia schronisk w górach, by zapobiec używaniu ich przez pałętające się po górach niedobitki powstańców i coraz liczniejszych partyzantów sowieckich. Nie ostała się i Chata pod Chlebem… Ale już od 1945 roku powoli przywracano je dożycia, a w latach 60. miejsce to uważane było za jedną z najlepszych miejscówek do organizowania kursów narciarskich. 12 kwietnia 1982 roku w schronisku wybuchł pożar – większość turystów uciekła przez okna w jadalni, nikomu nic się nie stało, ale budynek spłonął doszczętnie – pozostała po nim tylko podmurówka. Obecne schronisko dysponuje 23 miejscami i jest zaadoptowanym na potrzeby noclegowe i gastronomiczne budynkiem gospodarczym dawnej chaty.

Mała Fatra zimą

A tak wyglądało pierwsze schronisko:

Mała Fatra zimą

Jeśli chcemy stąd wrócić na grzbiet – pamiętajmy, że należy z powrotem pójść na przełęcz Snilovską – co prawda od chaty w kierunku głównego grzbietu prowadzi szlak żółty, ale w zimie może być on niebezpieczny – nie z powodu lawin, a raczej z racji częstego oblodzenia; jeśli ktoś już koniecznie chce nim pójść (na własne ryzyko), obowiązkowo musi posiadać raki i czekan, nawet przy sprzyjającej pogodzie. Z powyższych powodów ścieżka nie jest oznaczona tyczkami, a jeśli uda już nam się bezpiecznie dotrzeć do grzbietu, może czekać nas niemiła niespodzianka w postaci kilkumetrowego nawisu… Dlatego mimo, że formalnie szlakiem wolno wędrować także w zimie – polecam nadłożenie drogi i powrót do przełęczy, a dopiero stąd kontynuowanie marszu grzbietem.

Mała Fatra zimą

Kolejny szczyt to Chleb – trzeci co do wysokości w całym paśmie (1646 m n.p.m.). Widok ku Tatrom jest stąd coraz szerszy i pełniejszy, ale niewiele różni się od tego z Wielkiego Krywania. Natomiast duże ciekawsze jest obserwowanie krętego przebiegu głównego grzbietu, co raz odsłaniającego w nieco innych wariatach sylwetki Rozsutca i Stoha, a także zajrzenie w głąb potężnych kotłów, będących charakterystycznym elementem szczytu. W okresie międzywojennym uważano, że są one pochodzenia polodowcowego, jednak dokładne badania wykazały, że powstał w inny sposób – w głębokiej niszy osuwiska latami dziesiątkami lat utrzymywały się płaty wiecznego śniegu, które przemodelowały podłoże i upodobniły go do klasycznych lodowcowych karów. Bez względu na genezę – w pobliżu ich krawędzi trzeba zachować ostrożność i dobrze sprawdzać czy posuwamy się po stabilnym gruncie czy może stoimy na nawisie…

Mała Fatra zimą

Następna godzina przed nami, to wspaniała wędrówka głównym grzbietem. Najpierw schodzimy na szerokie siodło odsuwając się nieco od krawędzi kotłów (drogę wskazują tyczki), po czym w pięknej wędrówce, wśród rozległych panoram i lodowo-śniegowych „kalafiorów” mijamy kulminację Hromovego (1636 m n.p.m.), a później dwie kulminacje Sten (Ścian), rozdzielone szerokim obniżeniem. Z północnego wierzchołka w całej okazałości objawia nam się Wielki Rozsutec – w skalnym, poszarpanym pióropuszu wapiennych i dolomitowych turni, z warkoczem Południowych Skał, tworzących najrozleglejsze skalne miasto Małej Fatry. Wkrótce osiągamy niewyraźny cypel Południowego Grunia – tutaj opuszczamy główny grzbiet, skręcając w lewo żółtym szlakiem.

Czeka nas teraz pokonanie prawie 500-metrowego zejścia, stromego i miejscami karkołomnego. Jeśli wędrujemy na skiturach – to jest właśnie moment na który się czeka. Stromy, kapitalny zjazd, dość wymagający, ale przy dobrym kopnym śniegu – po prostu fantastyczny. Nieco niżej trafiamy na górną stację orczyka i trasy zjazdowe, wzdłuż których dochodzimy (najlepiej posuwać się wzdłuż prawej skrajni trasy, która szerokim łukiem z lewej schodzi prosto do schroniska. Chata na Gruni, to miłe, drewniane schronisko, może nieco zbytnio stylizowane na tyrolskie (jak na mój gust J ), ale pięknie wkomponowane w górską panoramę z Rozsutcami w tle. Oferuje 40 miejsc noclegowych i dobrą kuchnię, w klasycznej, górskiej, przeszkolonej restauracji – co wcale nie jest takie znowu częste w słowackich górach…

Mała Fatra zimą

Od Chaty na Gruni czeka nas jeszcze 45-minutowa wędrówka żółtym szlakiem (schodząc od schroniska kierować się trzeba w kierunku lasu, nieco na lewo od niewielkiego obniżenia schodzącego na zachód – przed wejściem do lasu stoki drewniana brama, za którą zaczyna się właściwa ścieżka. Stopniowo, obniżając się prawie „po poziomicy” docieramy do parkingu przy gondoli. Za sobą mamy dość męczący dzień – ale z pewnością pełen wrażeń. W końcu to jedna z najpiękniejszych jednodniowych zimowych tur w Karpatach Zachodnich!

Mała Fatra zimą

Na koniec jeszcze tylko kilka uwag odnośnie bezpieczeństwa w górach. Mimo, że góry są niewysokie i niezbyt rozległe – sięgają powyżej granicy lasu, a to wymaga odpowiedniego ubioru i wyposażenia. Najbardziej niebezpieczne są załamania pogody – w ciągu kilkudziesięciu minut słoneczny dzień potrafi zamienić się w małe piekło z wiatrem, śnieżycą i całkowitą utratą widoczności. Najlepiej wtedy siedzieć już w schronisku… Dlatego planujmy wycieczki w najwyższe partie gór tylko przy stabilnej pogodzie. Oprócz niskich temperatur, trzeba wystrzegać się silnego wiatru, który bardzo szybko potrafi „wyciągnąć” z człowieka resztki sił. Jeśli jest słonecznie, ale w górach wieje mocny wiatr (można to poznać po charakterystycznych obłokach rozwiewanego puchu nad szczytami – „góry dymią”) – lepiej ograniczyć wypad do rejonu samej Przełęczy Snilovskiej i Chaty pod Chlebem.

Podobnie należy wystrzegać się oblodzenia – na głównym grzbiecie rzadko kiedy jest ono problemem, ale na trawersach, nawet niezbyt stromych stoków, potrafić być niebezpieczne – zakończyć może się bolesnym upadkiem, w skrajnych przypadkach nawet śmiercią. Nie wolno lekceważyć nawisów śnieżnych, a także miejsc zagrożonych lawinami – są one oznaczone na mapach VKU Harmanec, które polecam do wędrówki (fragment mapy – poniżej). Mimo tych niebezpieczeństw – w Małej Fatrze niezmiernie rzadko dochodzi w zimie do groźnych wypadków – dużo częstsze są porażenia piorunami w lecie. Dlatego właśnie, przy zachowaniu odpowiedniej rozwagi – są tak przyjazne turystyce zimowej góry :-)

mala_fatra_zima

Informacje praktyczne

Przejście całej trasy zajmuje w pogodny dzień około 6,5 – 7 godzin, wliczać w to podejście z dołu na piechotę i wizytę w Chacie pod Chlebem. Jeśli wjedziemy do góry gondolą – zyskujemy około 2 godziny, jeśli nie zajrzymy do schroniska – kolejną godzinę. Samo wejście na szczyt Wielkiego Krywania od górnej stacji kolei i z powrotem, zajmuje około 1 godziny, nie licząc odpoczynku na szczycie i podziwiania widoków.

Kolej gondolowa na Snilovske Sedlo – czynna od 9.00 do 15.30, w marcu – do 16.00. Jeden przejazd w górę kosztuje 8,50 euro, w górę i w dół – 10 euro. Więcej szczegółów – www.zima.vratna.sk

Chata pod Chlebemwww.chatachleb.sk

Chata na Gruni - www.chatanagruni.sk